Przez pryzmat lat

baner górny

Kronika domu szczęśliwych kotów

2 kwietnia 2013     Niby przedwiośnie a jeszcze zima trzyma

Tegoroczna zima daje nam się długo we znaki. I co prawda jest piękna, gdyż wyjątkowo śnieżna, ale i tak od jakiegoś czasu z utęsknieniem oczekujemy już na wiosnę. W środku marca zima puściła do nas oko, topiąc śniegi i odsłaniając kiełki krokusów i nawet jednego dnia było powyżej 10 stopni ciepła, ale zaraz w okolicach kalendarzowego przyjścia wiosny temperatury spadły poniżej -10 i zamiast topienia Marzanny mieliśmy znowu sannę. A już szczytem wszystkiego była pomyłka w świętach kościelnych. W tym roku aura dwukrotnie obchodziła Boże Narodzenie! Nawet to drugie było bardziej śnieżne od pierwszego! Wielkanoc przypadła na 31 marca, ale już dwa dni wcześniej tak sypnęło śniegiem, że trzeba było w ramach wiosennych porządków ciągle odśnieżać obejście. A zamiast Śmigusa – dyngusa mieliśmy w drugi dzień Świąt Wielkanocnych rodzinną bitwę śnieżkową, zakończoną lepieniem bałwanka.

lepienie bałwanka             z bałwankiem
Lepienie wielkanocnego bałwanka

bitwa śnieżkowa        
Śnieżkowy Śmigus - dyngus

Panowie kocurowie w związku z tym już kilkakrotnie przechodzą okres godowy. I, niestety, gdy przy każdym ochłodzeniu wracają na dłużej do domu, to uważają za swój obowiązek zaznaczyć swoją męską obecność nie tylko gardłowymi okrzykami, ale też zapachowo. Dlatego też w trakcie robienia porządków przedświątecznych musiałam po kolei ograniczać ich domowy rewir, zamykając przed nimi kolejne, sprzątnięte już pokoje. Zostawiłam natomiast na ich pastwę piwnicę i zrobię w niej gruntowny porządek, gdy już będzie całkiem ciepło i koty nie będą tak gremialnie nocować w domu. Czyli koło maja, gdy przejdzie już im ochota na żeniaczkę.

Ponowne przyjście dużych mrozów spowodowało również powrót kocich katarów. Na szczęście kolejny rzut jest już słabszy, zwłaszcza u Amaretta i Tekili. Ale Buzuki, któremu tydzień temu drżał ogonek, gdy przyszedł do nas pewnej mroźnej nocy, aby się u nas ogrzać, (nawet nie ruszył się do drzwi tarasowych, gdy poszłam je zamknąć), nie pojawił się u nas od tej pory. Znowu się boję, że jest chory, albo coś mu się stało – na dzikim terenie, gdzie Buzuki prawdopodobnie mieszka, wykarczowane zostały kolejne połacie głogów i maliniaków i odsłoniło się następne niebezpieczne dojście do ruchliwej ulicy. Za to w czasie świąt znowu odwiedzał nas regularnie jego tata. Szary Kot nie przyprowadził ze sobą syna, mimo mojej wyraźnej prośby. Zjadał trochę jedzenia, trochę pokręcił się po domu i wybiegał swoim zwyczajem z drugiej strony domu

Szary Kot zwiedza      Szary Kot
Szary Kot wpadł do nas z krótką wizytą

Musiałam też przez parę zimnych nocy przenocować Bandża, gdyż jego państwo chyba wyjechali. Drugiej nocy, gdy wpadł do nas koło dwunastej, chciałam go odnieść do jego domu, ale przed domem nie było samochodu, w oknach było ciemno i nikt nam nie otwierał. Bandżo wyrwał mi się pod swoimi drzwiami i nie wrócił ze mną, tylko czekał, wpatrując się w klamkę. Po 20 minutach zobaczyłam go znowu koło naszego płotu. Akurat karmiłam Buzuczka i drzwi od tarasu były otwarte, więc Bandżo skorzystał, zakamuflował się w piwnicy i dopiero rano dał o sobie znać. Obudził mnie straszliwy rumor i po wejściu do kuchni ukazały mi się nader ciekawe efekty kociej katastrofy: stłuczony spodeczek, rozrzucone na podłodze resztki kociego jedzenia oraz zerwana firanka z okna. Być może Bandżo chciał się wydostać z domu swoim sposobem, czyli tak, jak prosi o wejście: drapiąc łapami po szybie... Ale co działa na nas, którzy wpuszczamy kota tak wzruszająco dopraszającego się o to ( Jaki biedny kotek, tak pięknie prosi...), to nie działa na okno. A druga wersja wypadków: wskakiwał Bandżo na parapet, trafił na spodeczek, poślizgnął się i spadając razem ze spodkiem próbował czegoś się przytrzymać i trafił na firankę. A że kocur jest ciężki, to firanka go nie utrzymała...
W każdym razie ucieszyłam się, gdy w Wielką Sobotę zobaczyłam przed domem sąsiadów samochód. Tym bardziej, że ze względu na śnieżną aurę więcej czasu w domu spędzał Amaretto.

Bandżo      Bandżo drapie
Wpuśćcie mnie, wpuśćcie, jestem taki biedny kotek

Bandżo z Redsiną      Bandżo w kuchni
Bandżo z Redsiną

Bandżo szykuje się    do skoku    skok
Bandżo skacze na samochód

Bandżo na samochodzie
Samochodowy zdobywca

A u dziewcząt wszystko w porządku. Panie większą część życia przesypiają. Tekila zadzierzgnęła z Asią bliższe kontakty i sypia teraz regularnie u niej. Jest to jedyny kot, poza córki ukochanym Prążkiem i Redsiną, który dostąpił tego zaszczytu. Tekila staje pod drzwiami pokoju córki, gdacze po swojemu, Asia ją wpuszcza a ta ładuje się na łóżko i układa w nogach. Tekila jest dobrze wychowaną kotką i w przeciwieństwie do swoich dzieci i swojej mamy, nie znaczy terenu i nie sika na torebki foliowe, więc Asia nie boi się o swoje meble i notatki. (Tak jest, Metaksa też potrafi zaznaczyć teren lub nasikać na blat szafki – ostatnio zrobiła to na moich oczach w Wielką Sobotę na świeżo wymyty blat w kuchni. Co się wtedy działo! Awantura, łapanie kota, który karnie został wyrzucony na dwór, aby sobie przemyślał swoje postępowanie i długi oczekiwanie skruszonej kotki pod drzwiami tarasowymi, aby wreszcie ktoś ją wpuścił do domu).

Tekila
Tekila rok temu z Asią i Elą

Teraz Asia nazywa Tekilę swoją kotką i nawet ma czas, aby pobawić się z nią sznurkiem. A Tekila nie budzi mnie już codziennie koło 6-tej nad ranem, aby ją wypuścić z domu, bo po prostu śpi z Asią. I wszyscy są zadowoleni.
       Tylko tej wiosny nie widać i Buzuki nie wraca.

Buzuki



    P.S.
Właśnie wysyłałam ten plik i przynależne mu zdjęcia na serwer i podniosłam na chwile wzrok znak komputera, a tu zza szyby na tarasie patrzy na mnie... Buzuki. Wrócił!!! Naprawdę można mu pozazdrościć wyczucia dramatyzmu.
       Ucieszyłam się bardzo, wpuściłam do domu i w czasie, gdy zachłannie zajadał spóźnioną kolację (jest koło 1-wszej w nocy), przyjrzałam mu się w miarę dokładnie. Nie wygląda źle, oczka ma zdrowe i nawet nie jest wychudzony. Czyli albo ma gdzieś drugą stołówkę, albo potrafi się wystarczająco dobrze sam wyżywić. Na szyjce tylko zauważyłam zasklepioną ranę, w miejscu, gdzie w sezonie letnim czasami się pojawiała. W lecie myślałam, że to efekt posiadania kleszczy - kot się drapie i sobie infekuje skórę. Ale teraz? Jeszcze kleszczy nie ma. Może mieszka w jakimś miejscu, gdzie się o coś ociera, może przechodzi przez jakieś wybite okno z resztkami szyby? Nie mam pojęcia. Skąd tak często biorą się u niego takie rany na szyjce i na nogach?
       No, ale najważniejsze, że wrócił do mnie. Pytałam go, gdzie się podziewał przez tydzień, ale nic mi nie odpowiedział. A przecież mógł powiedzieć chociażby tak:
- Marudziłaś, że ci znaczę meble w pokoju, a ty chcesz wysprzątać na święta, więc dałem ci wolne na tydzień i wróciłem po Wielkanocy. Powinnaś być zadowolona!
;)


15 maj 2013     Nareszcie wiosna

Wiosna wreszcie przyszła gdzieś tak pod koniec kwietnia i wybuchła nieokiełznaną ferią barw kwitnących jednocześnie kwiatów, krzewów i drzew owocowych. Temperatura podskoczyła od razu do dwudziestu kilku stopni. Koty opuściły dom i wpadają do niego tylko na jedzenie. Nawet Metaksa zwlekła się z kanapy i zaciekawiana wiosennymi odgłosami więcej czasu spędza na dworze niż w domu. Często towarzyszy mi na kanapie, którą wreszcie mogłam zainstalować w ogródku. Razem z Redsiną prowadzą swoistą grę w zdobywanie uprzywilejowanego miejsca na niej.

Metaksa i Amaretto
Tym razem w zawodach, kto pierwszy zajmie huśtawkę, zwyciężyła Metaksa i Amaretto

W ramach wiosennych porządków, poza sprzątaniem miejsca pod tarasem, które w zimie jest kocim schronieniem, likwiduję masę kleszczy, które zwierzaki znoszą w swoich futrach. Jest ich w tym roku zatrzęsienie! Najwięcej ma Amaretto, który chyba sypia gdzieś po krzakach i melduje się tylko raz dziennie wieczorem na kolację, czasem razem z Buzuczkiem,. Czasami wynajduję w jego futrze po kilka insektów. Problemem jest ich wyciągnięcie, gdyż Amatretto nie lubi dotykania go w okolicach karku i grzbietu. Kleszcze mogę więc wykręcać tylko wtedy, gdy kocur zajęty jest jedzeniem. Sąsiadka przyniosła mi środek przeciwko kleszczom, ale na niego to jakoś nie działa.

Poza tym wiosna upływa spokojnie. Pewną nowiną są pojawiające się na naszym ogródku nowe koty, które jednakże zwykle uciekają, gdy nas widzą. Czasami są to rasowe koty sąsiadów. Najczęściej pojawia się ładny kot, wyglądający na syjamskiego, z niebieściutkimi oczami o niewinnym wyrazie. Nie boi się nas, łazi po ogródku, ignorując powarkującą na niego Redsinę, czasem badawczo zagłębia się na chwilę do domu. Nawet bez problemów udaje się go teraz (po kilku próbach) pogłaskać. Ewidentnie jest to kot domowy, który eksploruje nowy teren – widać, że jest zadbany i najedzony. Więc też go specjalnie do naszego domu nie przyzwyczajam. Dość mam podopiecznych ;)

NIebiesokoki
Puchate śliczności z niebieskimi oczkami

Pewnego razu wieczorem zaobserwowałam przez okno, że do miseczki z kocim jedzeniem, pozostawionym na tarasie, skrada się jakiś czarno – popielaty kot. Wyglądał jak młodociana wersja Amaretta – był tylko nieco mniejszy i miał drobniejszą buzię, ale futerko takie, jak miał Łobuz a minka – taka jak u Prążka. Czyżby kolejne pokolenie naszych kotów? Może syn Amaretta lub Bandżo? Wyglądał prześlicznie, ale gdy tylko mnie zauważył, szybko opuścił taras.

Innym razem Buzuki przyprowadził ze sobą towarzysza ( a raczej chyba towarzyszkę), bardzo do niego podobnego. Nawet przez chwilę miałam nadzieję, że to jego zaginiona siostrzyczka Zorbka, ale kotce brakowało rudawego odcienia koło pyszczka. Ale poza tym - wykapany Buzuki, tyle że drobniejszy. Nowa kotka przydreptała za Buzukiem i zauważyłam te parkę na tarasie. Ucieszyłam się i pytam Buzuka: "Kogo przyprowadziłeś: córkę czy żonę". Ale on nie raczył mi odpowiedzieć, tylko wparował do domu, zostawiając towarzyszkę na dworze. Kiedy już zaspokoił pierwszy głód, wystawiłam mu miseczkę na taras, myśląc, że podzieli się jedzeniem. Ale na mój widok nowy kotek uciekł pod krzak a Buzuki spokojnie oddawał się sam konsumpcji. Wyniosłam więc drugą miskę, nałożyłam do obu jedzenia i odsunęłam się od szyby drzwi. Po chwili kotka odważyła się i zajęła spożywaniem kolacji. Mogłam więc jej się wtedy spokojnie przyjrzeć. Zameldowałam też Redsinie, że to chyba córka Buzuka, a więc jej wnuczka!

Buzuki z towarzyszką był jeszcze u nas ze dwa razy, ale potem już jej nie przyprowadzał. Za to czasem skrada się do nas nocą kot, który jest chyba potomkiem Zbója – futro, wyraz pyszczka, oczy – wszystko przypomina mi Zbója, którego nie widziałam już od blisko trzech lat. Nawet jedno uszko ma tak samo zgięte, co chyba jest efektem przyrośnięcia małżowiny do łebka na skutek niewyleczonej ropawicy (lub świeżbowca). Ale poza tym kotek wygląda ładnie i regularnie dokarmia się u Sąsiadki, korzystając z jedzenia zostawianego przez nią dla Metaksy, Kaluy i Amaretta a do nas zagląda sporadycznie. Obie z Sąsiadką nazwałyśmy kotka Oklapnięte Uszko. Ponieważ dwa lata temu zaglądał do nas podobny kot, o którym sądzilśmy, że jest synem Zbója, to ten może być jego wnuczkiem. A może to ten sam kotek?

Oklapnięte Uszko
Nowe Oklapnięte Uszko

Oklapnięte Uszko skrada się   Oklapnięte Uszko je   Oklapnięte Uszko na tarasie
Oklapnięte Uszko przypomina Zbója, być może swojego dziadka.

Tak więc wiosna obrodziła nie tylko kwiatami, ale też nowymi kotami. Ale żaden z nich nie przychodzi na tyle regularnie, aby wpisać go już na listę gości Domu Szczęśliwych Kotów. Ot, Przygodni Znajomi... :)

2 czerwca 2013     Różne rodzaje kotów

Piękna, ciepła wiosenna pogoda sprzyja zabawom na ogródku, gdy odwiedzają nas wnuczki. Towarzyszy im w tym z reguły Metaksa, która śpi na huśtawce ogrodowej, nie przejmując się żywiołowym usopsobieniem Eli, z wtórującą jej jedenastomiesięczną Zosią, podbierającą siostrze zabawki odkąd tylko osiągnęla trudną umiejętnść przemieszczania się. Czasem wpada wtedy do ogródka Tekila, zawsze zaciekawiona tym , co sie dzieje w okolicy. Tekila lubi dzieci, pozwala się głaskać i nawet asystuje w niektórych zabawach. Ela, siedząc w piaskownicy, wyrzuca piłeczki ma trawę w kierunku kota i mówi: "Kocie pobaw się". A gdy Tekila rzeczywiście próbuje łapać piłki, lub odbija je łapkami, Ela jest zachwycona.

na ogrodzie
Metaksa i Tekila pilnują Zosi śpiącej na ogrodzie

Tekila i Ela na ogrodzie
Tekila i Ela bawią się piłeczkami

Tekila
Tekila z piłeczkami

Tekila z piłkami   Tekila kopie
Tekila jest wspaniałym piłkarzem

Tylko Zosia reaguje na koty w sposób dziwny - takimi okrzykami, że nie wiadomo, śmieje się, czy płacze? Większość kotów boi się tych okrzyków i ucieka od Zosi - wybiegają do ogródka i chowają się w krzakach.
Redsina nie pokonała jeszcze strachu przed małymi dziećmi. Gdy tylko słyszy ich głosy przy drzwiach wejściowych, rejteruje pod łóżko lub pod taras, gdy na dworze jest cieplej. Kiedy Redsinka zrozumie i zaakceptuje, że to są członkowie naszej rodziny? A nawet kociej rodziny... Ela często mówi teraz o sobie, że jest kotem, wchodzi n.p. po schodach na czworakach, mówiąc: "Idzie kot". Nawet łatwiej się dogadać teraz z nią w kwestiach drażliwych, (Ela dosyć długo przechodziła bunt dwulatka,) nazywając ją Dużym Kotem. Propozycja "A może Duży Kot zje teraz twarożek?" ma dużo większe szanse sukcesu, niż pytanie o to samo Eli. :)

Ela na ogrodzie
Duży i mały kot

Od dawna planowaliśmy z naszymi wnuczkami wizytę w ZOO i pojechaliśmy tam z okazji Dnia Dziecka. Byłam bardzo ciekawa, jak 2,5 roczna Ela zareaguje na widok takich wielkich zwierzaków. Weszliśmy do ZOO od tyłu i pierwszym zwierzakiem (nie licząc wiecznie pogrążonego w wodzie hipopotama) był lew. Leżał na wybiegu na betonowym wzgórku, który ma chyba zastępować afrykańskie kopisy i wyglądał prawdziwie po królewsku. Ela widziała wcześniej lwa na obrazkach i ma jego podobiznę w postaci aplikacji na zasłonie w swoim pokoju. Od razu więc rozpoznała go i wpatrywała się w niego przejęta. Taki duży kot! Lew wpatrywał się wzajemnie w nas złocistymi oczami a za nim spoczywała jego małżonka.

lew
Lew w ZOO

lew z żoną
Taki wielki kot!

Ale największe wrażenie zrobiły na Eli nie koty (widzieliśmy jeszcze czarną panterę i lamparta), ale słonie. Na nowym, dużym wybiegu baraszkują, trącając się trąbami, kąpią w bajorze i trąbią! Spędziliśmy przy nich przeszło pół godziny i dziecko nie chciało stamtąd odchodzić. Jeszcze jakąś konkurencją były osiołki, bo można je było nakarmić trawką, ale poza tym żaden inny zwierzak nie umywał się do słoni. Potem Ela opowiadała, że słonie kąpały się i robiły "Trututut". Spędziliśmy w ZOO kilka godzin a ja zachwyciłam się, jak mocno ogród wypiękniał od czasu, gdy przychodziłam tu z moimi dziećmi dwadzieścia lat temu.

Muszę przerwać pisanie, gdy wpadł do nas z wizytą Garbaty Nos i skarży się, że "Miauuuu! jedzenie a teraz go już nie ma." I muszę koniecznie tej pożałowania godnej sytuacji zaradzić...

Czerwiec 2013     Nowy, stary Romek

Romek



    Co za nowiny! Szary Kot, znany nam już od lat 6-ciu tak naprawdę jest … Romkiem. Tak go nazywają jego Państwo, ci, o których wspominałam w opowieści „Szary Kot – metamorfoza potwora”, pisząc, że ktoś go wysterylizował i założył mu zieloną obróżkę...

Gdy dowiedziałam się tego, od razu przypomniała mi się „Drużyna Pierścienia” i to, jak kiedyś dziwiłam się, że czarodziej Gandalf miał kilka imion, w każdej krainie inne. Z kotami jest podobnie – w każdym zaprzyjaźnionym domu mogą mieć inne imiona. I jak można potem im zarzucać, że nie reagują na swoje imię, jak psy i jeszcze na tej podstawie twierdzić, że są od psów głupsze! Przecież pies ma tylko jeden dom, a koty często kilka. I w jednym nazywają się Romkiem, w innym Szarym Kotem a jeszcze gdzie indziej n.p. Tygryskiem. Tak, że w końcu może im się pomylić i reagują również na wołanie „Łobuz, Łobuzek”, jak to było z Szarym Kotem kilka lat temu...

Kilkakrotnie będąc u mojej mamy, widziałam z jej okna Szarego Kota, jak siedział na schodkach pewnego domu prawie naprzeciwko. I czasami drzwi się otwierały, pojawiała się pewna Miła Pani, która głaskała kota i wpuszczała do domu. Podejrzewałam więc, że Szary tam mieszka. Ale nie znałam tych sąsiadów, więc głupio było zawracać im głowę pytaniami.

Aż któregoś dnia, wychodząc z domu mamy, natknęłam się na Szarego Kota, który jak zwykle przywitał mnie entuzjastycznie, kładąc się u mych stóp i dopraszając o głaskanko. A w ogródku obok jego domniemanego domu pieliła jakaś pani, którą w tej sytuacji mogłam bez zażenowania spytać o kota. Potwierdziła, że to kot sąsiadów i powiedziała, że jego właściciel jest właśnie w domu, a ja zadziałałam, jak zwykle, impulsywnie i nacisnęłam dzwonek. Dalej już potoczyło się samo – przegadaliśmy z Miłym Panem około 20 minut, co jakiś czas przeplatając rozmowę entuzjastycznymi okrzykami w rodzaju „No, coś takiego” lub „Czego to można dowiedzieć się o własnym kocie”. Opowiedziałam mu to, co wiem o jego kocie, historię spotkań Szarego z Łobuzem i romansu z Redsiną, oświeciłam go, że Szary Kot ma syna Buzuka, który razem z siostrą mieszkał kilka lat w psiej budce na tarasie Iwonki („Budkę widziałem, ale do głowy mi nie przyszło, że tam żyły dzieci mojego kota”).

Od Miłego Pana dowiedziałam się z kolei, że Szary Kot nazywa się Romkiem, („- Dlaczego?”, „- Bo tak pięknie zalecał się od naszej kotki, jak Romeo”). Że go przygarnęli kilka lat temu, gdy zagłodzony pojawił się na naszym osiedlu i jest odtąd ich i ich kotki ulubieńcem. Że oko, które od kilku lat mu łzawi, ma uszkodzona rogówkę (a ja myślałam, że to skutek przerwania kuracji antybiotykiem - dałam mu jeden raz lek, gdy przyszedł do mnie z zaropiałym okiem ale potem kot przez dłuższy czas już się nie pojawiał). Oraz że chorował na zęby, z których większość mu wypadła i teraz ma już tylko dwa (to tłumaczy, dlaczego od dłuższego czasu Szary Kot tak dziwnie jadł – zawsze przychodził do nas na suche Royal Canin, ale od jakiegoś czasu nie chrupał go, tylko połykał w całości, bardzo śliniąc przy tym miseczkę).

Szary Kot je      Szary Kot
Szary Kot Romek w naszej stołówce

Miły Pan żałował, że nie ma jego żony, która byłaby zachwycona nowinami o ich pupilu.

I tak sobie gadaliśmy, a Szary Kot – Romek stał koło mnie, oczekując na pieszczoty, ale nie mogąc się ich doczekać, odszedł z lekka urażony. To tak się tratuje Jaśnie Pana Kota?

Szary Kot Romek
Szary Kot, Romek

cd kroniki - Lato 2013

do góry


mail