logo

Maroko- Marakesz, Agadir

w przedsionku Sahary



   Następnego dnia rano opuszczamy Marrakesz, udając się w podróż powrotną do Agadiru. Dojeżdżamy do miejsca, gdzie Atlas Wysoki przechodzi w Anty Atlas. Na przedłużeniu przełęczy występuje jedno z nielicznych w Maroku miejsc pustynnych - skutek wysuszania gleby przez gorący wiatr, przedostający się tu od Sahary.

Później jedziemy wzdłuż Atlasu, mijając porozrzucane gdzieniegdzie po górskich zboczach niskie, różowe domostwa małych osiedli berberyjskich. Góry przechodzą w barwę zielono – szarą, są pokryte lekką zielenią traw, na których rozkwitają delikatną jak mgiełka różowością drzewka migdałowe. Wkrótce są ich całe plantacje.

Osiedle berberyjskie  MAroko - berberyjski dom
Osiedle berberyjskie

u podnóża Atlasu  migdałowiec

Atlas -kwitnące migdałowce
Kwitnące migdałowce

kwiaty migdałowca




   W czasie postoju w przydrożnej restauracji, gdzie dokonałam zakupów za ostatnie marokańskie dirhamy (kupiłam na prezenty rzeźbionego w śmiesznym, wzorzystym kamieniu kotka i drewnianego osiołka) idziemy na skraj takiego sadu, aby przyjrzeć się z bliska nigdy wcześniej nie widzianym kwiatom migdałowca. Drobne, delikatne, lekko różowe kwiatki z ciemniejszym środkiem i żółtymi pręcikami wydają upojną woń. Gdy robimy im zdjęcia podchodzi do mnie z pobliskiej berberyjskiej wioski dziesięcioletni chłopiec, zrywa kwiat migdałowca i wręcza mi go z ujmującą prostotą a jednocześnie godnością, mówiąc „Madame”. Nie sprawia wrażenia, jakby oczekiwał czegoś w zamian, choć wiem, że tak pewno jest. Naród berberyjski jest biedny, ale honorowy. Chłopiec odchodzi a ja wręczam mu kawałek czekolady. Mówi poważnie, „Merci”.




wycieczka po Maroku  ja z kwiatem
Kwiaty migdałowca upojnie pachną

berberyjka








   Drogą wśród kwitnących drzew jedzie na objuczonym osiołku młoda kobieta. Zabawne, wygląda bardziej na meksykankę, niż muzułmankę – ma na głowie kapelusz, na nogach buty z długimi cholewami, ubrana jest w haftowaną szatę. Kapitalny obrazek folklorystyczny. Dajemy znak, czy możemy zrobić zdjęcie – przyzwalająco kiwa głową. Gdy odchodzimy, widzimy, że w pewnej nie narzucającej się od nas odległości stoi grupka dzieci, wśród nich chłopiec, którego już poznaliśmy. Jest najstarszy, pozostałe to drobiazg - pewno jego rodzeństwo. Podchodzę do nich, niestety mam tylko gorzką czekoladę, więc nie wiem, czy będą zachwycone smakiem, ale daję im. Przyjmują ją z godnością, każde czeka na swoją kolej. Nie wyciągają do mnie proszących rączek, jak beduińskie dzieci. Czy to różnica kulturowa, czy są mniej głodne, niż dzieci z synajskiej pustyni? Najbardziej nachalne były dzieci cygańskie i rumuńskie, żebrzące niegdyś na ulicach Warszawy, zaganiane do tego procederu przez niepracujących rodziców.


fotogarfia Maroka u podnóża Atlasu  osada w górach
Rajski obrazek

Dalszy powrót wzdłuż podnóży Anty Atlasu przynosi znowu fantastyczne widoki kolorowych wzgórz – od żółci i ochry po czerwień i kolor brunatny. Puste, malownicze pogórze to jeden z ostatnich widoków Maroka, który ugruntowuje u nas pragnienie, aby tu jeszcze wrócić, zahaczając też o góry. Jak wspaniale byłoby pochodzić po tych bezdrożach (oczywiście nie w upalnym słońcu), zapoznać się bliżej w malowniczą kulturą berberyjską, zasmakować jeszcze w orientalnej różnorodności.

marokańskie góry  Anty Atlas
Przepiękne marokańskie góry

czerwone góry  rdzawe góry
Przyjemnie byłoby powędrować tymi górami

widok z autobusu  Maroko - góry Anty Atlas

W Agadirze jedziemy prosto na lotnisko, gdzie w czasie oczekiwania na odlot kupuję jeszcze dwie sizalowe chusty. Rozmawiając o wycieczce, stwierdzamy, że jeszcze raz mieliśmy szczęście do pilota, który okazał się kompetentny i zaangażowany w pracę, a także zafascynowany krajem, po którym nas oprowadza. Grupa też była sympatyczna, chociaż nie nawiązaliśmy z nikim takich bliskich relacji, jak to było rok temu w Palestynie. A Maroko tak bardzo nam się podobało pod każdym względem i krajobrazowym i kulturowym, tak nas olśniło artyzmem tradycyjnych rękodzieł i zjednało sympatycznym odnoszeniem się ludzi do turystów, że wylatując z Agadiru wiedzieliśmy, że jeszcze musimy tu wrócić, choć z reguły nie wracamy do miejsc już poznanych, bo tyle jeszcze czeka do odkrycia. Zmęczeni wrażeniami, oczarowani krajem, który właśnie opuściliśmy, pięciogodzinny lot na szczęście głównie przespaliśmy.



Powrót do strony głównej o Maroku
Powrót do strony głównej o podróżach

mail

4625