logo

Maroko - 2010

Dzień 4 - Z Zagory na Saharę - w kraju Nomadów

Po południu zajechaliśmy do Zagory, która była dawniej pierwszą oazą na szlaku karawan od Marrakeszu do Timbuktu, co uwidocznione jest na odpowiedniej tablicy, pokazującej kierunek i czas przebycia tego dystansu na wielbłądach (52 dni). Na tle tej tablicy zapozował nieoczekiwanie Staś, ubrany w błękitny, tuareski turban.

Centrum Zagory

W Zagorze      Maroko - Zagora
Zagora

Drogowskaz do Timbuktu

foto - Oturbaniony      Staś w drodze do Timbuktu
"Czyż nie wyglądam jak Tuareg?"

Zatrzymaliśmy się na nocleg w Zagorze w hotelu, jak ze świata baśni 1001 nocy. Jeszcze miałam w oczach nędzę Berberów z kabzy i słyszałam dumę w głosie Haratyna, że udało mu się zelektryfikować ksar a tu roztoczył się przede mną przepych hotelu, postawionego dla europejskich turystów, olśniewającego kolorami i bogactwem detali arabskiego zdobnictwa – nieprawdopodobna dysproporcja. Tak można wyobrażać sobie sułtańskie pałace (i takie widywaliśmy na wycieczce po starych stolicach Maroka). Z zewnątrz elewacja hotelu ozdobiona została „wytłoczonymi” wzorami berberyjskimi, widywanymi przez nas na murach kabz i ksarów oraz stanowiącymi często wzory na berberyjskich kilimach. Wewnątrz - wystrój prawdziwie arabski. Finezyjne stiukowe sufity, bajecznie kolorowe mozaiki na ścianach, rzeźbione portale, inkrustowane lustra, rajski ogród z basenem i ogrodowa kawiarnia wyłożona kobiercami. I byłabym nie w porządku teraz wobec siebie, gdybym udawała, że czułam z powodu tych dysproporcji jakiś dyskomfort. Po prostu byłam zachwycona i od razu poleciałam fotografować te cuda. Potem zaś poszłam pomoczyć się po upalnym dniu w basenie, obserwując przy tym, jak kelnerzy rozkładają dla nas wśród palm nad wodą misy jedzenia...

Hotel w Zagorze

Wejście do hotelu      zdjęcie - Wejście od ogrodów      Wielbłąd
Wejście do hotelu

Elewacja ogrodowa hotelu w Zagorze    foto - Elewacja ogrodowa    fotografia - wzory berberyjskie
Na ogrodowych elewacjach widać berberyjskie wzory

W ogrodzie      Widok z okna na ogród      Restauracja ogrodowa

Fontanna w ogrodzie    Fontanna hotelowa

Zdjęcie - Hol z recepcją
Hol z recepcją

Nasz pokój   
Nasz pokój

MAroko - Restauracja w ogrodzie   W restauracji
Restauracja hotelowa

A w czasie romantycznej kolacji przy basenie pod palmami i migającymi gwiazdami pojawiły się między nami głodne koty w wielkiej ilości, co spowodowało, że miałam ręce pełne (i tłuste) roboty, bo trzeba było sprawiedliwie obdzielić całe to towarzystwo. Tak więc zjadłam głównie warzywa, gdyż cały kurczak i tadżin poszedł w kocie pyszczki. Na szczęście poza mną objawiły się wtedy w naszej wycieczce inne przemiłe kocie mamy (Basia z kuzynką Marysią) i jakoś dałyśmy sobie z tym całym miauczącym towarzystwem radę.

Hotelowy ogród    Basen

Następnego dnia pojechaliśmy z Zagory w kierunku Sahary. Przez jakiś czas jechaliśmy z powrotem doliną 1000 kazb, aby po przekroczeniu rzeki Draa (co zrobiliśmy na piechotę, gdyż były ładne widoki) opuścić dolinę i zagłębić się znowu w góry.

Kazba w Maroku

Na drodze w Maroku    Dwaj przyjaciele

Most na rzece Draa    Na moście
Na moście na rzece Draa

Rzeka Draa
Rzeka Draa

Maroko - Draa
Draa

Brama
Symboliczna brama do innego regionu

Znowu marokańskie góry     Zdjęcie góry

Surowe góry Jbel Saghro, leżące w bezpośredniej bliskości Sahary, tworzą puste połacie z pojedynczymi drzewkami. Zamieszkują je Nomadzi, których spotkaliśmy w Nkob na suku.

Góry Jbel Saghro
Góry Jbel Saghro

Maroko - góry Jbel Saghro

Kolejka po wodę
Kozy karnie stoją w kolejce do studni

Nkob
W Nkob






           Nomadzcy mężczyźni ubrani w gandory, noszący na głowach turbany ze zwojów materiału (zwane rza) a na nogach sandały ze skóry i sznurka, często też uzbrojeni są w przytroczone do pasa kindżały. Ciekawe są haftowane, duże torby, noszone przez nich na ramieniu, które u nas mogłyby nosić tylko kobiety.
             Kobiety zresztą na targ nie przychodzą!

Jedynymi kobietami na suku byłyśmy więc my a Nomadzi traktowali nas, jakbyśmy były powietrzem. Szacunek, jaki żywią do kobiety, nakazuje im w ogóle nią nie patrzeć. Gdy stanęłam przed jednym z nich, aby kupić banany, musiałam odczekać pewną chwilę, aby mnie oficjalnie zauważył a i wtedy ważył mi towar i pobierał pieniądze, nie spogladąjąc na mnie. Jako turyści byliśmy w ogóle ignorowani przez tubylców, tak jak miało to miejsce na targu u Hamarów w Etiopii. Jaka to cudowna odmiana po poprzednio odwiedzanych rejonach Maroka i innych krajów arabskich, gdzie trudno opędzić się przed nachalnymi sprzedawcami.

Nomadzi w Nkob

Maroko - Nomadzi na targu w Nkob     Nomadzi na targu w Nkob

Na suku znaleźliśmy podstawowe sprzęty gospodarstwa domowego i pożywienie. Nomadzi odżywiają się bardzo skromnie: placki pieczone na blachach, dżem figowy, oliwki. Tylko na zakończenie Ramadanu jest wielka uczta – dzień barana. Na dany przez króla znak, wszyscy poddani zabijają baranki i przez 3 dni je jedzą. To największe święto muzułmańskie i wtedy już w ogóle nic w państwie nie funkcjonuje. My mogliśmy obserwować, jak wygląda taki targ baranów. Zakupione biedne zwierzęta beczą smutno, gdy ładowane są ze skrępowanymi nogami na zdezelowane samochody, przyczepy motocyklowe lub w zaprzężone w osiołki wózki, aby dojechać do domów, gdzie będą czekały na swój koniec...

Na targu w Nkob

Miodowe ciastka     foto - Poduszki
Miodowe ciastka i poduszki

Samochód z barankami na rzeź
Samochód z barankami na rzeź

Gdy opuściliśmy Nkob, Martyna opowiedziała nam o najważniejszych zwyczajach nomadzkich. Śluby aranżowane są przez rodziców pary młodej a na wesele, trwające 6 dni, zjeżdżają się z całej okolicy goście z wozami wypełnionymi prezentami. Po 5 dniach zabawy (osobno kobiety a osobno mężczyźni), w czasie których panna młoda siedzi w namiocie z zakrytą twarzą i codziennie zmienianych sukienkach, następuje noc przedślubna, udokumentowana pokazywanym ogółowi dowodemniewinności oblubienicy. A potem - ceremonia zaślubin. Młoda para konsumuje daktyle, mleko i oliwę, wymienia się obrączkami i wypowiada słowa, będące deklaracją miłości i przywiązania, które brzmią bardzo obrazowo: „Mam ciebie w wątrobie”...










     Surowe góry Jbel Saghro zbudowane są ze skały osadowej, która kiedyś stanowiła dno morskie i teraz słyną ze skamielin, których zagęszczenie jest tu imponujące. W czarnych skałach, przypominających mi bazalt, zatopione są gęsto obok siebie trylobity, amonity, jeżowce i cały region wykorzystuje ten materiał do wytwarzania... wszystkiego. Mieliśmy możliwość podziwiania różnych sprzętów, wykonanych z tutejszego czarnego marmuru z polerowanymi skamielinami, w restauracji, gdzie zatrzymaliśmy się na pyszny omlet berberyjski. Największe wrażenie zrobiła na mnie marmurowa umywalka z blatem w łazience – była unikalna.









Hotel Meteory     W hotelu

W restauracji w MAroko
Hotelowy hol z marmurowymi stolikami i portretem króla

Omlet berberyjski     Marmurowe umywalki
Berberyjski omlet i marmurowa umywalka ze skamielinami

W hotelu w Maroku    berberyjski mebelek    Kilim  berberyjski
Wystrój restauracji z elementami berberyjskimi

Jadąc dalej zatrzymaliśmy się na chwilę na pustkowiu, aby poszukać odłamków skał ze skamielinami. Po opuszczeniu autokaru zostaliśmy ogarnięci żarem, który bił nawet od ziemi. Na pobliskim wzniesieniu rozsypaliśmy się na różne strony z oczyma wlepionymi w gładką, czarno – popielatą skałę, szczodrze okraszoną okrągłymi i owalnymi wypukłościami skamielin. Niektóre wyglądały jak koliste geody i może nimi były. Niestety, aby coś odłupać, trzeba by było mieć młotek i przecinak, więc skończyło się na zebraniu kilku okruchów z wtopionymi cząstkami skamielin. Ze szczytu wzgórza Staś wypatrzył rzeczkę i chyba nad nią wypoczywał właśnie człowiek, który nagle pojawił się przed nami, pędząc na złamanie karku w czterdziestostopniowym upale na rowerze, aby nam zaoferować do sprzedania swoje zbiory.

Pustkowie

Zbieramy skamieliny     Ja

foto - Amonit     zdjęcie - Ryba

MAroko - krajobraz pustynny

Rzeka wkrótce stała się dobrze widoczna, gdyż wjechaliśmy w rejon Tafilalt na przedpolu Sahary, obejmujący tereny najważniejszej gospodarczo oazy kraju, położonej w dolinach rzek Ziz i Ghris. Jest to ważny ośrodek uprawy palmy daktylowej a w średniowieczu istniał tu ksar, położony na trasie karawan zmierzających z Tangeru do miast handlowych nad Nigrem w głębi Afryki przewożących z powrotem złoto. Tereny te należały do Alowitów (z których wywodzi się obecnie panująca dynastia) i do dziś żyje legenda o ukrytym tu gdzieś zasypanym złotym mieście.

Rejon Tafilalat     foto przez daktyle...

My po południu dojechaliśmy do Erfoud – zupełnie nie złotego miasta w dolinie rzeki Ziz, głównego ośrodka miejskiego oazy Tafilalt. Obecnie Erfoud słynie przede wszystkim z zakładów obróbki czarnego marmuru oraz organizowania turystycznych wycieczek na Saharę, która jest tuż, tuż.

na wielbłądzie
Dzień IV - Wycieczka na Saharę


Powrót do strony głównej o Maroku

Powrót do strony głównej o podróżach

mail

2945