logo

Tunezja - Matmata, El Jam

Następnego dnia, kiedy jest jeszcze ciemno, opuszczamy przyjemny, urządzony w arabskim stylu hotel, w którym spało się na wyłożonym glazurą … katafalku.

Nefta - hotelowy katafalk  wieża   hotel na Saharze
Spanie na katafalku prawdopodobnie ma uchronić od niepożądanych wizyt skorpionów a z wieży ładnie widać to, co jest dookoła: piach, piach, piach

Mamy przed sobą mnóstwo kilometrów. Zatrzymujemy się w Douz, gdzie mamy możliwość zagłębienia się w autentyczny (nie turystyczny) bazar z masą przypraw i dorodnych warzyw. Towary dowożone są wózkami zaprzężonymi w osiołki i tak też odwożone do domów. My zaopatrujemy się w przyprawy. Podpatrujemy też scenki rodzajowe wśród handlujących Tunezyjczyków, z których większość ubrana jest po arabsku a część z racji zimy (około 17 stopni) otulona w peleryny.

ręka Fatimy   bazar w Douz
Często spotykana w Tunezji namalowana na drzwiach ręka Fatimy ma chronić mieszkańców domu

bazar w Douz  arabski bazar
Bazar w Douz

foto - osiołek   Tunezja - kasze na bazarze
Osiołek to główny środek transportu;        Apetycznie wyglądające zboża i kasze

foto - królestwo przypraw  na berberyjskim bazarze
W arabskiej kuchni królują przyprawy

Jedziemy dalej przez półpustynne tereny, stopniowo przechodzące w okolicach Matmaty w górki, w których Berberowie mieszkają od stuleci w domkach troglodytów, wykutych w skałach.

Półpustynia  Tunezja Sahara

Górki w okolicach Matmaty
Górki w okolicach Matmaty

  berberyjskie domki   Berber w zawoju
Berberowie w okolicach Matmaty chodzą w tradycyjnych galabijach, ale noszą także na głowach turbany

Odwiedzamy jeden z takich tradycyjnych berberyjskich domów – niskie wykute w skale korytarze prowadzące przez wewnętrzne podwórko do kilku grot, zawierających pomieszczenia sypialne, kuchnię i spiżarnię. Ściany pobielane ozdobione kilimami; maty do spania położone bezpośrednio na klepisku, ale też zbite z desek łóżko, postawione na wysokich nogach; warsztat tkacki. W kuchni - stół z taboretami, kuchenka gazowa, garnki i dwa śpiące koty (jeden z nich to wykapany Łobuzek). W jednej z nisz stoi radło i jakiś ubogi sprzęt rolniczy oraz duże amfory na oliwę. Jest też specjalna grota, do której wchodzi się po drabinie, będąca miejscem do zabaw dla dzieci. Na podwórku czeka na nas poczęstunek: podpłomyki i miska oliwy z miodem. Wszystko jest bardzo czyste, na skale nie widać nawet śladu piasku. Na nasz widok starsza babcia, jedyny przedstawiciel gospodarzy, rzuca się do niszy, w której leżą na dywaniku żarna i z zapałem kręci nimi, pokazując jednocześnie drugą ręką, że należy jej się pieniążek. Oni tu normalnie mieszkają – mówi Aziz – domy mają za darmo, podatku nie muszą płacić – nie jest to żaden skansen.

Matmata - dawne osiedle tryglodytów    wejście do berberyjskiego domu
Domek tryglodytów wykuty w skale, w który mieszka berberyjska rodzina

krosna     foto - praca na żarnach
Pokój dzienny i babcia mieląca żarna

Dom berberyjski - sypialnia   komora
Sypialnie i komora

Prawie Łobuzek  Rudy kot
A to co najśliczniejsze było w kuchni

Przejeżdżamy do Matmaty na obiad a przy okazji zachodzimy do miejsca, gdzie Lukas kręcił sceny w Mos Eisly „Gwiezdnych wojen” inspirowany skalnymi berberyjskimi domkami. Obecnie znajduje się tu bar, więc obiekt zachowany jest bardzo dobrze. Zabawne jest to, że na ścianie wisi plakat filmowy w języku polskim.

Matmata- domki w skałach
Tu Lukas też kręcił „Gwiezdne wojny”

Bar Mos Eisly  W kantynie

plan filmowy z Gwiezdnych wojen  dom w Tunezji
"Kosmiczne urzadzenia"

Wędrując uliczkami Matmaty spotykamy kilku typowych tubylców - udaje nam się ukradkiem zrobić im zdjęcia. Te zimowe, bure galabije kojarzą się w tym miejscu z ubraniami ludzi pustyni z „Gwiezdnych wojen” – niewątpliwie Lucas stąd także czerpał inspiracje do swojego filmu.

W galabiji  scenka uliczna  koc przyda się zawsze

Po przejechaniu surowych terenów górskich docieramy znowu do żyznych regionów nadmorskich. Po drodze Aziz próbuje rozliczyć się z nami z funduszy, które wręczyliśmy mu na dodatkowe wycieczki, twierdząc, że jesteśmy mu winni po 10 dinarów a jeszcze przydałoby się dać coś kierowcy. Niby nic, ale według naszych wyliczeń suma wydatków była niższa od kwoty, którą daliśmy naszemu przewodnikowi, wliczając w to nawet napiwek dla kierowcy. Trzy dni wcześniej zresztą sam Aziz wyliczył koszty na 95 dinarów od osoby, a my daliśmy mu po 100 dolarów (= 120 dinarów). Bilety w ruinach Sebitli, na które Aziz zebrał po 10 dinarów, kosztowały po 3 dinary. Nawet jeżeli doliczyło się jeszcze do tego benzynę za nadrobienie trasy, to 7 dinarów od jednej osoby (jak wyliczyliśmy znając cenę benzyny w Tunezji) wystarczyło na nią w zupełności. A pozostałe pieniądze? Aziz jednak przedstawia nam rozliczenie wszystkich atrakcji na kartce – w sumie 110 dinarów od osoby i upiera się dalej, że jesteśmy mu winni po 10 dinarów. Krzysztof kończy dyskusję protekcjonalnie: „Aziz, my daliśmy ci po 100 dolarów, a nie dinarów, czyli z tego wynika, że to ty jesteś nam winien po 10 dinarów, a nie my tobie. Ale my ci te dinary darujemy, nie zwracaj nam ich, namęczyłeś się z nami, starałeś się urozmaicić czas wolny… My ci te dinary dajemy w prezencie.” A kiedy Aziz jeszcze coś bąka o kierowcy, proponujemy mu, aby się z nim podzielił albo dał mu te pieniądze, które zostały z biletów w Sebitli… Cóż nie miał Aziz z nami lekkiego życia, ale i tak sądzimy, że wyszedł na swoje. Więcej do tematu rozliczeń nie wracaliśmy :)


wycieczka po Tunezji





   Ostatnim punktem programu naszej saharyjskiej wycieczki było zwiedzanie ruin rzymskiego koloseum z II wieku n.e. w El Jam. Olbrzymi amfiteatr posiadał 5 pięter lóż, w dużej części zburzonych a i tak to, co pozostało, jest imponujące. Z pewną refleksją przemierzamy wszystkie, coraz wyższe korytarze galerii, zasiedlone obecnie przez gołębie, patrząc na coraz zmniejszjącą się arenę w dole i ciągnące się pod nią dwa długie korytarze, w których przebywali gladiatorzy, zwierzęta oraz inni uczestnicy krwawych spektakli, rozgrywających się ku uciesze zgromadzonych na trybunach 30 tys. ludzi.

Amfiteatr w El Jam
Amfiteatr w El Jam

rzymski teatr  koloseum w El Jam
Amiteatr z każdej strony wygląda ciekawie

Staś w amfiteatrze  antyczny zabytek w Tunezji  Widok z góry

Wieczorkiem po przyjeździe do hotelu w Sousse mamy jeszcze czas na spacerek nad morze a po baaaardzo obfitej kolacji możemy poczytać w łóżeczku książki.

foto - wieczór w Tunezji
Nad morzem zapada już zmrok

palma    odpoczynek po wycieczce
A na nas czeka zasłużony po długiej podróży odpoczynek


Dzień VII - Tunis   muzeum

Powrót do strony głównej o Tunezji

mail

11556