logo

Moje rękodzieła

Makramy

makrama


     Moda na makramy wybuchła gdzieś tak w latach osiemdziesiątych. Pasowały do tamtej epoki, były proste w formie, a więc nowoczesne i stanowiły kontrast w stosunku do staroświeckich, ludowych kilimów, czy wielkopańskich gobelinów. Poza tym można było je prosto i szybko robić ze względu na surowiec. Makramy wykonywało się ze sznurka, różnego, jaki wpadł w ręce, były więc też tanie i łatwo osiągalne - w latach osiemdziesiątych trudno było kupić cokolwiek. A to, co wychodziło, zależało od opanowania kilku zaledwie sposobów zawiązywania węzłów i od wyobraźni autora.

Oczywiście szybko zainteresowałam się tą techniką i postanowiłam ją wypróbować. Tym bardziej, że urządzaliśmy właśnie nasze pierwsze mieszkanie i jakoś trzeba było go przyozdobić. Oboje ze Stasiem lubimy drewno, więc duży piękny przedpokój, który mieliśmy, wyposażyłam w drewniane elementy w stylu przaśno - drewnianym. Lustro w ramie z surowego, bejcowanego na ciemny brąz drewna, takiż wieszak na ubrania, którego półeczka wykonana była z sizalowej liny, drewniany żyrandol w kształcie koła ze szprychami, podwieszony na linach. Pięknie wyglądało to na białych ścianach i stylowo. Konieczność, wynikająca z jakości socjalistycznego budownictwa (ściany zostały otynkowane tak, że zawadzenie zabawką przez dziecko o kant ściany skutkowało zrobieniem dziury w ścianie!), wymusiła na nas osłonięcie części ścian przedpokoju boazerią, którą wykonał Staś (choć boazerii nie lubi). Ale nie było wyjścia. A do tego wszystkiego bardzo pasowały makramy ze sznurka.
Wszystkie makramy, które wtedy wykonałam, pochodzą z tego właśnie przedpokoju.

Pierwszą, wykonaną przeze mnie makramą, była sowa. Taka sowa wisiała kiedyś w prawie każdej kwiaciarni. Wystarczyło podpatrzeć, jak jest zrobiona. Wykonałam ją ze sznurka sizalowego, żeby pasowała do sizalowych lin, na których wisiał żyrandol. Sowa siedzi na żerdzi z drewna wiśniowego i ma doczepioną drewnianą myszkę (już nie mojej roboty) ze skórzanym ogonkiem i uszkami. Myszka z biegiem czasu straciła swój pierwotny jasny koloryt na rzecz odcienia wiśniowego i zastanawim się, na ile jest to wpływ tego wiśniowego drewna.
Zastosowane są tu tylko dwa rodzje węzłów, których wykonania uczyłam się z "Burdy". Sowa dyskretnie obserwuje świat oczami z drewnianych korali.

sowa      mysz
Sowa teraz też wisi w przedpokoju, ale na mniej widocznym, niż kiedyś, miejscu

Drugą makramę zrobiłam w celach dekoracyjnych, umieszczając ją na wyksponowanej ścianie w przedpokoju. Niestety, w obecnym domu (mimo, że jest większy) mam mniejszy i brzydszy przedpokój i makrama wylądowała w bocznym korytarzyku, w którym nie rzuca się w oczy, a szkoda, gdyż uważam, ze jest całkiem ładna. Wykonałam ją z bawełnianego sznurka - plecionki w dwóch kolorach, wieszając ją na drążku ze starego wieszaka. Zastosowałam w niej 3 rodzaje węzłów, z których dało się tworzyć różne dekoracyjne wzory: plecionki, kwiatki, wstęgi, zakręcone jak DNA. Sznurki wykończone są drewnianymi koralikami. Pamiętam, że komuś tak się ta makrama podobała, że zamówił sobie drugą, podobną i zrobiłam ją ze sznurków w innych kolorach. Natomiast zupełnie nie pamiętam, kto to był...

makrama1
Moja dekoracyjna makrama

makrama1a   makrama1b

Trzecia makrama powstała z konieczności. Nasze mieszkanie mieściło się na 11 piętrze wieżowca, usytuowanego blisko Wisły. Widoki mieliśmy wspaniałe, wielkie okna wychodziły na dwie strony świata, ale powodowało to niestety duże przeciągi. I zdarzyło się wkrótce, że myjąc te okna, nie pomyślałam o przeciągach, otworzyłam drzwi między pokojami i trach... drzwi trzasnęły i stłukła się w nich szyba. Nawet się nie zmartwiłam, gdyż uznałam, że to była tylko kwestia czasu i lepiej, że się stłukła, gdy dziecka nie było w pobliżu. Postanowiliśmy ze Stasiem nie wstawiać drugiej szyby, tym bardziej, że ja dobrze pamiętałam traumatyczne wydarzenie z lat mojej durnej młodości, gdy zatrzasnęłam drzwi przed nosem goniącej mnie siostry i ta naparła na szybę i przeleciała przez nią, zawisając na drzwiach na strzępkach tafli szklanej. Wyciąganie Iwonki z tej szyby, gdy bałam się, że reszta szkła z góry spadnie na nią i ją zgilotynuje oraz mycie siostry w wannie i te strużki krwi, spływające jej z rąk na zawsze wyrobiły we mnie lęk przed szklanymi drzwiami i oknami. Miałyśmy, głupie, szczęście, że Iwonka nie pocięła sobie twarzy i nie przecięła tętnicy. Oczywiście nie dało się tego ukryć przed rodzicami, gdyż pozostała stłuczona szyba i ostre kawałki szkła powbijane w podłogę.
     Tak więc postanowiliśmy z mężem nie wstawiać szyby, tylko miejsce po niej zasłoniłam makramą. Ponieważ wykonałam ją z sizalu, więc nie ma już tak ładnych i równych splotów, jak ta zrobiona ze sznurka - plecionki. No i, niestety, z biegiem czasu trochę się zdeformowała.

makrama2   makrama2   makrama3
Makrama, maskująca dziurę w drzwiach

makrama2         makrama2
Dzieci w naszym dawnym mieszkaniu w 1993 r. W drzwiach wisi maskująca makrama. Asia (dziewczynka w bluzeczce z kaktusem i kojotem) ma tu 7 lat a Staś (w czerwonej bluzce) - 11

Teraz, po blisko trzydziestoletniej przerwie, też tworzę makramę. Syn z synową kupili sobie nowe mieszkanie, całkiem ładne, ale w przedpokoju są poprowadzone na wierzchu rury do centralnego ogrzewania . Chcieli je czymś zasłonić, więc zaproponowałam, że zrobię im makramę. I tak powstaje w przedpokoju drzewo. Pień, czyli właściwą zasłonę na rury, wykonałam z bawełnianego, plecionego sznurka, który sama musiałam ufarbować na różne kolory, gdyż teraz nie ma już takich kolorowych sznurków, które 30 lat temu kupowałam w małym sklepiku niedaleko gmachu Politechniki. Sklepik się jeszcze jakoś cudem boskim utrzymał i obcy kapitał go nie wyrugował, ale asortyment ma co nieco inny - więcej tu lin alpinistycznych, niż sznurków.
Gałęzie robię z... gałęzi (to pomysł Gosi), owijam je brązową włóczką. Liście wyplatam zieloną włóczką na stelażu z drutu izolacyjnego. (U nas w domu jest wszystko, bo mój mąż to dawny elektronik - hobbysta i ogólnie majsterkowicz). Chcemy jeszcze powiesić pompony, udające owoce, ale ostatni pomysł Gosi to zawieszanie na drzewie różnych prawdziwych sezonowych owoców a jesienią - żołędzi. Na pniu znalazł sobie miejsce wspaniały świerszcz, zrobiony ze szkła, którego Gosia dostała kiedyś w prezencie. A Ela (moja wnuczka) już zapowiada, że na konarach będzie się wylegiwał pluszowy kot. Grunt, to mieć pomysły :)

drzewo1         drzewo2
W tej chwili drzewo jest w trakcie tworzenia i testowania różnych koncepcji

pień i liść
Pień i liść
Takie liście idealnie robi się w trakcie dalekiej podróży (pół dnia samochodem lub pociągiem) albo rady podsumowującej, gdy trzeba przez kilka godzin wysłuchiwać tego, czego było się współtwórcą :)

Podpis pod ostatnim zdjęciem umieściłam po to, aby uprzedzić pytania osób zainteresowanych, kiedy ja to wszystko robię :)

   Powrót do strony o moich rękodziełach

mail