baner górny

Moje dzieciństwo

Nie, moje dzieciństwo zdecydowanie nie było różowe, jak to się utarło przyjmować. Nie było też bure, nijakie. Mieniło się, jak całe moje życie, pełnym spektrum barw, które powstają przy rozszczepieniu białego światła,. Tak przynajmniej na to teraz patrzę, gdy posiadam tylko wspomnienia przepuszczone przez pryzmat lat. Nigdy nie miałam dobrej pamięci, dlatego wspomnienia są jak puzzle, które rozsypały się i wielu kawałków brakuje. Albo jak barwny wzór, utworzony w kalejdoskopie – przekręcisz troszkę kalejdoskopem w lewo – w stronę serca - i otrzymujesz mozaikę serdecznych, beztroskich wspomnień, przekręcisz trochę w prawo i nałożą się na to okruchy wiedzy, którą nabyliśmy w latach późniejszych, modyfikujące nasze niewinne dziecięce wrażenia. W moim przypadku jest to bardzo istotne, gdyż jako dziecko żyłam, tak jak większość z nas, w błogim przeświadczeniu, że życie jest proste i dobre, ale dodatkowo utwierdzała mnie w tym moja marzycielska natura i postępowanie mojej mamy, która za wszelką cenę chciała odseparować nas (mnie i moją siostrę) od problemów egzystencjalnych, nie mówiąc już o prawdziwych, często traumatycznych zdarzeniach, z którymi musiała się borykać. Cokolwiek by się nie działo, my dzieci miałyśmy tego nie doświadczać, abyśmy miały spokojne, szczęśliwe dzieciństwo, które starszemu pokoleniu nie było dane. I był to front konsekwentnie utrzymywany przez całą rodzinę, na tyle skutecznie, że o pewnych familijnych wydarzeniach dowiadywałam się w późnych latach mojego dorosłego życia – nierzadko już po śmierci bohatera historii. Jestem za tę troskę bardzo wdzięczna moim rodzicom, ale też żałuję, że byli lojalni aż tak długo, gdyż przez to nie mogłam porozmawiać z moimi bliskimi o rzeczach, które były dla nich tak istotne a mnie po latach wyjaśniały podłoże i przyczyny ich różnych zachowań, czy podejmowanych decyzji – dla mnie wcześniej, bez tej później przekazanej mi wiedzy, niezrozumiałych.

Dlaczego więc uważam, że moje dzieciństwo nie było różowe? Czy dlatego, że czasy, na które ono przypadło, nie były spokojne? Nie. Urodziłam się w 1954 roku, rok po śmierci Stalina, ale czasy, na które przypadła moja młodość, czyli okres socjalizmu ze wszystkimi jego trudnościami, były dla nas normalne. To było normalne życie, a więc akceptowalne – jest, jak jest (cytując moją mamę) i trzeba jakoś żyć i sobie radzić. Tak jak (dopiero teraz to rozumiem, ale kiedyś mnie to dziwiło) dla mojej mamy normalne było, że za swoje najszczęśliwsze czasy uważała młodość spędzoną w Przecławiu w okresie okupacji, mimo tylu traumatycznych przeżyć oraz pierwsze lata, spędzone po wojnie w Warszawie, mimo tego, że były to czasy stalinizmu – po prostu była wtedy młoda...

mama w czasie okupacji   mamaz kwiatami   dowód
Maja mama Janka w czasie okupacji (1941), tuż po niej (1949) i na zdjęciu z dowodu osobistego

Więc dlaczego moje dzieciństwo nie było jednak różowe? Samo życie. Mimo starań mojej mamy, aby nas uchronić przed wszelkim złem, trafiały nam się choroby, w tym moja trwająca kilka lat, przeżywałam kilkuletnią nieobecność ojca (to się wydarzyło w tym samym okresie), czasem z mojej mamy wyłaził choleryczny charakter jej ojca Furmańskiego, gdy już nie miała siły a do tego moja nieśmiałość połączona z chorobliwą ambicją, aby być najlepszą uczennicą w klasie powodowała, że uczęszczanie do szkoły podstawowej były dla mnie bardzo stresujące. Piszę "uczęszczanie", gdyż uczyć się uwielbiałam, chłonęłam książki i wiedzę, zawsze ciekawa świata, ale co innego zdobywać wiedzę, a co innego podporządkować się szkolnym rygorom i prezentować przed ludźmi (tego nauczyłam się dużo, dużo później i zmusił mnie do tego mój, nie wybrany, ale narzucony przez okoliczności, a jednak pasjonujący zawód nauczyciela).

ja  2 lata   ja 13 lat   ja 16 lat
Ja w wieku 2, 13 i 16 lat

Moje życie w dzieciństwie i okresie nastoletniej młodości można podzielić na dwa odmienne nurty: 10 miesięcy szaro - niebieskich, gdy mieszkaliśmy w Warszawie (szare od codzienności a niebieskie – szkolne, jak we wspomnieniach niebieskiego mundurka, a w moim przypadku fartuszka) oraz dwa miesiące wakacyjne, spędzane w rodzinnej miejscowości mojej mamy, w Przecławiu, zdecydowanie i naprawdę różowe.

z wujkiem Adamem      
Iwonka i ja z mamą i wujkiem Adamem w Warszawie w 1967 r. i nasza rodzina na sadzie w Przecławiu w 1966 r. (mama, ciocia Lusia, babcia, wujek Janek, ciocia Ala i wujek Kazio

Dlaczego ciągle wracam do ustalenia tej kolorystyki? Ze względu na układ mojej strony internetowej, która w założeniu ma być pamiętnikiem mojego życia. Moja domena nieprzypadkowo nazywa się "Przez pryzmat lat", a druga "Kalejdoskop". Moim zamierzaniem jest opisanie własnego życia po złożeniu go z kawałków wspomnień, jak mozaiki w kalejdoskopie, przesianych przez pryzmat lat. A całe moje życie jawi mi się we wszystkich barwach, jakie można otrzymać, przepuszczając światło białe przez pryzmat – białe światło życia, które wali nas po oczach w momencie urodzenia, albo (podobno) ukazujące się nam w momencie śmierci, gdy wracamy do innego świata (mocno w to wierzę, tak jak wierzę w Boga).

Wyobraziłam sobie więc tęczę w postaci koła i poszczególnym kolorom przyporządkowałam ważne dla mnie aspekty mojego życia. Jednocześnie osadziłam moją osobę w środku (można sobie wyobrazić mnie jak człowieka wirtuwiańskiego, albo wielkiego pająka, przędącego nić życia ;) i do kolorów doszły kierunki – u góry głowa, lewa strona od serca, prawa – praktycyzm, dół – nogi, a więc mobilność. I wyszło całkiem niźle.

ja w wieku 4 lat     ja na Saharze
Ja wyciągam ręce do świata - w wieku 4 lat i 55-ciu

Dlatego też, poruszając się od góry (od głowy) w kierunku zgodnym z przesuwaniem się wskazówek na zegarze jako pierwszy powinien pojawić się kolor fioletowy – zarezerwowałam go na moją działalność, związaną z pracą. Potem wskazówki przechodzą w kierunku ręki lewej, do koloru czerwonego – zarówno obszar od serca, jak i kolor czerwony kojarzą się z miłością, a więc tam będą strony o mojej rodzinie – różne odcienie barwne wystarczą zarówno na drzewo genealogiczne poświęcone moim zmarłym jak i dla najbliższych żywych. Dla kotów, które uważam za członków rodziny, przeznaczyłam kolor wpadający w odcień brązowy i taki też jest mój blog o kotach. Dalej idąc w dół w kierunku (mobilnej) nogi, ale jeszcze po stronie serdecznej, pojawia się kolor radosny, pomarańczowy, pasujący do mojej pasji tanecznej – i w tym odcieniu stworzyłam moją stronę o tańcu. Potem przesuwamy się na dół tarczy, w kierunku nóg i kolor żółty roztacza nam swój słoneczno - wakacyjny nastrój z bardzo już licznych stron o moich podróżach.

WWW o kotach     WWW o tańcach

WWW o podróżach

Ale idźmy dalej, na prawą stronę mojej postaci – jesteśmy jeszcze w strefie nóg, więc pasują tu strony o kolejnej mojej mobilnej pasji, czyli o wędrówkach górskich a kolorystyka zielona kojarzy się z zielenią lasów i łąk (zapachu i szumu wiatru niestety nie potrafię odtworzyć), Dalej wskazówka przenosi nas do ręki prawej, tej od roboty – umieszczenie tu żywej, bo ciągle uzupełnianej strony o moich rękodziełach jest jak najbardziej na miejscu – trochę nie pasuje kolor jasnozielony, ale mi się podoba. Później przechodzimy już w rejon głowy a kolor przechodzi w niebieski. W tym miejscu głowy mamy ucho, ucho muzyczne, bardzo ważne dla mnie przez całe moje życie. Tę stronę poświęciłam największej mojej muzycznej miłości, czyli Chopinowi. I dochodzimy znowu do głowy – kolory niebieski i granatowy, kolory szkolnego fartuszka bardzo adekwatne są do wspomnień z czasów nauki, które kiedyś zamierzam spisać.

WWW o górach

WWW o rękodziełach     WWW o muzyce

No właśnie a gdzie dzieciństwo? Powinno otwierać to całe tęczowe koło życia. Czyli pojawić się gdzieś na godzinie pierwszej i w kolorze – tak, różowym! Różowy pasuje też do wspomnień z dzieciństwa. Ale, jak już stwierdziłam, moje dzieciństwo nie było różowe. Przyjmijmy więc, że było połączeniem szaro – niebieskiej socjalistyczno - warszawskiej barwy roku szkolnego i różowej barwy sielskich wakacji, spędznych w przecławskiej Arkadii ( w moim odczuciu). A więc po kompilacji otrzymujemy kolor... liliowy:)
Zapraszam na liliowe strony o moim dzieciństwie i młodości.



do góry

Powrót do strony głównej o podróżach