W czasie przejazdu z Bangkoku do Kambodży następnego dnia mijaliśmy drzewa tekowe, kauczukowe i krzaki manioku (mączka z nich to tapioka lub cassava), które po jakimś czasie zastąpione zostały przez plantacje trzciny cukrowej. Gdzieniegdzie pasły się jakieś bawoły i krowy. Przed granicą zrobiliśmy postój, aby wydać ostatnie tajskie pieniądze na kupno owoców i ciastek a przy okazji uwagę moją zwróciło drzewo żelazne z ładnymi żółtymi kwiatami.
Drzewo żelazne
Jakie pyszne!
Przejście graniczne z Kambodżą ma w postać bramy z pagodą. Musieliśmy tu zmienić autobus a nasze bagaże przejęli tragarze i zawieźli je na wózkach na granicę. Załatwianie formalności trwało chwilę i szybko znaleźliśmy się po kambodżańskiej stronie, a tam zaskoczył nas widok wspaniałych hoteli. Większość z nich posiadała kasyna, do których przyjeżdżają Tajowie, bo w Tajlandii hazard jest zabroniony.
Na granicy tajlandzko - kambodżańskiej
Przewóz bagaży na granicy
Kasyno
Po przekroczeniu granicy pojechaliśmy przez Kambodżę ma skos: od północnego-wschodu na południowy-zachód przez tereny delty Mekongu do Siem Reap, miejscowości będącej celem naszej wycieczki najbardziej przeze mnie oczekiwanym, swoistej bramy do znajdującego się 7 km dalej tajemniczego Angkor Wat. Przypatrywałam się mijanym krajobrazom. Widać, że to kraj dużo biedniejszy od Tajlandii i Wietnamu. Stacje benzynowe są niewielkie i rzadko spotykane, bo i mało samochodów; czasem przy drodze benzyna sprzedawana jest w butelkach.
Mijaliśmy niewielkie osiedla ludzkie. Niektóre domy posiadały ołtarzyki na dachach i podwórkach, podobnie jak to było w Wietnamie, ale z wystawionymi w nich porcelanowymi lalkami, upodobniającymi duchy. Mieszkańcy domu składają na ołtarzach ofiary z jedzenia i picia przeznaczone nie tylko dla duchów przodków, ale też osób zmarłych w tym miejscu, które po śmierci przyjmują formę duchów opiekuńczych danego miejsca. Dary wyglądają czasem zabawnie – na przykład zostawiona Fanta ze słomką. Myślę, że czasem darami tymi posilają się nimi koty. (Koty też są według mnie duchami opiekuńczymi miejsca, w którym mieszkają ;)
Domy tubowe
Rezydencje
Wiejskie domki na palach
Domowe ołtarzyki
Po drodze w jednym ze sklepów zatrzymaliśmy sie na odpoczynek i na kawę. A w nim...
W tym sklepie z rzeźbami mieliśmy postój na kawę
Słoń i Budda z wężem Naga - do kupienia
Malowane ptaszki prawie jak w naszej cepelii
To zdjęcie zrobiłam specjalnie dla Lidki
A wśród tych wszytkich rzeźb spał w najlepsze łaciaty kot
Kambodża to kraj wiejski o prymitywnym rolnictwie, gdzie głównie uprawia się ryż. To pozostałość po czasach rządów Pol Pota. Czerwoni Kmerzy nie tylko wymordowali 50% własnej ludności, ale również zniszczyli krajowe rolnictwo, gdyż wszyscy, według idee fix komunistycznych przywódców, musieli uprawiać ryż i tylko ryż. Zniszczono inne gałęzie produkcji rolnej.
Specyfiką uprawy ryżu jest to, że gdy już wzejdzie, musi być rozsadzony w ciągu 72 godz, bo inaczej się zmarnuje. Ta konieczność determinuje stosunki społeczne na wsi – w określonym termine następuje pospolite ruszenie i cała wioska pracuje razem. Całe wieki takiego fukcjonowania ukształtowało kulturę społecznę wschodniej cywilizacji jako holistyczną - zbiorowość stoi tu przed jednostką.
Obecnie produkowany tu ryż jaśminowy jest świetny i rolnicy cieszą się 3, 4 zbiorami w ciągu roku, ale wszystko idzie na eksport do Tajlandii.
Na wodnym polu ryżowym rolnicy stawiają pułapki na skorupiaki i gryzonie. To zwykle 2 kijki i płachta, wieczorem włączana jest dodatkowo lampa, która ściąga do pułapki różne zwierzątka - łowią się także czasem gady. To nie tylko forma ochrony swych zbiorów - Kambodżanie jedzą wszystko: pająki, tarantule, karaluchy, larwy, cykady to dla nich dostawcy protein. Patrząc na podmokłe pola pytaliśmy o kamary i malarię. Komary, owszem, występują na terenach zalewowych, zwłaszcza po zmroku i mogą być malaryczne, ale ostatnio ponoć malarii nie notowano.
Po południu zajechaliśmy do Siem Reap i od pierwszego wejrzenia urzekł nas piękny hotel Silk, zaaranżowany w stylu kolonialnym. Najbiedniejsze miejsce na trasie naszej wycieczki a hotel sprawiał najlepsze wrażenie. Przepiękne, rzeźbione meble, pokoje ze stiukami na suficie, drewniane, rzeźbione drzwi. A na małym podwórku sadzawka z kwitnącym kwiatami.
Hotel Silk w Siem Reap
Recepcja - synergia stylu kolonialnego i nowoczesnego z orientalnym klimatem
Miejsce do luksusowego wypoczynku
Nasz pokój
Detale: rzeźbione drzwi i stiuki w pokoju
Przed kolacją udałyśmy się na masaż. Ja z małymi oporami, zachęcana przez moje koleżanki, które miały już podobne doświadczenia za sobą. Półgodzinny masaż nóg kosztował mnie 5 dolarów i odkryłam, że jest to całkiem przyjemne. Co więcej, wieczorem zaobserwowałam, że opuchlizna, która utrzymywała mi się w kostkach od czasu lotu samolotem, zniknęła. Jak różdżkę odjął! I do końca wycieczki nie wróciła, mimo jazdy autobusami i upału.
Moje koleżanki smakowały wietnamską kawę, kiedy tylko nadarzyła się okazja oraz chętnie korzystały z umiejętności kambodżańskich i wietnamskich masażystów
Pyszna kolacja jeszcze bardziej wzmocniła nasze pozytywne doznania. A po niej postanowiłyśmy zaszaleć i wybrałyśmy się tutejszą taksówką, czyli popularnym tuk – tukiem na nocny targ po zakupy. Nocne życie turystyczne nie było jakieś oszałamiające, chociaż lampiony i neony świeciły się, bo to był przecież tutejszy Nowy Rok. Ale stragany były otwarte i spędziłyśmy jakieś półtorej godziny na ich penetracji. Ja chciałam kupić głównie T-shirty dla moich panów i dość długo grymasiłam, gdyż ani wzornictwo (a musiał być to być jakiś rysunek związany z tutejszą atrakcją turystyczną, czyli kamienną świątynią) ani jakość bawełny nie były zadowalające. W końcu kupiłam jakieś 3 koszulki, ale zachwycona nimi nie byłam, poza jedną, haftowaną we wspaniałego smoka, którą przeznaczyłam dla syna. Już wcześniej (w Bangkoku) szukałam też ładnych koszulek dla moich wnuków, ale na razie bez rezultatu. Koleżanki za to przyglądały się wzorzystym, bawełnianym spodniom i spódnicom. Ja miałam już piękną spódnicę, przywiezioną mi przez siostrę z Tajlandii, więc nie był to dla mnie zakup priorytetowy. Zastanawiałam się nad kupnem modnych, wzorzystych sukienek dla córki i synowej, ale jak tu kupować bez przymierzenia?
Po tym lajtowym dniu poszłyśmy spać, nastawiając się na przyszłe emocje zetknięcia się z jedną z najsłynniejszych świątyń Dalekiego Wschodu.
kompleks
Angkor
Powrót do strony głównej o podróżach