Kocia kronika - jesień 2011

Przez pryzmat lat

baner górny

Kronika domu szczęśliwych kotów

Wrzesień 2011     Witaj córeczko

Ze względu na to, że nasza córka wyjechała w tym roku na dalsze studia za granicę, pisuję do niej maile, więc kronika czasem będzie przybierała formę epistolarną:

27.09     Witaj córeczko.

     Masz pozdrowienia od:
- Redsiny, która cały wczorajszy dzień po moim powrocie z Pragi witała się ze mną pieszczotliwie,
- Amaretta, który najpierw wdał się w słowną utarczkę z Bandżi pod naszym jałowcem a potem, uspokojony przeze mnie, wpadł do domu, najadł się mięsa z indyka i cichcem zakamuflował na ojca walizce, gdzie przespał całą noc,
- Buzuczka, który bardzo szczęśliwy, że ktoś go po 3 dniach wpuścił do domu i poczęstował mięskiem, miał ochotę zostać w tym domu na dłużej, ale tata schodzący z góry na kolację go przepłoszył
- Tekili, która wpadła na jedzenie, jak meteor i od razu wypadła
- Metaksy, która pojawiła się w czasie filmu, gdy mnie okupowała Redsina, więc dostała tylko suche jedzenie od ojca i nie chciała zostać na noc (może i lepiej, bo na górze już spał Amaretto)

29.09    
     A w ogóle to koty pchają się już do domu na noc, chyba czują jesień. Dziś w nocy spało 3 Sąsiadów. Kalua w gabinecie, Tekila na Twoim łóżku, Amaretto chyba pod. Przez chwilę otwarte były wszystkie pokoje, bo podlewałam kwiatki i koty się zalęgły i udawały, że nie słyszą mojego chodzenia i wypraszania ich. Próbują się odwdzięczyć w wyrafinowany sposób: wczoraj wkładałam rano nogę do kapcia - a on mokry; dziś to samo było z innym kapciem (bo tamten jeszcze schnie po upraniu). Nad ranem Amaretto chciał obudzić mnie, abym go wypuściła z domu, ale Redsina broniła dostępu do naszego łóżka, jak Ordon reduty. Mnie obudziło jej warczenie. Może właśnie kotu chciało się siusiu i dlatego załatwił się w końcu na kapeć, gdyż przecież nie wiem, jak długo trwała obrona Redsinowego i mojego łóżka.
     Za to Pieszczoch i Buzuki grzecznie zjadły i sobie poszły, zgodnie z naszą sugestią. Sugestia skierowana do Pieszczocha poparta była rękoczynem (wystawienie miski z jedzeniem na dwór, gdy już mu pękał brzuszek a on ciągle uważał się za głodnego) . Za to nieśmiały Buzuczek w ogóle nie wszedł do domu, tylko jadł na dworze, gdyż na środku pokoju rozwalony tata oglądał mecz.
Całuski - mama

Październik 2011     Złota polska jesień czy początek zimy?

No i cóż najlepszego uczyniła ta pogoda? Przez cały wrzesień i początek października lato nadrabiało wakacyjne zaległości, pieszcząc nas słońcem, aż tu nagle w okolicy połowy miesiąca zaatakowały nas nocne przymrozki. Zupełnie bez uprzedzenia! Co prawda ostatni tydzień był już chłodniejszy, jak na początek jesieni przystało, i nawet koty zaczęły zwalać się do domu na noc, ale te przymrozki to lekka przesada. Przecież dwa tygodnie temu było przeszło 20 stopni C i żadne zwierzę nie zdążyło jeszcze wytworzyć sobie zimowej pokrywy futrzanej. Domowe koty przylecą do domowego ciepełka, ale co zrobi Buzuczek i inne dzikuski?

Martwię się o Buzuczka. Od zeszłej zimy przestał nocować w domku na ogrodzie Iwonki. Co Buzukowi i Zorbie przestało wtedy pasować, nie wiem. Może ktos je skutecznie wystraszył z posesji? Może niechcący zawiniłam sama? Może wypłoszył je nieprzyjazny dla nich zapach? Chcąc ocieplić ich budkę, wymościłam zimą wejście baranim futrem i dopiero latem, gdy prałam kocyki z budki, poczułam ostry zapach, który te skórki wydzielały? W każdym razie koty wyniosły się na teren magazynu budowlanego, położonego za naszym płotem i tam Buzuki przetrzymał zimę po stracie swojej siostry. Do dziś nie wiadomo, co stało się z Zorbą i chociaż kilkakrotnie dostawałam sms-y od córki, że gdzieś dalej na osiedlu widziała koto zorbopodobnego, to trudno mi sobie wyobrazić, że kotka przeżyła i ani razu nie pojawiła się na ogrodzie, w którym mieszkała przez 3,5 lat swego życia.

Zorba   Buzuki u Iwonki
Zorba i Buzuki na swoim tarasie u Iwonki

Tego lata zlikwidowano magazyn. Najpierw wywieziono wszystkie materiały budowlane a potem opustoszały również blaszane baraki, gdzie dotąd koty mogły w zimie nocować ze względu na nie domykające się drzwi. Nie byłam tam już jakiś czas i nie wiem, czy w ogóle baraki jeszcze stoją. W zasadzie powinnam się kiedyś tam przejść. Otwarta brama nie stanowi teraz żadnej przeszkody i jeżeli nie znajdę tam śladów ludzkiej działalności, mogłabym pomyśleć o wymoszczeniu tam jakiegoś kociego gniazdka.

Chcę również zasłonić sklejką puste miejsce pod naszym tarasem, aby nie zawiewało tam śniegiem. Stoi tam mały koci domek, co prawda z materiału i gąbki, ale ocieplam go jeszcze zimą ciepłym, starym polarem i czasem koty korzystają z niego w nocy. Wszystko to powinnam zrobić przed mrozami, ale ostatnie przymrozki zaskoczyły mnie zupełnie i nie zdążyłam.

Buzuki O wilku mowa, a wilk tuż. Pisanie tego tekstu przerwało mi przyjście Buzuka na kolację. Teraz koty przychodzą na jedzenie wcześniej. Jeszcze kilka dni temu była to godzina 21, a teraz przylatują, jak tylko się ściemni i ochłodzi. Różnica między temperaturą dzienną, która dziś w słońcu wynosiła 20 stopni a nocną (około –2) jest olbrzymia i nie tylko dla kotów niebezpieczna.

Koty pojawiają się więc o podobnej porze, stadami. Przed chwilą karmiłam 3 panów: Buzuka, Amaretta i Pieszczocha oraz panią Redsinę. Wszystkie koty grzecznie jedzą z własnych misek i czekają na swoją kolejkę, gdy rozdaję im kawałki pasztetu czy mięsa, tylko Pieszczoch nie może doczekać swojej kolejki i próbuje wsadzić wszędzie mordkę. Raz nawet zaatakował Buzuczka łapą, gdy ten nieoczekiwanie pojawił się w kuchni i poprosił o swój kawałek. Zareagowałam ostro i impulsywnie, podnosząc na agresora głos i rękę, w której trzymałam nóż do krojenia mięsa i uciekły obydwa. Ale Pieszczoch wrócił od razu i zabrał się bezstresowo za konsumpcję a Buzuki bał się już wejść do domu i musiałam go dokarmić na tarasie.

Pieszczoch w ogóle jest stresoodporny. Potrafi wpychać pyszczek do miski innego kota tuż przed nim, ignorując nawet ostrzegawcze warczenie ograbianego kolegi. Jest wiecznie nienażarty a jego brzuszek przypomina piłkę. Inne koty, gdy są najedzone, odchodzą od miski, zostawiając resztę jedzenia, ten - nigdy. Gdyby mógł to wyżarłby wszystko z naszej lodówki. A kiedy już nie może doprosić się na jedzenie, wali się na koc na naszej kanapie i zasypia. Wygląd na to, że teraz wybrał sobie nasz dom za własny, gdyż potrafi spać z nim cały dzień lub całą noc. I żeby nakarmić w spokoju inne koty lub chociażby zrobić jedzenie dla nas, muszę eksmitować doraźnie Pieszczocha z domu. Siedzi wtedy pod drzwiami spokojnie, czekając na koniec zesłania.

Pieszczoch   Łakomy Pieszczoch
Łakomy Pieszczoch

A dziś miało w nocy miejsce zdarzenie, mówiące dużo o tupecie Pieszczocha. Po wieczornej kolacji Pieszczoch zasnął na kanapie, Amaretto, który od czasu ochłodzenia nocuje u nas regularnie, zakamuflował się gdzieś na górze, Tekila zwinęła się w kłębek na kuchennym krześle, a ja poszłam spać z Redsiną, która musiała długim i wylewnym kicianiem się wyrazić swoją tęsknotę za mną po dwóch dniach spędzonych wyjątkowo samotnie w domu (gdyż wybraliśmy się daleko do przyjaciół na wesele, zostawiając Redsinę pod opieką Iwonki) i zasnęła w końcu przytulona do mojego brzucha. W nocy obudziłam się na chwilę, gdyż wysunęłam nogi spod kołdry i dotknęłam do jakiegoś kociego futra. Skonstatowałam, że moja kotka ciągle jest do mnie przytulona, więc musi to być jakiś inny kot i zasnęłam dalej. Rano obudził mnie głośny syk. Moja Redsina siedziała na podłodze a na jej miejscu, przytulony do mnie, spał w najlepsze Pieszczoch...

Tak więc, Pieszczoch jest łakomy, bezczelny i narcystycznie przekonany, że wszyscy go bardzo kochają. Za to wyrósł z niego piękny kot o gęstym czarnym futrze, odkąd ktoś (może ja) wyleczył go z wiosennej choroby, objawiającej się łysieniem. I ostatnio odwdzięczył nam się za półroczne karmienie i leczenie, gdyż poza swoimi wadami ma również zalety: jest niezwykle łagodny i nic nie może wyprowadzić go z równowagi. I dlatego był pierwszym kotem, który dostąpił zaszczytu dotknięcia go przez naszą wnuczkę. W przeciwieństwie do innych kotów, które zaniepokojone są raczkującym dzieckiem, Pieszczoch ze stoickim spokojem znosił łażącą za nim i piszczącą na jego widok dzidzię, a jak zasnął, Ela mogła pogłaskać go po futerku i nawet dotknąć jego pyszczka.


Październik 2011     Kot i dziecko

Gdy urodziła się nasza wnuczka, Redsina była na początku bardzo zainteresowana tym, co mieściło się w wózeczku. Przyglądała się zdziwiona małemu człowieczkowi. Ale gdy dzidzia zaczynała płakać, Redsina uciekała do innego pokoju. Później, gdy Ela bawiła się siedząc na kocyku, nasza kotka przyglądała jej się z daleka, ale wszelkie próby zainteresowania jej dzieckiem i zbliżenia ich, kończyły się ucieczką kota.

Dlatego na pierwszym zdjęciu Eli z kotem jest nie Redsina, tylko Mateksa, która raz usiadła koło naszej wnuczki na łóżku. Redsina ma z wnuczką zdjęcie dużo późniejsze, gdy Ela raz zasnęła obok niej na kocyku.

Metaksa z Elą
Metaksa z Elą

Redsina z Elą
Redsina z Elą

Ela i Tekila






    Kiedy Ela miała około pół roku zaczęła zauważać zwierzęta i cieszyć się na ich widok. Pierwszym kotem, którego miała możliwość obserwować z bliska była Tekila. Nie było to spotkanie tak samo miłe dla obu stron. Dzidzia tak piszczała i przysuwała się do kotki w sposób niezupełnie kontrolowany, że Tekila wkrótce przeszła na miejsce bardziej bezpieczne i od tej pory raczej wnuczki unika.

Tydzień temu syn z synową wybrali się do kina i przywieźli nam wnuczkę. Nie obyło się oczywiście bez kocich odwiedzin i tym razem wpadła do nas Kalua. I od razu wykorzystałam niesamowitą energię tej szalonej kotki. Zaczęłam się przy wnuczce bawić z Kaluą sznureczkiem . I nie wiem, dla kogo to była większa radość. Kalua skakała do sznurka a Ela zanosiła się ze śmiechu. Dawno nie słyszałam tak śmiejącego się dziecka, może od czasu, gdy pięcioletni syn oglądał dobranockę „Sąsiedzi” i kończyło się to czasem jego spadaniem z fotela w sposób niekontrolowany. Zawołałam do męża: „Bierz aparat i nagrywaj, żebyśmy mogli pokazać to dzieciom.” I nagraliśmy film, po obejrzeniu którego mąż stwierdził, że musimy kupić porządną kamerę, bo aparat fotograficzny do tego się nie nadaje. Ale film i tak jest fajny.

A jedna z głównych aktorek została przez nas pochwalona, że była cierpliwa nawet wtedy, gdy dziecko złapało ją i pociągnęło za łapę, zanim ja zdołałam zareagować, i nie potraktowała wtedy dzidzi pazurami. Sądzę, że Kalua też, tak jak Pieszczoch, zasłużyła na kolację.

Październik 2011     Jednak złota polska jesień

Końcówka października przypomniała sobie o obowiązku obdarowania nas złotą polską jesienią i w okolicy wyjątkowo długich w tym roku świąt Wszystkich Świętych temperatura podskoczyła a przyroda zachwycała barokowymi strojami klonów i chryzantem w ciepłych, bogatych złocisto – pomarańczowych barwach na tle skromniejszych zielonych szat innych krzewów i drzew.

Takiej pogody potrzeba mi było na dokończenie ogródkowych prac przed nadejściem zimy i wykonanie schronienia dla kotów pod tarasem.
Redsina i śpiący na ogrodowej kanapie Amaretto towarzyszyli mi zgodnie w czasie tej pracy. Redsina pomagała grabić sosnowe igły, uganiając się za strzelającymi spod grabi szyszkami. Gdy była chudsza, czasami wdrapywała się na sosnę, ale teraz już jej to nie kusi. Kiedyś po tej sośnie, małej jeszcze, i obok po tamaryszku skakali Łobuz i Prążek, bawiąc się w ganianego...

Redsina    Redsina w ogrodzie
Redsina w jesiennej scenerii

Łobuz w karmniku




    Pod jałowcem odkryłam resztki karmnika dla ptaków, który dawno temu kupiłam, aby dzieci miały możliwość dokarmiania ptaków. Ptaszki jakoś nie chciały przylatywać do karmnika, za to dla młodych kocurków, Łobuzka i Prążka, było to też świetne miejsce do zabawy. Ale karmnik tego nie przeżył.

W czasie sprzątania oczka wodnego razem z glonami i szlamem wyciągnęłam z dna małą żabkę. Nie wiem jakim cudem, ale żaby na ogół przezimowują w naszym oczku, mimo że jest ono małe i głębokie zaledwie na metr. O ile karasiom nie udaje się przeżyć przy dłuższym kilkunastostopniowym mrozie, to żab mamy zwykle kilka.
Kiedyś Łobuz miał bliskie, ciekawe spotkanie w taką żabą. Wywabił mnie z domu dziwny, piszczący dźwięk. Poleciałam w jego kierunku i zobaczyłam mojego kota, podekscytowanego, wpatrzonego w ropuchę. Od czasu do czasu kot trącał ją łapką (na szczęście bez pazurków) i ona wydawała wtedy taki przeraźliwy pisk, jak gumowa zabawka. Oczywiście nie chciałam, aby mój podopieczny znęcał się tak nad mniejszym stworzeniem, ale byłam też ciekawa, co będzie dalej. Kucnęłam więc obok gotowa interweniować, gdyby zabawa zaczęła przyjmować bardziej krwawy obrót. Żaba próbowała uciec, skacząc swoim zwyczajem, ale kot dotrzymywał jej kroku, skacząc za nią na czterech łapach jednocześnie! Wyglądał to bardzo zabawnie... I wtedy stało się coś dziwnego. Po kolejnym traceniu łapką, żaba nagle zwiotczała, jakby była gumową zabawką, z której wyszło całe powietrze. Stała się płaska, sflaczała i przestała się ruszać. Łobuz postał przy niej jeszcze chwilę i stracił zainteresowanie nią. Po co zajmować się zabawką, skoro przestała się ruszać i piszczeć? Ledwo kot odszedł na kilka kroków, żaba nagle wypełniła się, jak nadmuchiwany balonik i kic, kic pokicała do wody.

Prążek   Prążek poluje
Prążek poluje w oczku wodnym

c.d.kroniki - jesień 2011
do góry

mail