Przez pryzmat lat

baner górny

Kocie historie

    Redsina – dzika kotka w poszukiwaniu miłości

zadumana Redsina


    Pojawiła się na naszym osiedlu nie wiadomo skąd w 2007 roku. Był styczeń, zima w pełni a mój Łobuz długo nie wracał do domu. Poleciałam go więc szukać. Wołałam go i wyszedł do mnie spod samochodu Iwonki, ale otarł się tylko o moje kolana, wspinając swoim zwyczajem na tylnych nóżkach i zaraz podekscytowany bardzo i mrauczący wrócił pod samochód. Ocho – pomyślałam – jakaś dziewczynka. Zaglądam pod samochód a tam śliczna, mała koteczka skulona a naprzeciwko niej mój kot, przymilający się do niej, ile wlezie. "Skądżeś się tu wzięła w środku zimy?" – zapytałam, ale ona popatrzyła tylko wielkimi, pełnymi słodyczy oczyma i nic nie odpowiedziała. Pochwaliłam więc wybór mojego kota i wróciłam do domu, wiedząc, że nawet jakbym go spod tego samochodu wywlekła, to i tak zaraz miauczałby wniebogłosy, żeby go z powrotem wypuścić. Mróz był leciutki, a poza tym i tak hormony go grzeją – pomyślałam – a jak ma się żenić, to dobrze, że jest tak blisko.

Na drugi dzień zadzwoniła Iwonka, że na jej ogrodzie pojawiła się bardzo milutka kotka, do której startują w konkury trzy koty: mój, Ouzo i główny antagonista Łobuzka, Szary Kot. Oczywiście siostra zaczęła karmić kotkę i nazwala ja Redsina (to wszystko przez Sąsiadkę – to ona pierwsza nazwała swoją kotkę Metaksą a jej córkę Tekilą, a wtedy Iwonka nazwała dzikiego kota, pomieszkującego u niej pod krzakiem – Ouzo i tak już poszło). Mogliśmy więc obserwować romans. Wszystkie koty czekały cierpliwie na swoją kolej, obstawiając koteczkę dookoła. Ona czasami prosiła, aby ją wpuścić do domu, co by sugerowało, że nie jest całkiem dzika. Ale Iwonka przyżyła bardzo śmierć swojego Miśka i nie miała ochoty na posiadanie nowego zwierzątka. Po jakimś czasie romans się skończył, a Redsina zadomowiła się już na stałe w opuszczonym ogrodzie sąsiada Iwonki.

Łobuz na śniegu     słodka Redsina
Łobuz w zimowej szacie i jego zimowa miłość - Redsina

Szary Kot       Ouzo
Dwaj pozostali mężowie Redsiny: Szary Kot i Ouzo

Wiosną obserwowałam z okna domu Iwonki, jak Redsina poluje na myszy na ogródku sąsiada. Czasem towarzyszył jej Łobuz, który uważał się za gospodarza całego tego terenu ( i słusznie, bo po śmierci Prążka był jedynym kocurem w naszej okolicy – obchodzenie całego terenu od nas do Iwonki ogrodu i dalej za naszym osiedlem należało do jego codziennych rytuałów).

Gdzieś tak w lipcu Redsina przyprowadziła do Iwonki ślicznego, małego koteczka, wypisz, wymaluj Szarego Kota juniora. Przyprowadziła go na taras i swoim zwyczajem stanęła słupka przy drzwiach, bezgłośnie otwierałając pyszczek. Iwonka wyniosła dla nich mleczko i zachwycona nazwała kotka Buzuki (że niby Redsina to grecka nazwa). Kiedy po kilku dniach Redsina przyprowadziła razem z Buzukiem drugiego, mniejszego kotka – tym razem bardzo podobnego do mamy – Iwonka już nie była taka zachwycona. Nazwała kotka Feta, bo wyglądał na dziewczynkę. Ale była zaniepokojona, gdyż Redsina wcale nie siedziała długo ze swoimi dziećmi, tylko często znikała w krzakach u sąsiada. "Coś trzeba z tym zrobić, ile dzikich kotów mogę karmić, założę się, że ona w tych krzakach na jeszcze inne" – mówiła do mnie. I rzeczywiście po jakimś czasie Iwona zauważyła, że kotka karmi w krzakach jeszcze jednego, najmniejszego malucha, podobnego do Buzuczka.

Feta skrada się     Feta je
Feta podkrada się z ogrodu sąsiada po jedzenie

Jednocześnie obserwowałyśmy jak kocury – ojcowie reagują na dzieci. Najwcześniej z małymi kotkami zaprzyjaźnił się Ouzo, gdyż Iwonka karmiła je teraz razem: Ouzo, Redsinę i 2 maluchy. Gdy mamy nie było, Ouzo często maluchy wylizywał. Za to Łobuz stawał na czatach, gdy Redsina zajmowała się małymi. Na własne oczy widziałam: Redsina z dwoma większymi, baraszkującymi kotkami łaziła po ogrodzie sąsiada, a Łobuz siadał czujnie przed ogrodzeniem, tyłem do matki z dziećmi a przodem do otwartej przestrzeni i wyraźnie ich pilnował. Najmniej kotkami zainteresowany był Szary Kot, choć ewidentnie to on był ich biologicznym ojcem.

Łobuz na czatach     Redsina na ogrodzie
Łobuz stojący na czatach i Redsina


Ale w pewnym momencie Szary ostro wkroczył w tę sielankę. To było w sierpniu. Łobuz poczuł przypływ męskich sił i próbował wyegzekwować od Redsiny większe zainteresowanie, nie zważając na jej matczyne obowiązki. Łaził za nią, nie dając jej chwili odpoczynku. I wtedy właśnie Szary Kot napadł na swego wroga, odganiając go od kotki. Z przerażeniem patrzyłam, jak rzucił się na Łobuzka. Zwarły się z wrzaskiem w powietrzu w jeden futrzany kłąb. A Łobuz po raz pierwszy nie dotrzymał pola wrogowi i uciekł sromotnie.

Wtedy postanowiłyśmy wysterylizować kotkę. Było nam jej żal, że kocury nie dają jej spokoju a wizja wielokrotnie powiększającej się w ciągu roku kociej rodziny tym bardziej nas zdopingowała. Gdy wracałyśmy z zabiegu, trzymałam na rękach budzące się zwierzątko a ono wtulało się we mnie bezradnie. Ze względu na dzieci musiałyśmy ją od razu wypuścić do ogrodu sąsiada, ale pościeliłyśmy jej pod krzakiem tuż za ogrodzeniem czyste szmatki i codziennie zanosiłyśmy jej tam jedzenie. I wtedy się okazało, że Redsina ma jeszcze czwarte dziecko, które jest tak małe i wątłe, że nie daje rady pić samodzielnie z miseczki. O ile dwa największe jadły już normalne kocie jedzenie a trzeci kotek, którego nazwałyśmy Zorbką, nauczył się pić z miski, o tyle ten najmniejszy piszczał tylko za mlekiem matki. Urodził się widocznie jako najsłabszy z miotu i silniejsze rodzeństwo nie dopuszczało go do cyca. A teraz po zabiegu kotka w ogóle straciła mleko. Niestety maleństwo tak nas się bało, że uciekało, gdy tylko siegałyśmy ręką za ogrodzenie pod krzak, trzęsło się też cały czas, więc miałyśmy obawy, że nie przeżyje, mimo że Redsina zajmowała się już teraz tylko nim i Zorbą. I rzeczywiście pewnego dnia Redsina zniknęła na cały dzień a razem z nią kotek i ... Łobuz. Gdy Redsina z Łobuzem pojawili się następnego dnia, małego kotka już z nimi nie było...

Trzy pozostałe zamieszkały u Iwonki na ogrodzie pod opieką Ouzo. To on stał na czatach, gdy małe jadły, to on je lizał, zwłaszcza najmniejszą Zorbę. Gdy zrobiło się jesienią chłodno, Iwonka sprawiła kotom domek ze styropianu a zimą psia budkę, w których zamieszkał Quzo z kociętami. Małe spały w głębi budy a kocur osłaniał je od strony otworu. Ouzo, kot, który przez 2 lata mieszkania u Iwony pod krzakiem nie dał się pogłaskać, w końcu się oswoił i okazał się wspaniałym ojcem. A Redsina? Odnalazła jakoś drogę do mnie, przechodząc kilka domów dalej i coraz częściej odwiedzała nas, prosząc o jedzenie.

Ouzo odpczywa     Ouzo je
Ouzo, kot o wielkim sercu


16.01.2011 Redsina – dzika kotka w poszukiwaniu domu


   

Podobno koty są jedynymi zwierzętami, które same się udomowiły, oczywiście na swoich zasadach. Im bardziej je poznaję, tym bardziej skłonna jestem przyznać temu rację.
Redsina wybrała nas sobie sama. Kiedy 3,5 roku temu na jesieni odchowała już swoje dzieci i przyprowadziła je do Iwonki na taras, odnalazła drogę do naszego domu, szukając jedzenia. Na początku uciekała, gdy otwierałam drzwi i przysuwała się do miski dopiero, gdy się oddaliłam. Nasza córka wykazała się wtedy dużą cierpliwością i tak długo siedziała nieruchomo koło miski, aż wreszcie głodna kotka skradała się do miseczki. W końcu udało się Asi pogłaskać małą. Gdy zrobiło się zimno, stawiałyśmy miskę w pokoju, aby kotka się ogrzała.

I po jakimś czasie Redsina zaczęła prosić nie tylko o jedzenie, ale również o wpuszczenie do domu. Tak długo stała przy drzwiach od ogródka, wspinając się na dwóch łapkach, patrząc błagalnie i bezgłośnie miaucząc, aż ją wpuszczałam. Jeżeli był wtedy w domu Łobuz, zbiegał ze swojego ulubionego fotela i wspinając się na nogi z drugiej strony szyby i wyciągając łapkę do góry, jakby chciał dosięgnąć klamki, miauczał głośno (za siebie i tę bezdomną kotkę), czym dodatkowo zmiękczał moje serce i zmuszał mnie do wpuszczenia swojej sympatii. Ona wtedy wbiegała do kuchni i pochłaniała wszystko, co tylko znalazła do jedzenia a zakochany w niej Łobuz przyglądał się temu ze stoickim spokojem. Oddał jej swoją miskę, a potem poduszkę na kanapie a w końcu nawet kuwetę. W zamian oczekiwał tylko odrobiny sympatii, gdyż od śmierci Prążka czuł się samotnie. Na powitanie zbliżał się do kotki, aby polizać jej pyszczek. Niestety Redsina widocznie bała się karesów naszego kota, może myśląc, że na polizaniu pyszczka nie poprzestanie. Uciekała przed Łobuzem, chowając się pod krzesłami i trzęsąc wręcz histerycznie. Gdy parę razy zareagowała popuszczeniem kupy na podłogę, sama zaczęłam odganiać Łobuzka od niej.


Łobuz czeka
Łobuz po śmierci Prążka czuł się samotny

Na początku kotka tylko u nas jadła a potem wracała do swoich dzieci. W miarę jak robiło się coraz chłodniej, przebywała u nas coraz dłużej, ale na noc wyrzucałam ją na dwór. Chciałam, aby ogrzewała swoje maluchy, skoro już musiały mieszkać na dworze. Kociaki nie dawały się oswoić. Mimo, że od małego były karmione przez Iwonkę i moją mamę i pomimo zamieszkania w budce na tarasie, nie pozwalały się dotknąć. W końcu, gdy okazało się, że w budce zamieszkał z maluchami Ouzo a Redsina już się dziećmi nie zajmuje, którejś zimniejszej nocy zostawiłam kotkę u nas w domu na noc. I tak już została na zawsze. Odtąd, jeżeli ją wyrzucałam do ogrodu, od razu stawała pod drzwiami i błagała o wpuszczenie. Jak traumatyczne musiała mieć ta koteczka doświadczenia, skoro przez pierwszy rok mieszkania u nas bała się w ogóle wychodzić z domu. A potem wychodziła do ogródka tylko za mną, śledząc każdy mój krok.

Tak więc Redsina zamieszkała u nas, ale była za życia Łobuzka kotem (jak to określała moja córka) drugiej kategorii. Mimo, że bardzo starała się okazać nam swoją wdzięczność i miłość. Łasiła się do każdego domownika. Uwielbiała kłaść się na brzuchu któregoś z nas i mruczeć, czochrając się o nas i wylizując nam koszule. Ale ja pilnowałam, aby Łobuz miał poczucie, że jest dla nas najważniejszy. Łóżko, na którym spałam ja z Łobuzem, było dla Redsiny niedostępne. Gdy raz kotka położyła się na nim, a Łobuz wskoczył tam i zobaczywszy ją, zrejterował i chciał wyjść z domu, wyrzuciłam kotkę na dwór, a sama wzięłam mojego kota na pieszczotki, aby go uspokoić. Niepokoiło mnie to, że Łobuz tak łatwo ustępuje Redsinie miejsca, gdyż bałam się, że odsunie go to od domu.
Łobuz zresztą dla ukochanej gotów był zrobić wszystko: gdy zauważył, że na Redsinę fuczy Metaksa, przegonił dotychczasową koleżankę z domu i swojego ogródka aż do dziury w płocie między posesją naszą i Sąsiadki. Potem zrobił to samo z młodą Tekilą, mimo że do tej pory bardzo ładnie się z nią bawił. Dawne kocie przyjaźnie przestały się liczyć, odkąd w domu z Łobuzem zamieszkała sympatia. A Redsina trzymała go krótko: kiedy na wiosnę kot powrócił po dwóch dniach nieobecności, kotka powitała go, wymierzając mu łapą policzek. „Gdzieś się szlajał, łazęgo!”

Łobuz, Metaksa, Tekila
Łobuz ze swoimi koleżankami: Metaksą i Tekilą

Redsina z kolei uczyła się od Łobuzka pewnych zachowań. Szybko nauczyła się korzystać z kuwety. Ze zdziwieniem przysłuchiwała się Łobuzowi, jak on miauczy i „gada”, ale jeszcze długo była niemową. Z jeszcze większym zdziwieniem przyglądała się mu, jak bawi się zabawkami i sznurkiem. Jej pierwszą ulubioną zabawką została dopiero po kilku miesiącach różowa mysz. Po pierwszym okresie pochłaniania wszystkiego jak leci w ogromnych ilościach, przyzwyczaiła się też do ulubionego jedzenia naszego kota i od tej pory tak, jak on, innego już nie chciała wziąć do pyszczka. Z zadowoleniem obserwowaliśmy, jak od tego jedzenia i pobytu w domu kotka pięknieje: futro dotąd szorstkie i trochę mdłe w kolorystyce stawało się coraz bardziej miękkie, jedwabiste a kolory nabierały wyrazistości. Białe podgardle, brzuszek i skarpetki stawały się nieskazitelnie białe, szaro-bury kolor nabrał blasku i odcienia złoto-miodowego a kolory te podkreślane były jeszcze i pogłębiane przez mocne czarne pręgi.

Gdy Łobuzek zaginął w czasie naszego wakacyjnego wyjazdu i ja po powrocie do domu poleciałam go szukać, Redsina podobno miauczała za mną. Po raz pierwszy. A potem, gdy płakałam po bezskutecznych poszukiwaniach, kotka patrzył na mnie pełnymi żalu oczyma i nieśmiało ocierała się o mnie, jakby chcąc mnie pocieszyć. I bardzo mnie tym ujęła. Ale miejsce po Łobuzku zajęła dużo później, gdy już straciłam nadzieję, że mój ukochany kot powróci. Pewnego wieczora wskoczyła nieśmiało do mojego łóżka, niepewna, czy jej znowu nie wyrzucę. Pozwoliłam jej zostać, więc zwinęła się w kłębek skromnie w nogach. Od tej pory śpimy najczęściej razem. Ale już nigdy nie będzie tak, jak z Łobuzkiem. Tylko on zasypiał przytulony do mnie z łepkiem na mym ramieniu, wpatrzony mi głęboko w oczy...

Usypianie Redsiny
Redsina mruczy kojąco

Redsina przed kominkiem     Redsina w firance
Redsina znalazła swój dom i długo bała się go opuszczać



Kocie historie - Szary Kot - metamorfoza potwora                             
do góry

mail