logo

Maroko - 2010

Dzień 4 - Sahara

My też mieliśmy w planie wycieczkę na Saharę, ale wcześniej dostaliśmy czas wolny na odpoczynek w hotelowym basenie.
          W wodzie było bardzo przyjemnie, ale najpierw przeżyłam lekki szok termiczny. Pokoje położone były tuż przy basenie, więc wyszłam w kostiumie i klapkach, położyłam klapki koło basenowego leżaka i chciałam dojść do oddalonego o 5 kroków basenu na bosaka. Już przy drugim kroku wiedziałam, że był to głupi pomysł, przy trzecim leciałam coraz szybciej do wody - tak gorące były płytki terakoty. Można byłoby na nich usmażyć jajka pewnie w minutę.

Basen

Drugim błędem, który popełniłam, było zostawienie otwartej walizki na podłodze. Wyrobiłam sobie już taki zwyczaj, że w krajach tropikalnych kładę walizki zawsze na jakimś podwyższeniu ( w takich pokojach są na ogół specjalne półki lub podstawki na walizki) i nigdy nie zostawiam jej otwartej, gdyż boję się pająków, węży, więc nie chcę mieć tego typu niespodzianki między ciuchami. Ale teraz tak marzyłam, by zanurzyć się w wodzie (ach, ten upał), że zostawiłam walizkę otwartą i zamknęłam ją dopiero po przebraniu się na wycieczkę na pustynię. Co miało swe skutki po powrocie z tej wycieczki... A powinno mi dać do myślenia to, że do pokojów wchodziło się bezpośrednio z patio, w oknach były gęste siatki (których szczelność zresztą zaraz sprawdziłam, gdyż były z tym problemy w niektórych pokojach w Etiopii, a tam obawiałam się malarycznych komarów), drzwi otwierały się bardzo ciężko i z szelestem, bo od dołu uszczelnione były metalową listwą a wszystkie meble stały na żelaznych nogach – skądinąd wyglądało to bardzo wdzięcznie. Czyli – pokój forteca. No, niekoniecznie. Należałoby jeszcze uprzedzić gości, aby nie zostawiali otwartych drzwi od swoich pokoi nawet na chwilę a pokojówki - aby sprzątając kilka pokoi naraz i wymieniając w nich pościel też stosowały się do tej zasady. A sami byliśmy świadkami po przybyciu do hotelu, że tak nie było.

Pokój
Nasz pokój w hotelu przy Saharze

Wycieczka do Maroka - w turbanie     Hamada w Maroku Wyruszamy na pustynię

Ale na razie wyruszyliśmy samochodami terenowymi na pustynię, aby oglądać zachód słońca. Wkrótce z szosy skręciliśmy na płaskie bezdroża pustyni kamienistej i prześcigając się wzajemnie dżipami i robiąc sobie nawzajem zdjęcia...

Dżipem na pustynie

Wycieczka dżipem na hamadę

W turbanie     Sąsiedzi

Rajd dżipem po pustyni

...dotarliśmy do rodziny Nomadów, mieszkającej na tym pustkowiu. Rodzina (matka, dwie córki i młodszy syn, gdyż ojciec i najstarszy syn pracują zarobkowo gdzieś daleko) posiada dwa namioty mieszkalne, małą zagrodę dla zwierząt, pasących się na resztkach liści z kolczastych krzewów, uplecioną z kolczastych gałęzi (typowe zeribu, znane nam z lektury „W pustyni i w puszczy”) oraz prawdziwy skarb: studnię z wodą. W związku z tym są rodziną osiadłą a nie koczującą... I mogą przyjmować gości herbatą!

Maroko - namiot Nomadów
Namiot Nomadów

zdjęcie nomadzkiego garażu
Garaż

foto - stajnia     Piec chlebowy
Stajnie i piec chlebowy

Główny namiot jest bardzo duży, zmieściło się w nim nas kilkunastu, siedzących w koło i jeszcze była druga część wolna. Zasłonięty od strony nawietrznej, wyłożony cały dywanami i kobiercami z częścią kuchenną, oddzieloną zasłoną. Pani domu zagotowała czajnik wody i zwyczajem berberyjskim nalewała ją do szklaneczek, podnosząc czajnik i opuszczając. Piliśmy taki słodki ukrop – ulepek, smakujący tak samo jak napój, którym częstowali nas Beduini w Jordanii i Egipcie. Martyna opowiadała nam o życiu tych ludzi, a pani domu, wyglądająca jeszcze całkiem młodo i towarzysząca też nam najstarsza córka siedziały bez ruchu i bez uśmiechu, emanując spokojem i godnością. Nie zakrywały twarzy, pozwalały sobie robić zdjęcia, ale na nas nie patrzyły. Jakby nie chciały się narzucać swoją obecnością. Myślałam, jaki smutny jest los takich kobiet, widzących tylko świat spod brezentowego skrawka namiotu. Przecież do szkoły też pewnie nie chodzą ( w południowo – wschodnim Maroku jest 40% analfabetów – szkoła jest bezpłatna i niby obowiązkowa, ale nikt tego nie egzekwuje i nikt nie pomaga ubogim, aby mogli posyłać dzieci do szkoły – nie ma tu instytucji opieki społecznej). Smutna, trochę wyobcowana twarz pięknej dziewczyny przywodziła mi na myśl refleksję, że nic ją zapewne nie czeka w życiu ciekawego, poza zamążpójściem oraz chowaniem dzieci i paru zwierząt, tak jak to jest w przypadku jej matki.

Na herbatce u Nomadów
Na herbatce u Nomadów

U Nomadów: kobieta    U Nomadów: dziweczyna    Przewodnik wycieczki
Nasza gospodyni oraz jej córka; z prawej - nasz przewodnik po pustyni

Nomadzkie krosno     dywaniak
Nomadzkie kobiety tkają dywaniki z włóczek i skrawków materiałów

Z sąsiedniego małego namiotu wyglądała natomiast śliczna buzia młodszej córki, nieśmiało uśmiechnięta i ciekawa świata. Zajrzałam do środka, pokazując na migi, czy mogę jej zrobić zdjęcie. W środku siedział jeszcze mały chłopiec i obydwoje z zainteresowaniem oglądali potem swoje podobizny na wyświetlaczu aparatu.

w schowaniu    dziweczynka    U Nomadów: chłopiec

Następny postój mieliśmy już w miejscu, gdzie hamada przechodziła w pustynię piaszczystą. Na skraju ogromnego ergu Chebbi czekały już na nas wielbłądy ze swoimi opiekunami, a w zasadzie dromadery, bo były jednogarbne. Każdy z nas zajął miejsce na rulonie, przytwierdzonym do garbu wybranego przez siebie zwierzęcia (bo trudno to nazwać siodłem) i ruszyliśmy długą, kolorową kawalkadą w głąb pustyni. Towarzyszyło nam liczne grono Tuaregów, ubranych w swoje tradycyjne niebieskie szaty i niebiesko – granatowe turbany na głowach. Gandory mieli bardzo ładne, wykończone tasiemką przy rękawach i beżowymi aplikacjami przy rozpięciu. Niestety, nie można było kierować wielbłądem samemu, ale może to lepiej, gdyż - w przeciwieństwie do przejażdżki na Synaju, gdzie sama przewodziłam całej karawanie, ale nie miałam gdzie się zgubić, bo do celu prowadziła jedna ścieżka - tutaj otwierała się przed nami bezkresna pustynia.

Hamada przchodzi w erg     foto - Wydma
Hamada przechodzi w erg

Maroko - wycieczka na Saharę
Na Saharze

foto - Erg
Erg

Czekające na nas wielbłądy
Czekające na nas wielbłądy

Zdjecie leżącego wielbłąda     Opiekun wielbłądów

Maroko - Wyjazd karawany
Wyjazd

Wyjeżdżamy

Staś na wielbłądzie     Staś na Saharze     Sahara - Staś na wielbłądzie
Staś zmienia środek transportu

fotografia - W głąb Sahary
W głąb Sahary

Ja na wielbłądzie

foto - Mój Tuareg     foto - cienie     Maroko - Ja na wielbłądzie

Na pustyni rozjechaliśmy się w różne strony i każdy zajął własną wydmę do kontemplacji zachodu słońca nad beżowo – pomarańczowymi wzgórzami piasku. Był to najładniejszy erg, jaki do tej pory widziałam: mięciutki, pylisty piasek formułował łagodnie pofalowane wzgórza i w zależności od oświetlenia zmieniał barwy od żółtej, przez delikatnie morelową i różową do pomarańczowej.

wycieczka na pustynię     Sahara - Wejście na wydmę

Pejzaż na obrzeżu pustyni
Na obrzeżu pustyni

Sahara - Morelowy erg

Maroko - w drodze przez pustynię     Maroko - Sahara

Siedząc na piasku na rozłożonym przez mojego przewodnika pledzie, mogłam czekać na zachód słońca. Robiłam w tym czsie zdjęcia wielbłądom i ich przewodnikom i rozmawiałam z nimi o ich pracy i domu. Jeden z nich zawiązał mi turban a drugi pstrykał mi zdjęcia moim aparatem. Potem dołączył do Stasia i latali po wydmie, aby robić co ciekawsze ujęcia. Bardzo dumny ze swoich fotograficznych umiejętności, pokazywał mi swoje zdjecia na wyświetlaczu, czekając na akceptację. Naprawdę się chłopak tym cieszył...

My z Tuaregiem

Odpoczynek 1     foto - odpoczynek 2

Sahara - Staś z wielbłądami
Rącze rumaki i ich pogromca

Stas z wielbłądem     Basia na wielbłądzie

Fotografia - na wydmie
W oczekiwaniu na zachód słońca

Ponad podziałami     Staś fotografuje
Staś wykonuje zdjęcie rozwodowe

foto - Tuareg     zza piachu



zdjęcie Tuarega

Coraz ciemniej na Saharze

Maroko - Wiązanie turbana     Podobni

wycieczka na pustynię     Ania w turbanie

A oto zdjęcia, które wtedy zrobiliśmy...

Sahara

Piasek o zachodzie     foto - wydmy o zachodzie

Zachód słońca nad pustynią     fotografia - Sahara o zachodzie

Chmury kierują się na zachód

zdjęcie z Sahary

słońce zza wydmy

romantycznie

foto - na pustyni       pomarańczowe słońce

Zachód słońca nad Saharą

Gdy tylko słońce schowało się za wydmy, nasi Tuaregowie rozłożyli przenośny sklepik z wyrobami z czarnego marmuru ze skamielinami i byli tacy mili, że... musiałam coś od nich kupić. Na szczęście nie mieliśmy zbyt dużo pieniędzy przy sobie, więc skończyło się na ładnej podstawce w kształcie ryby z okiem z amonitu. Powrót na wielbłądach przy blasku księżyca minął szybko a na miejscu postoju czekał już na nas jeden z poganiaczy z daktylami, jako że po zachodzie słońca nadszedł właśnie czas śniadania ramadanowego. Patrzyłam, z jaką wstrzemięźliwością mój przewodnik zjada tylko jednego daktyla, częstując mnie drugim i pije tylko - po całym dniu postu - mały łyk wody z mojej butelki, którą mu w zamian podstawiłam. Naprawdę, pełni godności ludzie pustyni...

foto - skamieliny              Mój Tuareg

Portret wielbłąda      Pustynia w blasku księżyca
Powrót przy świetle księżyca

Na nas czekała kolacja po powrocie do hotelu i znowu spędziłam ją pracowicie, gdyż karmiłam dużą kocią rodzinę, parokrotnie wynosząc im przed restaurację rozdrobionego kurczaka. Koty były bardzo wychudzone i znów trzeba było wykazać się zdolnościami taktycznymi, aby jedzenie rozdzielić sprawiedliwie.

Tam zostaliśmy zaalarmowani, że w jednym z pokojów znaleziono skorpiona. Siedział sobie na podłodze w holu. Właściciele pokoju zdołali mu zrobić zdjęcie, zanim czmychnął im na patio. Poszliśmy wszyscy do swoich pokojów, aby dokonać lustracji i zaraz został znaleziony kolejny skorpion pod walizką naszej młodej pary, która przyjechała na tę wycieczkę w podróż poślubną.
„- I coście z nim zrobili?” - pytamy zaaferowani.
„- Jak to co? Przykryliśmy go szklanką, bo jest malutki i zrobiliśmy mu zdjęcie”.
Polecieliśmy go obejrzeć...
         Po czym wróciłam do naszego pokoju i plując sobie w brodę, że zostawiłam przed wyjściem na basen otwarte walizki na podłodze, przeszukałam je wszystkie, przetrząsając każdy ciuch na wanną i sprawdzając kieszenie. A Staś ze stoickim spokojem poszedł spać, nie przejmując się w ogóle tutejszymi zwierzątkami, które mogłyby odwiedzić go w łóżku.

kazba
Dzień V - przełom Todry i dolina Dades


Powrót do strony głównej o Maroku

Powrót do strony głównej o podróżach

mail

14886