logo

Islandia

Jest takie piękne określenie oddające istotę fenomenu Islandii: „Zrodzona w ogniu, wyrzeźbiona lodem”. Ta nieduża wyspa stanowiąca na Oceanie Atlantyckim granicę Europy powstała 20 milionów lat temu na skutek wylewu magmy na styku dwóch par wielkich płyt tektonicznych eurazjatyckiej i północnoamerykańskiej oraz afrykańskiej i południowoamerykańskiej nazywanym Grzbietem Śródatlantyckim. Przecinający Islandię w kierunku z południowego zachodu na północny wschód charakteryzuje się szerokim na około 50 km pasmem kraterów wulkanicznych, gejzerów i gorących źródeł. Wielkie płyty tektoniczne odsuwają się od siebie w tempie 2 cm rocznie w kierunku południowym, co powoduje stałe erupcje magmy. Wybuchy wulkanów nie są tutaj co prawda codziennością, ale zdarzają się co kilka lat. Niektóre z nich zapisały się w historii wyspy tragicznymi skutkami.

gejzer
Islandzka kotlina z gejzerami

wulkan
Wulkan w strefie geotermalnej Geysir

Codziennością jest za to zmienna aura – Islandczycy mówią, że lato potrafi się tu zamienić w zimę kilkakrotnie w ciągu dnia a deszcz potrafi padać nawet poziomo. Zima zresztą trwa długo i charakteryzuje się nie tylko chłodem, ale również długimi miesiącami nocy polarnych, które po krótkim pochmurnym dniu próbują zrekompensować przygnębiającą aurę spektaklami kolorowych zórz polarnych. Islandia leży bowiem tuż pod kołem podbiegunowym. To jest powodem istnienia na wyspie lodowców z Vatnajökull, największym lodowcem europejskim, na czele. Narastajace i wycofujące się lodowce i rwące rzeki, wypływające spod nich, ukształtowały wulkaniczną powierzchnię wyspy, tworząc dzikie i piękne krajobrazy, które nie mają sobie podobnych w reszcie świata. I właśnie te surowe, niespotykane nigdzie indziej w Europie pejzaże ściągają na Islandię coraz większe grupy turystów, mimo drożyzny i niegościnnej pogody. Zresztą brzydką pogodę można sobie częściowo zrekompensować oddając się kąpielom w licznych gorących źródłach – chociaż, jak sama się przekonałam, nie do końca. Gdyż, aby skorzystać z gorącego źródła, trzeba się najpierw rozebrać, co przy temperaturze latem około 6 stopni i zimnym wietrze jest nie lada wyzwaniem. Islandczycy to co innego, dla nich lato jest porą ciepłą i, ze względu na długość dnia polarnego, okresem wyjścia z domów, odpoczynku od pracy na kilku etatach, towarzyskich spotkań na łonie natury i zapoznawania się z niespotykaną urodą własnego kraju.

wybrzeże z wulkanem
Islandzkie zachodnie wybrzeże ukształtowane przez lawę - w tle wulkan Snæfellsjökull drzemiący pod lodowcem

wybrzeże z plażą
Czasem zdarzają się też na nim ładne, piaszczyste plaże

gorący potok
Islandczycy wygrzewają się w gorących źródłach i potokach, kiedy się tylko da

krajobraz islandzki
Islandzki krajobraz

kopisy
To nie płód wyobraźni malarza - to prawdziwe kopisy

Ja od dawna miałam ochotę na zwiedzanie Islandii. W zasadzie od czasów, gdy Asia przygotowywała się do wojewódzkiego konkursu geograficznego w siódmej klasie szkoły podstawowej, którego tematyką były egzogeniczne czynniki kształtowania powierzchni Ziemi. Materiałów było wiele, trzynastoletnie dziecko musiało opanować podręcznik I-go roku geologii, więc chciałam jej w tym pomóc – tłumaczeniem materiału zajmowała się w szkole świetna nauczycielka geografii a ja zbierałam materiały i powtarzałam je z córką (stąd też moja duża wiedza geograficzna, pogłębiana potem podróżami – córka startowała w konkursie geograficznym trzykrotnie i dwa razy została finalistką a syn raz, ale dobrze, bo od razu został laureatem i już w siódmej klasie miał zapewniony wstęp do najlepszego liceum matematycznego w Warszawie. A że tematy każdego roku były różne, to się obryłam – nie ma to jak zdobywać wiedzę razem z własnymi zdolnymi dziećmi ;) Oglądając zdjęcia cudów natury i czytając na ten temat, wzdychałam czasem, że dobrze byłoby zobaczyć te lodowce i polodowcową rzeźbę, spienione wodospady i wdrążone przez nie wąwozy – o tym, aby przejść się kalderą wulkanów nawet nie marzyłam. Zwłaszcza Vatnajökull zawładnął moją i Asi wyobraźnią (również ze względu na dziwną nazwę, którą dziecko musiało zapamiętać)

wodospad Gullfoss
Poleciałam na Islandię, aby spełnić swe marzenia o zobaczeniu lodowców, wulkanów i wodospadów, o których uczyłam się razem z córką - tu Złoty Wodospad Gullfoss

wodospad  Kvernufoss - Islandia     Wodospad Hraunfoss
Wodospad Kvernufoss i kaskady Hraunfoss

Vatnajökull
Jeden z lodowców, tworzących Vatnajökull

foki
W poszukiwaniu fok

Asia pierwsza zadecydowała, że wybierze się z przyjaciółmi zweryfikować swoje wyobrażenia na temat Islandii i po tygodniowym pobycie na wiosnę tego roku wróciła zachwycona. Ja z koleżankami zdecydowałyśmy się na taki wypad dosyć szybko, ale bezpiecznie wybrałyśmy opcję wyjazdu z biurem podróży. Tym razem wyjechałyśmy z niekonwencjonalnym biurem „Soliści”, które obiecywało dużo zwiedzania w krótkim czasie również poza zwykłymi szlakami, realizowanymi przez markowe biura podróży, przy stosunkowo niskich kosztach. Biuro oferowało opiekę lidera znającego Islandię, własny domek z dostępną kuchnią a członkowie grupy mieli sami zadbać o swoje wyżywienie oraz udzielać się w podróży jako kierowcy. Tak to wyglądało w teorii a w praktyce nie zawsze się to sprawdzało, ze względu na pewne niedociągnięcia naszego nie do końca odpowiedzialnego i ukształtowanego społecznie lidera właśnie.

Ale poza tym było świetnie – pogoda, jak na Islandię dobra (wyjechaliśmy bezpiecznie w lipcu i oczywiście padało wielokrotnie, z czego raz przez cały dzień i wiało na klifach, ale mieliśmy też prześwity słońca), piękne krajobrazy i dużo zwiedzania, choć okupionego długimi przejazdami samochodem. Nam czterem jak zwykle dopisywał dobry humor, do którego dostosowała się z czasem moja koleżanka Bożenka, która pojechała z nami po raz pierwszy i mam nadzieję nie ostatni. Dzięki jej obecności mogłyśmy podjąć próbę zatańczenia menueta A deux przed czołem jęzora lodowca Vatnajökull. Mój mąż nie pojechał z nami, chociaż dystans do pokonania nie był tym razem długi – gdyż leczył jeszcze chorą stopę po opuszczeniu szpitala.

krajobraz
Islandzki krajobraz

łąka
Gdy latem świeci słońce kwitnące islandzkie łąki wyglądają przecudnie

na łące       w łubinach
Takie ładne zdjęcie zrobiłam Bożence; a tu ja w kwiatostanach łubinu, którego masa rosła na łąkach

nasza paczka
Nasza paczka odtajała, gdy ostatniego dnia zaświeciło słońce

na skałach
Humory nam dopisywały cały czas, również w dni chłodniejsze

menuet
Menuet A deux tańczony przed czołem jęzora lodowca Vatnajökull.

Codziennie po śniadaniu wyjeżdżaliśmy do innej części Islandii (mieszkaliśmy między Selfoss a Hella na wschód od Reykjaviku), choć w zasadzie na wyspie można jeździć tylko w dwóch kierunkach po jedynej szosie – na wschód lub na zachód wzdłuż wybrzeża. Po powrocie gotowaliśmy sobie obiadokolacje częściowo z przywiezionych prowiantów a częściowo z kupionych na miejscu oraz mogliśmy korzystać z bani, znajdującej się na podwórzu, z gorącą wodą prosto ze źródła. Przy dobrej pogodzie widać było wulkan Hekla, który wybuchł w 1991 roku i według geologów znowu szykuje się do wybuchu, a oprócz naszego domku jest tu tylko kilka domostw, z czego dwa pretendują do miana farm końskich i mogliśmy podziwiać typowe dla Islandii śliczne koniki na zmianę z odwiedzającym nas kotem. Zdecydowanie zwiększyliśmy zaludnienie Islandii, które jest najniższe w Europie.

okolica Islandia
W takiej okolicy mieszkaliśmy

dom
Dom Solistów

konie
Obok nas był folwark koński

kot   koń na wypasie
Odwiedzający nas sąsiedzi

o zachodzie
Nostalgiczna pora przed zachodem słońca, czyli około 11-tej w nocy

w samochodzie   kąpiel w bani
Codziennie po śniadaniu wyjeżdżaliśmy do innej części Islandii, aby po powrocie zażywać rozkosznego relaksu w gorącej bani

objazd Islandii
Przystanek w drodze


wodospad   Dzień I i II: podróż, wodospady i klify południowego wybrzeża

gejzer   Dzień III: wodospady, gejzery w Geysir, Park Narodowy Þingvellir i wulkan Kerio

lód   Dzień IV - lodowce Vatnajökull

wrak statku   Dzień V: islandzkie miasteczko Arkanas i kaskady Hraunfoss

dom z graffiti   Dzień VI: Reykjavik, rejs statkiem i pole geotermalne

skała   Dzień VII: zachodnie fiordy i klify półwyspu Snæfellsnes

Od rana pakowanie i sprzątanie pokoi. Musimy zostawić porządek dla kolejnej grupy. Ciekawe, że niektórzy młodzi członkowie naszej wycieczki, którzy do późna fetowali imieniny, jakoś nie kwapili się do tych porządków. Jak zwykle niezawodna była stara gwardia. Opuściliśmy islandzką posiadłość, robiąc jeszcze pamiątkowe zdjęcia. Jak na złość świeciło piękne słońce i wreszcie było ciepło. Wykonałam jeszcze sesję fotograficzną koniom, kwaterującym w sąsiednim gospodarstwie. Są takie śliczne!

nasza grupa
Cała nasza grupa

koniki
Pożegnanie z konikami

koniki przed domem
Są takie śliczne, że można je fotografować non stop

śniadanko

koń łaciaty        drugi łaciaty
Pozytyw i negatyw

       ja na łące
Na szczęście nie wyjadły mi wszystkich kwiatów na łące i mogłam się wśród nich sfotografować

Udaliśmy się w kierunku Reykjaviku, ale do odlotu naszego samolotu mieliśmy sporo czasu. Przeznaczyliśmy go na ostatnią islandzką atrakcję, bardzo tu popularną. Blisko lotniska znajduje się Błękitna Laguna – kąpielisko geotermalne – obowiązkowy punkt programu wycieczek na Islandii. Tym razem postanowiłyśmy skorzystać z tego dobrodziejstwa natury i byłyśmy na to przygotowane. Wzięłyśmy ręczniki, stroje kąpielowe i suche ciuchy do przebrania, w których planowałyśmy lecieć do Polski. Kąpielisko posiada nowoczesne zaplecze i oczywiście nie należy do tanich. Ale za to są tu normalne prysznice i przebieralnie. Sama kąpiel w niebieskiej wodzie jest bardzo przyjemna a ze względu na unoszące się nad nią opary, głowie też nie grozi wyziębienie. Spędziliśmy tu przyjemne chwile. W zasadzie woda w Błękitnej Lagunie nie pochodzi bezpośrednio z naturalnego zbiornika, tylko jest pozostałością po ukropie, który pobliska elektrownia wydobywa z głębokości 2 km spod ziemi, celem wytworzenia energii elektrycznej i podgrzewania wody dla stolicy, ale co to szkodzi. Woda ta i tak posiada jeszcze wiele rozpuszczonych minerałów, które działają zbawiennie na skórę. Dlatego też sztuczne jezioro cieszy się popularnością i opinią uzdrowiska.

woda z głębi ziemi
Resztki wody wydobywanej z głębi ziemi przez elektrownię zagospodarowano jako kąpielisko geotermalne

z elektrowni

ja w Błękitnej Lagunie
Ja w Błękitnej Lagunie - tu już po kąpieli

kąpiel
Kąpiel w niebieskiej, gorącej wodzie jest całkiem przyjemna

kąpiel w niebieskiej wodzie
Kąpielisko geotermalne pod Reykjavikiem - Błękitna Laguna


Na lotnisku rozliczyliśmy się jeszcze z naszym liderem, przy czym nie obyło się bez niesnasek. Nastąpiło też przepakowywanie bagaży. Przylecieliśmy do Polski po północy. Po odprawie i przyjeździe na dworzec we Wrocławiu (na szczęście chodził jakiś nocny autobus) musiałyśmy jeszcze czekać na twardych ławkach do godziny czwartej na pociąg do Warszawy. W nocnym pociągu nie było wagonu z przedziałami, więc siedziałyśmy przez resztę nocy w wagonie bez przedziałów, w którym nie dało się zgasić światła a na każdej stacji ogłaszali miło acz bardzo głośno, abyśmy nie zapomniały bagaży. Jakiś horror! Królestwo za kuszetkę! Wymordowane, gdyż nie dało się zmrużyć oczy dłużej niż na pół godziny i nie było możliwości położenia się (chociaż pociąg jechał prawie pusty) dotarłyśmy nad ranem do Warszawy. Bardziej byłyśmy zmęczone ta podróżą powrotną z europejskiej Islandii niż dobowym lotem z antypodów. I kto to wymyślił?

Powrót do strony głównej o podróżach

mail