Australia - Nowa Zelandia
logo

Doha - Australia - Nowa Zelandia - Fidżi - Hong Kong - 2018

Po dwóch wspólnych, udanych wycieczkach, zrealizowanych w poprzednich latach, ja z moimi trzema koleżankami postanowiłyśmy pojechać w tym roku do Australii i Nowej Zelandii. Powód? Już od lat młodzieńczych, po przeczytaniu książki Szklarskiego „Tomek wśród kangurów”, ekscytował mnie ten odległy kontynent z tak odmienną fauną od naszej, europejskiej. Moja siostra Iwonka spędziła tu w latach młodości pół roku i zapamiętałam jej sympatyczne zdjęcia z kangurami. A Nowa Zelandia zaistniała w mojej świadomości głównie jako plenery w ekranizacji trylogii „Władca pierścieni” i "Hobbit" według powieści Tolkiena. Uwielbiamy te filmy i oglądamy je w rodzinie średnio co dwa lata. Krajobrazy tak przepięknie sfilmowane, podszyte emocjami bohaterów, zakodowały się w moim mózgu razem z pragnieniem, aby kiedyś zobaczyć je na własne oczy. „Muszę tam kiedyś pojechać!”
Podjęłyśmy zgodnie decyzję. Lecimy na Antypody – niestety znowu bez mojego męża.

ja w Hobbitonie
Moim marzeniem było znalezienie się w filmowym Hobbitonie

Bag End
w odwiedzinach u Froda i Bilba Bagginsów, najsłynniejszych hobbitów na świecie :)

jezioro Pukaki
oraz posmakowanie piękna nowozelandzkich krajobrazów: tu jezioro Pukaki

ja w Alpach Południowych
Szczególnie podobały mi się na filmie "Władca Pierścieni" i "Hobbit" ujęcia górskie i jako miłośnik gór chciałam postawić stopę wśród skał Alp Południowych

kangur     arab
Chciałam pogłaskać kangury a zamiast tego głaskałam konie arabskie

Wybrałyśmy wycieczkę, oferowaną przez biuro "Rainbow", gdyż jej program był bardzo różnorodny a długi przelot do Australii, który nas trochę niepokoił, jest w jej programie podzielony na dwie tury z lądowaniem na cały dzień w Doha, kiedy to można nie tylko rozprostować kości, ale też zapoznać się z kolejną (w moim przypadku) odsłoną arabskiego kraju, tym razem nad Zatoką Perską. Z powrotem leci się przez Hong Kong - również bardzo intrygujące miasto. Dodatkowym bonusem jest dwudniowy pobyt wypoczynkowy po zakończemiu objazdówki na rajskiej wyspie Fidżi. Tylko martwiło nas to, że tak mało będziemy widzieć w Australii - zaledwie dwa miasta. Za to program zwiedzania Nowej Zelandii był bardzo szeroki. Nie można mieć wszystkiego...

meczet w Doha
Koleżanka Asia robi mi zdjęcie przed meczetem w Doha


Hong Kong
Monumentalny Hong Kong widziany ze wzgórza Wiktorii

Panorama Sydney
Panorama Sydney

opera Sydney
Słynna opera w Sydney

w wiosce
Odwiedziny w wiosce na Vite Levu

Alpy Południowe
Program zwiedzania Nowej Zelandii było bardzo ciekawy. Mieliśmy w planie wędrówkę po Alpach Południowych

Queenstown
Liźnięcie oferty sportów ekstremalnych w światowej stolicy tychże: tu - Queenstown

Alpy Południowe
Spacer wśród gejzerów: tu - Rotoua

Alpy Południowe
i po polach geotermalnych Waimangu

fiord Milforda
Popływanie po fiordach: tu - fiord Milforda

alpaka     owce
Bliższe spotkanie w nowozelandzką fauną hodowlaną

las    potok    paproć
i oryginalną roślinnością

jezioro Pukaki
Oglądanie prześlicznych jezior (tu - jezioro Pukaki i góra Cooka)

jezioro Pukaki
Jezioro Wakatipu

I tak po drodze zahaczałyśmy o 3 kontynenty i oglądałyśmy wybrzeża kilku mórz: Zatoki Perskiej Morza Arabskiego, cieśniny Bassa, łączącej Ocean Indyjski z Morzem Tasmana, Oceanu Spokojnego oraz Morza Południowochińskiego.

zachód słońca    na Fidżi
Zachód słońca na Pacyfiku na archipelgu Fidżi

wybrzeże Australii
Wybrzeże Australii nad cieśniną Bassa niedaleko Melbourne

wybrzeże Australii2
Wybrzeże Oceanu Spokojnego w Sydney

wybrzeże Nowej Zelandii
Wybrzeże Nowej Zelandii w Auckland (Ocean Spokojny)

zatoka w Hong Kongu
Zatoka Repulse Bay Morza Południowochińskiego (Hong Kong)

Na lotnisku przy okienku biura podróży „Rainbow” spotykaliśmy naszego przewodnika Andrzeja S. Jak później się okazało, miałyśmy dużo szczęścia. Andrzej okazał się nie tylko znakomicie przygotowanym przewodnikiem z dużą wiedzą, ale przede wszystkim człowiekiem pełnym energii i różnorodnych pasji, który potrafił nam przekazać swój entuzjazm a swoim radosnym śmiechem podtrzymywał u wielu z nas nadwątlone trudami podróży siły. Andrzej reprezentuje rzadko spotykany młodzieńczy temperament z profesjonalizmem i tendencją do pełnienia roli pani ( w tym wypadu pana) kwoki, nieustannie pilnującego swoich kurcząt (co czasem było już nużące, ale skuteczne). Z doświadczenia wie (jak każdy nauczyciel), że bez względu na to, ile razy by się nie powtórzyło ważnych informacji, zawsze znajdzie się ktoś, kto czegoś nie dosłuchał (czasem byłam to ja, zajęta robieniem zdjęć, czy notowaniem poprzednio podanych wiadomości – tak to jest, gdy jest się wielozadaniowcem). Ale przede wszystkim nasz przewodnik okazał się być człowiekiem o dużym poczuciu humoru, cierpliwości i otwartym sercu.

my cztery     Wiola i Aśka śpią
Nasza dzielna czwórka na lotnisku. Wyruszamy na Antypody

Wylecieliśmy liniami katarskimi o 15.50 do Dohy, stolicy Kataru, w której mieliśmy spędzić jeden dzień w drodze do Australii. Od razu po starcie podano całkiem dobre jedzenie, ciepłe na szczęście, którego bardzo potrzebowałam, gdyż poza śniadaniem tego dnia nic nie jadłam. Na lotnisku trzeba było się zameldować na 3 godziny przed odlotem a dopiero rankiem tego dnia zaczęłam się pakować. Poprzedniego dnia do późnych godzin nocnych wykańczałyśmy z Asią barokową suknię – rekonstrukcję z lat 1680, która córka szyła przez ostatni miesiąc i w której poleciała tego samego dnia bardzo wczesnym rankiem do Gandawy na bal historyczny, organizowany w tamtejszej Operze przez Lievena Baerta (trzy lat temu byłyśmy obydwie na kursie tańca renesansowego i dziewiętnastowiecznego, prowadzonym przez tego światowej sławy choreografa i tancerza i stąd pomysł wyjazdu na taki bal). Spałam więc mało, pakowałam się w ostatniej chwili ( po tylu wycieczkach, na których już byłam w życiu, jest to czynności automatyczna i nie wymagająca długiego namysłu), karmiłam przed wyjazdem koty i nie miałam już sama czasu na jedzenie. Po zjedzeniu obiadu w samolocie odrobiłam więc zaległości w spaniu, wstając tylko dwa razy, aby wyprostować nogi.

Po przylocie (około 23.30) dość długo trwała odprawa całej naszej grupy, gdyż część bagaży, jak się okazało, poleciała od razu do Melbourn, które miało być miejscem docelowym naszego lotu i trzeba było to wyjaśnić. Do hotelu dotarliśmy więc w późnych godzinach nocnych. Tak więc nawet nie było kiedy nacieszyć się czterogwiazdkowym hotelem z marmurami w pokoju, gdyż po otrzymaniu kluczy i szybkich ablucjach, od razu padliśmy na łóżka.

Doha   Doha w Katarze

dworzec    Australia - Melbourne

opera    Australia - Sydney

pomnik ofiar    Nowa Zelandia - Christchurch

góra Cooka    Nowa Zelandia - trekking pod górę Cooka

Queenstown z góry    Nowa Zelandia - Queenstown

paproć    Nowa Zelandia - Park Narodowy Fiordland

gejzer    Nowa Zelandia - Rotoua

jezioro siarczane    Nowa Zelandia - Waimangu

wikunia    Nowa Zelandia - Agrodome

domek hobbita    Nowa Zelandia - fantastyczny Hobbiton

widok z wieży    Nowa Zelandia - Auckland

palmy    Nowa Zelandia - archipelag Fidżi

bębny    Chiny - Hong Kong

Powrót do strony głównej o podróżach

mail

6547