Po zakończeniu wizyty u Masajów wyjeżdżamy z naszej lodgy. Droga kieruje nas w kierunku Mombasy. Jeszcze wcześnie rano zatrzymujemy się na chwilę w sklepie z pamiątkami. Jestem w nim krótko, chociaż oferowane tu rzeźby znowu przyprawiają o zawrót głowy. Ale skoro nie mogę kupić wszystkich, to szkoda tracić czas na zwiedzanie tylko sklepowych półek. Poza tym jest tu drogo. Dokupuję sobie tylko rzeźbę lwa, zgodnie z pomysłem, aby mieć rzeźbioną „wielką piątkę”. Lew jest wyrazisty, wykonany w płowo – brązowym drewnie, tak jak nosorożec, którego mam w domu – będą do siebie pasowały. Brakuje mi tylko pantery, ale te tutaj dostępne nie podobają mi się, gdyż pomalowane są w cętki a je wolę drewno naturalne. Poza tym trzeba jeszcze sobie cos zostawić na resztę Afryki – będzie kolejny bodziec do przyjazdu tu :)
Zamiast snuć się po sklepie wychodzę na dwór, bowiem pawilon położony jest w środku sawanny z pięknym widokiem na Kilimandżaro. A góra jeszcze ściąga nasz wzrok swymi białymi śniegami.
Ośnieżone Kilimandżaro
Na Kilimandżaro nachodzą już chmury,
które zasłonią ją do wieczora
Drugi szczyt Kilimandżaro, Mawenzi, mimo , że niższy, jest bardziej skalisty i tym samym trudniejszy do zdobycia niż Uhuru
Dowiadujemy się, że ten sklep jest ostatnim cywilizowanym i bezpiecznym punktem na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów, aż do naszej następnej logdy w Parku Narodowym Tsavo West. Dlaczego? Jeszcze do niedawna obszar ten był w posiadaniu band, które nie tylko kłusowały, wybijając zwierzęta, ale napadały też na turystów. Dlatego też podróżni na tej części drogi konwojowani byli przez uzbrojonych strażników. Dopiero wysłanie wojskowych ekspedycji położyło kres bandytyzmowi, na skutek którego Kenia traciła opinię kraju bezpiecznego oraz dochody z turystyki, które tu stanowią podstawę dochodu narodowego.
Ostatnia cywilizowana toaleta przed wkroczeniem na obszar, opanowany do niedawna przez bandytów
Posuwamy się dalej sawanną, zwierząt mało, tylko stadko żyraf, tkwiące wśród akacjowych drzewek wdzięczy się do nas. Żyrafy - najwyższe zwierzęta świata - zjadają głównie liście akacji. Te występujące tu, czyli w parku Amboseli i Tsavo West, czyli żyrafy masajskie mają dwa krótkie rogi i nieregularne plamy na płowym tle. Żyją w luźnych stadach, samce przebywają ze sobą, walcząc o dominację i zaszczyt obcowania z samiczką.
Masyw Kilimandżaro zajmuje olbrzymią powierzchnię . Sam park narodowy Kilimandżaro zajmuje powyżej 700 km kw.
Tu z oddali widać dwa szczty, Uhuru i Mawenzi, ale podstawy całego masywu nie dało się jeszcze objąć obiektywem
Ostatnie spojrzenie na widoczną w całości najsłynniejszą górę Afryki
Wjeżdżamy w sawannę, a to jej symbol: akacja
Pojawiają się pierwsze żyrafy
Wkrótce jest ich więcej
Przyglądają nam się...
i zaraz zabierają się znowu za konsumpcję
Tylko czasami udawało nam się zaobserwować je chodzące
Po dwóch godzinach jazdy dojeżdżamy do pasma wzgórz Chyulu, które są ciekawym zjawiskiem geologicznym. Uważane za najmłodsze góry świata, powstały około 300 – 500 lat temu w wyniku erupcji wulkanicznej. Wzgórza zajmują obszar 40 km kwadratowych i nie wyglądałyby jakoś osobliwie – zwykłe zalesione górki, gdyby nie ziemia między nimi. Wzgórza przedziela bowiem szeroki pas spieczonego, popękanego żużlu, powstałego w wyniku erupcji powierzchniowej – lawa nie tylko wylewała się z kraterów wulkanów, ale też wydobywała się przez szczeliny w ziemi na płaskim obszarze. Wydaje się zresztą, jakby to było niedawno. Chodzimy po żużlu i czujemy przez buty, że jest ciągle ciepły. A spojrzenie w środek szczelin wywołuje wrażenie, jakbyśmy zaglądali do wnętrza piekieł... Bardzo ciekawe miejsce.
Wzgórza Chyulu
Po erupcji powierzchniowej pozostała popękana ziemia i spieczony żużel
Na przedpolu piekła
Po trzech godzinach jazdy od momentu ruszenia ze sklepu Kilimandżaro jest w dalszym ciągu widoczne. Już samo to świadczy o wielkości masywu. Ale ze względu na godzinę południową góra zasłonięta jest już chmurami, tworząc ciekawy efekt. Wianek pierzastych obłoków opatula górę w 2/3 jej wysokości, a znad nich wyłania się ośnieżony wierzchołek krateru. A ponieważ zalesiona podstawa masywu ma z tej odległości taki sam kolor, jak niebo, wydaje się, jakby szczyt góry żeglował w powietrzu nad sawanną na dywanie z chmur.
No i czyż nie jest to niesamowita i unikalna góra?
Po przejechaniu wzgórz Chyulu, które do niedawna były gniazdem bandytyzmu, wjeżdżamy do Parku Narodowego Tsavo West.
Czaszki bawołów
Na lunch zatrzymujemy po kolejnych dwóch godzinach w jedynym wyznaczonym tu miejscu postojowym, na wzgórzu, z którego jest wspaniały widok. Wzgórze jest jednocześnie pomnikiem randżersów, poległych na służbie ochrony życia zwierząt w parku narodowym. W latach 1999 – 2005 zginęło w rąk bandytów i kłusowników 20 strażników.
Pożywiamy się i spoglądamy z góry na sawannę, myśląc o tysiącach zwierząt, które znalazły tu ochronę i ludziach, którzy gotowi są oddać życie, aby ich bronić.
Panorama parku narodowego Tsavo West
Następnym przystankiem jest obszar chroniony nazwany Mzima Springs. Są tu źródła rzeki Tsavo, która wypływa, przefiltrowana przez żużel wulkaniczny i płynie stąd do Mombasy. Obszar można zwiedzać, chodząc po ścieżce dydaktycznej, ale w towarzystwie strażnika. Ścieżka jest bardzo dobrze opisana. Tak jak w ogrodzie botanicznym przy wielu roślinach stoją tabliczki - można więc się podszkolić w zakresie afrykańskiej flory. Przy kasie z biletami i wejściu na ścieżkę są tablice ostrzegawcze, aby nie zbaczać z drogi ze względu na czarne mamby. Blanka mówi, żeby patrzeć nie tylko pod nogi – czarne mamby lubią wylegiwać się na konarach drzew i, gdy była tu kiedyś, zauważyli takiego węża na wysokości twarzy... A ścieżka wąska i gad mógł się czuć zagrożony bliskim spotkaniem z człowiekiem... Czarna mamba atakuje wtedy niesłychanie szybko i wielokrotnie kąsa, a już jedno jej ukąszenie jest dla człowieka śmiertelne. Jej jad jest tak silny, że zabija w ciągu 7-15 godzin, jeżeli nie poda się antidotum na czas. Dodatkowo jest to wąż długi (powyżej 2,5 metra), który potrafi podnieść łeb na wysokość tworzy człowieka i potrafiący poruszać się z szybkością 20 km/godz. Prawdziwa machina śmierci. Nic dziwnego, że Masajowie wybili wszystkie te węże na swoich terenach.
Czaszki przy wejściu do Mzima Springs
Jak w takim tropikalnym gąszczu wypatrzeć czarną mambę?
Wchodzimy więc ostrożnie w roślinny gąszcz na niebezpieczną ścieżkę, prowadzącą w dół do strumieni. Rosną tu wspaniałe różnorodne okazy palm, w tym również ratanowa, papirusów, drzewo kiełbasiane. Najbardziej dominującymi w tym podmokłym terenie roślinami są drzewa gorączkowe. Wysokie, proste o gładkich jasnych pniach są jedną z odmian akacji. Nazwę zawdzięczają przekonaniu, że wydzielany przez nich pyłek wywołuje malarię. Tak się ludziom kiedyś kojarzyły, jako że rosną na terenach podmokłych, gdzie często przebywają też komary widliszki, które po ugryzieniu częstują nas pierwotniakami, wywołującymi tę śmiercionośną chorobę.
Ścieżka przyrodnicza w Mzima Springs
Drzewo gorączkowe
Korzenie drzew gorączkowych stosowane są jako lek na bóle żołądkowe
Przystanek nad źródłem
Dochodzimy do źródła, które spływa małą kaskadą wodną do malowniczego stawu, obrośniętego papirusami. Na przerzuconym przez wodę pniu drzewa gorączkowego siedzi czarny kormoran. Kormorany łowią ryby, nurkując pod wodą a potem muszą siedzieć na słońcu, aby wysuszyć pióra. Często rozkładają wtedy skrzydła.
źródło Mzima
Jezioro w Mzima Springs
Kormoran czarny suszy pióra z tyłu
A teraz się obrócił, aby suszyć je z przodu
Idziemy wzdłuż strumienia, tworzącego kolejne jeziorka. Na następnym punkcie widokowym, skąd można obserwować hipopotamy (niestety daleko i widać im tylko łby wystające znad wody), robię sobie zdjęcie z tutejszym strażnikiem.
Idziemy wzdłuż jeziora
Jezioro z hipopotamami
Hipopotamy
Potężny chłop z tego strażnika :)
Idziemy dalej wzdłuż jeziora, dochodząc do miejsca, gdzie można wejść w głąb jeziora, oczywiście po odpowiedniej kładce. Małe pomieszczenie zanurzone w wodzie pozwala obserwować świat podwodny przez bulaje. Opływają nas duże ryby, jak okazuje się – tilapie, które tak lubimy jeść. Stąd jest również bliższy widok na przeciwległy brzeg jeziora, na którym drzemie krokodyl. Podobno kilka lat temu było ich znacznie więcej, ale susza zmniejszyła obszar okolicznych mokradeł i pozostało ich tylko kilka. Dla nas ten okaz wygląda wystarczająco okazale.
Tu widać domek na wodzie, gdzie można obserwować ryby
Idziemy obserwować ryby
Punkt obserwacyjny na stawie
Tu widzieliśmy tilapie
Leniuchujący krokodyl
Na brzegu przyglądają nam się małe, bardzo sympatyczne małpki koczkodany.
Słodkie, małe koczkodany liczyły na jakiś poczęstunek, ale karmić ich nie wolno
Za to obserwowały nas z ciekawością
Od jeziora podchodzimy pod górkę spotykając kolejne ciekawe okazy roślinne:
- drzewo kiełbasiane o okrągłej koronie i rozłożystych, nisko sięgających konarach posiada dziwne owoce, wyglądające jak powieszone na sznurku kiełbaski. Można je piec a po poddaniu fermentacji robi się z nich piwo;
- Fikus sykomora, którego kora używana jako lek na bóle gardła i w klatce piersiowej.
Z lewej drzewo kiełbasiane; z prawej fikus sykomora
Nad jeziorem spotkaliśmy wężówkę
Żegna nas ekspozycja kości zwierzęcych, a przed dalszą drogą można skorzystać z takiego gustownego miejsca odosobnienia ;)
Dzień VI i VII - safari w Parku Narodowym Tsavo West i powrót do Mombasy
Powrót do strony o Kenii i Tanzanii
Powrót do strony głównej o podróżach