logo

Maroko - Fez

Cały następny dzień poświęcamy na poznanie Fezu - historycznego miasta, kulturalnej, religijnej i intelektualnej stolicy Maroka, jednej z ostatnich ostoi średniowiecznej cywilizacji na świecie, gdzie handel i rzemiosło przetrwały w niezmienionej formie przez tysiąc lat.

brama miejska w Fezie



   Hotel mamy położony tuż przy jednej z bram do mediny, możemy więc słuchać jej odgłosów, przerywanych 5 razy w ciągu doby nawoływaniem muezinów do modlitwy i namacalnie wręcz wdychać atmosferę miasta. Po zagłębieniu się w wąskich uliczkach ma się wrażenie poruszania po niekończącym się labiryncie. Rzeczywiście feska medina zajmuje bardzo duży obszar, którego całość można dopiero ogarnąć ze wzgórza po drugiej stronie rzeki: mur otaczający miasto, bramy wjazdowe, niezliczone dachy domów z wybijającymi się nad nimi zielonymi dachami meczetów i medres oraz strzelistymi minaretami. Widać stamtąd świetnie meczet Al.-Karawijjin z IX wieku z uniwersytetem, w którym studiowali również europejscy uczeni, przenosząc arabskie pojęcia matematyczne do nauki zachodniej.


Maoko - Fez
Panorama Fezu

Fez - medina
Zbliżenie na feską medinę

brama królewska  foto - marokańskie arabeski
Przed wejściem do pałacu królewskiego

brama





   Po obejrzeniu fantastycznych bram pałacowych (król posiada pałace we wszystkich większych miastach, a jego portrety są wszechobecne), przedostajemy się przez bliską naszego hotelu niebieską bramę Bab Bu Dżelad na teren starego miasta i od razu znajdujemy się w innym świecie: trzy tysiące wąskich uliczek, kluczących, zatłoczonych, zapełnionych straganami z nieprzebraną ilością bajecznie kolorowych towarów, napierających na zmysły zapachami i dźwiękami.

drzwi do pałacu

uliczka w medinie



   Uliczki grupują się w dzielnice „branżowe”, w płynny sposób przechodzące jedna w drugą. Każda dzielnica ma własny meczet, szkołę koraniczną, fontannę, hamman (zbiorową łaźnię) oraz piekarnię. Najbliższy naszego hotelu suk spożywczy próbowaliśmy poznać poprzedniego wieczoru sami, poruszając się tylko po linii prostej, aby się nie zgubić. (Ala twierdzi, że w razie czego każdy mieszkaniec mediny z chęcią wyprowadzi zbłąkanego turystę poza mury, ale woleliśmy tego nie weryfikować). Mijaliśmy stoiska z zatrzęsieniem owoców, przypraw, ciast i mięsa. Największe wrażenie sprawiły na nas głowy i nie oprawione tusze zwierzęce, wiszące na hakach przy stoiskach . Głowy baranów (z rogami i patrzącymi na nas oczami) były najliczniejsze, ale widzieliśmy też głowy wielbłądów! U nas mięso w sklepach jest zdecydowanie bardziej „anonimowe”.

Teraz chodzimy posłusznie za Alą i lokalnym przewodnikiem po zaułkach, odwiedzając najważniejsze zabytki: meczet Al-Karawijjin, grobowiec sułtanów z dynastii Merinidów (do obu możemy zajrzeć tylko z zewnątrz), fontannę Najjarine. Wewnątrz możemy zwiedzić medresę Bu Inania, czyli uniwersytet koraniczny, olśniewający misternymi ornamentami marmurowych sztukaterii oraz rzeźbionymi w cedrze łukami i fryzami. To niesamowite, jak bogate może być arabskie zdobnictwo. Fez otrzymał od UNESCO sporo pieniędzy na renowację zabytków i teraz wiele sztukaterii jest pieczołowicie odnawianych, ale dużo jest jeszcze do zrobienia, aby zachować niszczone przez stulecia domy.

Fez - medresa  foto medresy Bu Inania
Dziedziniec medresy Bu Inania

arabskie okno  arabskie zdobnictwo  drzwi w medersie
Elementy zdobnicze uniwersytetu

uliczka





   Zagłębiamy się w gąszcz uliczek, mijając sklepiki a czasem surowe domy z wąskimi drzwiami i małymi oknami. Ale nawet, jeśli dom z zewnątrz wygląda obskurnie, schody za drzwiami wyłożone są kolorowymi kafelkami. Mieszkańcy arabskich miast nie przywiązują wagi do wyglądu fasad swoich domów, wszystko co wartościowe umieszczając wewnątrz. „W środku oni mają pałace” – mówi Ala.

w medinie

osiołki





   Od czasu do czasu musimy docisnąć się do ściany mijanego domu, gdyż całą szerokość uliczki zajmuje osiołek przenoszący wielkie paki towaru lub bele materiałów czy skór do sklepów. Jest to jedyny środek transportu w medinie. Zabawnie wygląda taki osiołek, przenoszący pudełka z komputerami czy monitorami (bo sklepy w nowoczesną elektroniką są w tutaj też). Niestety wiele z osiołków wygląda mizernie – mają obtarcia skóry od uprzęży.

osioł


Wędrujemy od dystryktu do dystryktu. Najpierw przechodzimy przez dzielnicę złotników i brązowników. Przepiękne wyroby posrebrzane lub pozłacane, misternie grawerowane w orientalne wzory tace, lampy, lustra, zastawy stołowe zachwycają maestrią wykonania. W feskiej medinie wszystko robi się jak przed wiekami. Do sklepów przylegają warsztaty produkcyjne, w których mistrzowie wprowadzają w tajniki fachu swych następców. Wchodzimy do takiego przysklepowego warsztatu. Są tu tak piękne rzeczy, że trudno oderwać od nich oczy.

zdjecie - na suku  wyroby ze złota
W sklepie z wyrobami ze srebra i złota

Sprzedawca tłumaczy nam proces produkcyjny: najpierw wykonuje się wyrób z brązu, potem posrebrza się go lub pozłaca, a następnie rylcem i małym młoteczkiem wybija na nim misterny wzór kropka po kropeczce. Niektóre wyroby są jeszcze dodatkowo inkrustowane. Na naszych oczach powstaje talerz. Jestem tak oczarowana, że stwierdzam, że muszę coś kupić i wybieram dla córki, która lubi pić różne ciekawe herbaty, srebrny czajniczek do parzenia z tacką. Po prostu cudo. Grawer wybija na nim po arabsku imię córki i datę. Jestem tak zachwycona, że nawet się nie targuję.

kunszt rękodzielnictwa marokańskiego  złocone patery
Platerowane i wytłaczane w różne wzory talerze



Fez - dzieła sztuki  foto - marokański talerz
Misternie wykonany talerz i złocony wielbłąd

my w galabijach






     Idziemy dalej. Następny przystanek mamy w sklepie z tradycyjnymi ubraniami. Na wieszakach wiszą rzędy wielokolorowych galabii i kaftanów. Sprzedawca wybiera spośród nas Stasia, aby na nim zaprezentować granatową męską galabiję. Mąż wygląda w niej jak prawdziwy Ali Baba (brakuje mu tylko 40 rozbójników). Tak się zabawnie składa, że ja zostaję wybrana do prezentacji kaftanu, czyli kobiecego stroju weselnego, składającego się ze spodniej sukni bez rękawów i wierzchniej z rękawami, za to rozpinanej z przodu i z bocznymi wycięciami. Jako strój na specjalne okazje, suknie te są szczególnie bogato zdobione. Moja jest w kolorze głębokiej czerwieni, z wierzchnią szatą wykonaną z cieniutkiego materiału przetykanego złotą nitką, ze złotymi, haftowanymi lampasami i wykończeniem dekoltu oraz czerwono – złotym paskiem. Gdy stajemy oboje przed naszą widownią, wzbudzamy ogólny aplauz.











galabije  Fez -sklep z ubraniami
W sklepie z bajecznie kolorowymi ubraniami

No a potem sprzedawcy ruszają do ataku. Ja zostaję zachęcana do kupna kaftanu, który przymierzałam. Ale zdecydowanie odmawiam. Jest piękny, to fakt, ale na co mi taki strój? Na bal przebierańców się nie wybieram, a do teatru mam wystarczająco wieczorowych kreacji. Żeby to jeszcze był materiał naturalny – bawełna lub jedwab, to można byłoby się zastanawiać. Ale to syntetyk, a ja w takich z zasady nie chodzę. Chyba moja odmowa tylko zachęciła sprzedawców do dalszych starań. Ciągle mnie zaczepiali, schodząc z pierwotnej ceny. Ale ja naprawdę nie byłam zainteresowana. Kiedy mnie spytali, za ile kupiłabym strój, zaśpiewałam 1/10 ceny, żeby po prostu ich zniechęcić. Ale pracownicy sklepiku wzięli sobie chyba za punkt honoru dokonanie tej transakcji. Gdy już wychodziłam ze sklepu, zostałam złapana za rękę z potwierdzeniem mojej oferty i dodatkowo wciśnięto mi do kompletu czerwony sznureczek do przewiązania na głowie. I tak zostałam za śmiesznie niską cenę właścicielką pięknego kaftanu, w którym znakomicie bawiłam się w następnym roku na Sylwestra…

Fez - fontanna Najjarine



   Po emocjonującej wizycie w sklepie odzieżowym, odbywamy dłuższy spacer po suku, dochodząc do grobowca sułtana Mulaja Indrisa II, założyciela Fezu. Następnie koło słynnej fontanny Najjarine dochodzimy do dzielnicy stolarzy. Oglądamy tam kolejne fantastyczne dzieła sztuki – intarsjowane drewniane meble. Zaskakują nas też olbrzymie drewniane trony obijane srebrno – złotą blachą. Okazuje się, że są to meble do noszenia panny młodej w czasie ceremonii zaślubin.

tron ślubny  ja

Następny dłuższy postój, po przejściu koło meczetu Al-Karawijjin (który niestety jest w renowacji, ale zwiedzimy go w czasie następnej podróży do Maroka)...

meczetu Al-Karawijjin  Fez - renowacja bramy
Meczet Al-Karawijjin

przypada na sklep z dywanami, mieszczący się przy tkalni. Przy okazji zostajemy wpuszczeni do tradycyjnego domu i mamy wreszcie możliwość obejrzenia go od środka. Wewnętrzne zadaszone patio z posadzką wyłożoną kafelkami otoczone jest dwupiętrowymi krużgankami, które tutaj służą do ekspozycji dywanów. Domy zamieszkują rodziny wielopokoleniowe: parter należy do rodziców, piętra do żonatych synów (u muzułmanów zawsze kobieta wprowadza się do mężczyzny). Życiem domowym rządzi teściowa. Synowa nie ma nic do gadania i przejmuje rządy w domu dopiero po jej śmierci.

W sklepie z dywanami      Zostajemy usadzeni na ławkach na udekorowanym wielkimi dywanami patio i poczęstowani herbatą. Jednocześnie odbywa się prezentacja towaru od jednobarwnych, cienkich tkanych kilimów bawełnianych, które mogą służyć również jako narzuty na łóżka, po coraz bardziej wzorzyste i puchate strzyżone dywany wełniane, wykonane techniką węzełkową. Narzuty o prostych wzorach tkają mężczyźni, bardziej wzorzyste dywany wykonują kobiety. Bajeczne kolory uzyskiwane są z barwników naturalnych. Dominuje kolorystyka ciepła: żółty, pomarańczowy, czerwony, brunatny. Wzory są inne niż tradycyjne perskie, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni w naszych sklepach. Tu nadaje ton styl berberyjski – wyraźne, duże geometryczne formy, czasami występują wśród nich mniejsze symbole, takie jak węże, romby, krzyże, mające na celu odstraszenie „złych uroków”. Berberowie są bardzo zabobonni - do dziś stosują amulety a ich wspaniałe dzieła sztuki zawsze zawierają jakiś specjalnie zrobiony defekt, jako zabezpieczenie przed rzuceniem „złego uroku” przez kogoś zawistnego. Bardzo mi się ten oryginalny styl podoba i znów żałuję, że nie potrzebuję już żadnego dywanu czy kilimu. (Nawet jeden piękny, przedwojenny kilim po wujku czeka w domu na powieszenie, gdyż po kilkunastu latach jego obecności w pokoju, rodzina stwierdziła, że woli mieć dla odpoczynku kawałek białej ściany)

dywany marokanskie i berberyjskie - kalejdoskop wzorów  foto - orgia kolorów
Dywanowe szaleństwo

patio z dywanami

Gdy cała podłoga patio zarzucona jest już dywanami a nasi koledzy zaczynają żmudne targi, my z mężem, zachęceni przez właścicieli, wchodzimy po schodach na wyższe piętra, dyskretnie zaglądając do mijanych pokoi. Widzimy starodawne warsztaty tkackie z rozłożoną robotą, a na ścianie wisi tak ciekawy berberyjski gobelin, że aż robię mu zdjęcie, planując, że sama kiedyś wykonam podobny. Wykonany jest techniką mieszaną, o niejednolitej fakturze, podzielony na kwadraty, jedne tkane, inne strzyżone jak dywany; kwadraty tkane zawierają dodatkowo haft włóczkowy. Wszystko w tonacji brązowej. Oryginalny i piękny. Stoję przed nim dłuższą chwilę, ale jakoś nikt nie kwapi się, aby mi go zaoferować…

berberyjski dywan


Wreszcie wychodzimy z mężem na taras dachowy, aby tam podziwiać panoramę mediny z góry: dachy, dachy, na każdym duży talerz anteny satelitarnej (przecież poza zakupami, plotkami i kąpielami w hammanie, główna rozrywka zamkniętych w domach muzułmańskich kobiet to oglądanie tasiemcowych seriali), nad wszystkim górują minarety.

Maroko - feska medina  minaret
Medina widziana z dachu domu;                minaret

Po szczęśliwym dla jednej z rodzin zakupie kilimu, udajemy się pomiędzy straganami z dywanami i kolorowymi belami materiałów kawałek dalej do kolejnego sklepu z warsztatem. Tyle, że tutaj właściciele specjalizują się w wyrobie materiałów z bawełny i sizalu (cieniusieńkiego jedwabiu). Znowu, przechodząc przez sklep, lądujemy na dużym patio, zapełnionym tradycyjnymi warsztatami tkackimi i możemy obserwować, jak powstaje materiał. I przebierać w ogromnej palecie kolorów rozwieszonych chust. Wszystkie barwy uzyskiwane są w sposób naturalny: żółty – z szafranu, brązowy – z henny, czerwony – ze specjalnych skorupiaków morskich (tych z okolic Essaouiry), zielony – z arcydzięglu. Chusty są bawełniane, jednobarwne z jedyną ozdobą w postaci sympatycznie wiązanych frędzelków lub cieniutkie, jak mgiełka, sizalowe połyskujące w delikatny wzorek. Zaraz przyskakuje do nas obsługa w postaci sympatycznego młodzieńca, który wprawnie zawiązuje naszemu koledze turban na głowie. Kupuję żółtą bawełnianą chustę dla narzeczonej syna, lekko tylko się targując dla zasady (później Gosia wybierze dla siebie chustę sizalową, którą nabyłam na lotnisku przed odlotem, a tę zostawiam sobie - zjechała już ze mną od tej pory kawałek świata)

Fez - warsztat tkacki  kalejdoskop kolorów
Stary, tradycyjny warsztat tkacki oraz próbniki kolorów chust

złota umywalka

Jesteśmy już mocno oszołomieni bogactwem i ferią barw feskiego suku (przechodzimy na przykład pod dyndającą pod łukiem bramy złotą umywalką), ale czekają nas jeszcze emocje. Ostry zapach (żeby nie powiedzieć smród) wskazuje nam, że zbliżamy się do dzielnicy garbarzy. Mijamy coraz więcej osiołków, targających zwoje farbowanych skór i przechodzimy z uliczki na duże wewnętrzne podwórze, zabudowane wielkimi basenami z płynami w różnych kolorach. Jesteśmy na unikalnym miejscu, gdzie od tysiąca lat w niezmieniony sposób garbowane i farbowane są skóry. Najpierw przez wiele dni moczy się je w garbnikach, wśród których poczesne miejsce zajmuje mocznik i ptasie guano (to stąd ten zapach) - w kadziach z biało – niebieską mazią. Potem następuje proces zmiękczania. A na końcu farbuje się je w basenach zawierających naturalne barwniki. Pomiędzy poszczególnymi etapami skóry suszą się rozpięte na okolicznych murach.

osiołek wiezie skóry


Fez  - dzielnica garbarska   foto - dzielnica garbarska w feskiej medinie
Widok z góry na dzielnicę garbarską

Ala prowadzi nas po schodkach do sklepu ze skórzaną galanterią, skąd całą „fabrykę” widać świetnie z góry. Rzeczywiście widok jest niesamowity! Między basenami po wąskich murkach poruszają się ludzie, mieszający skóry w kąpieli. Niektórzy stoją w kadziach po pas; ciekawa jestem jak wyglądają ich nogi, chyba są trwale ufarbowane. Ala mówi, że intensywne wyziewy, zwłaszcza latem, gdy jest tu ponad 40 stopni w cieniu, powodują, że jest to praca bardzo ciężka i wyniszczająca.

kadzie do garbowania i farbowania skór
Kadzie z jasnoniebieskim płynem służą do garbowania, kadzie kolorowe do farbowania skór

farbowanie skór  Fez - tradycyjna farbiarnia
To miejsce i technologia obróbki skór nie zmieniły się od tysiąca lat

W sklepie oglądamy efekt tej pracy, jak zwykle w Maroku, wspaniały. Kurtki, torby, buty, babosze, pufy, domki dla zwierząt, w najróżniejszych kolorach i wzorach. Dotykam skóry: mięciutka, delikatna, bezwonna. Niektóre wyroby są bogato haftowane kolorowymi, jedwabnymi nićmi. Zachwycona wybieram dla córki „najpiękniejsze babosze świata” w kolorze jasno - liliowym, misternie wyszywane nitkami o delikatnej łososiowej i złocistej barwie. Jak okazuje się dzisiaj, wybór trafny, gdyż nie tylko pantofle były śliczne, ale i doskonałej jakości: mimo, że skóra jest mięciutka, wytrzymała półtora roku codziennego użytkowania, tylko szwy trochę przetarły się od spodu po bokach.

sklep ze skórami
W sklepie z wyrobami skórzanymi

Po opuszczeniu sklepu, przewodnik odprowadza nas w pobliże naszego hotelu, ale mamy jeszcze dużo czasu do obiadokolacji, więc ogarnięci szałem zakupów, zostajemy na suku. Musimy jeszcze kupić parę upominków dla pozostałych członków rodziny i mamy już rozeznanie, co chcemy i jakie panują tu ceny. Opanowując już trochę sztukę targowania się, kupujemy pamiątkowe T-shirty, pudełko ładnych, pachnących szachów dla syna, wykonanych z drewna cytrynowego i tujowego oraz drobiazgi z tui, odznaczające się ciekawymi wzorami słojów: spinki do włosów, amforę na pachnidło.

Wieczorem korzystamy z propozycji naszej przewodniczki i udajemy się z nią na wieczór folklorystyczny do pobliskiej restauracji. Po pokonaniu pustej uliczki mediny, zatrzymujemy się przed białą, surową ścianą, która nie wyróżnia się niczym szczególnym, nawet napisem. Wąskim przejściem przedostajemy się do innego świata. Wnętrze restauracji nawet po tym wszystkim, co już widzieliśmy, zaskakuje nas wystawnością.

w restauracji       Obszerne, wysokie na kilka pięter, z galeriami podtrzymywanymi przez kolumny, ze ścianami wyłożonymi mozaikami i stiukowymi arabeskami na fryzach i kapitelach kolumn. Środek marmurowej, wyłożonej dywanami posadzki jest wolny, a dookoła pogrupowane są przytulne miejsca dla gości. Po zamówieniu przez gości posiłku rozpoczynają występy różni artyści: zespół w pasiastych galabijach i fezach na głowach, grający muzykę marokańską; dwóch śpiewaków, prezentujących pieśni gnava – jeden z grzechotkami a drugi grający na trzystrunowym instrumencie w kształcie korytka, obaj w czapeczkach wyszywanych muszelkami; kilkuosobowy zespół bardzo sprawnych młodzieńców, którzy wykonują popisy ilustracyjno- akrobatyczne w takt rytmu wybijanego przez siebie na różnych instrumentach perkusyjnych (kojarzy mi się to z tańcami orientalno - afrykańskimi). Nie zabrakło oczywiście obowiązkowego tańca brzucha w wykonaniu będącej już w latach, ale ciągle atrakcyjnej arabskiej tancerki w skąpym stroju z dzwoniącymi ozdobami oraz wschodniego fakira, połykającego sztylety i ogień. Na koniec zaprezentowano nam scenkę obyczajową – zaślubiny, w wykonaniu samych turystów: przebrano ich w kaftany za drużki i narzeczonych (strój panny młodej kapał od złota a na głowie miała unieruchamiający ją całkowicie, wysoki sztywny stroik z koroną), a następnie wniesiono pannę młodą na tronie i w trakcie „uroczystości” kilkakrotnie obnoszono dookoła. Doszliśmy do wniosku, że również pod tym względem nasze dziewczyny mają lepiej – mogą bawić się na swoim weselu, a nie tylko pełnić rolę dekoracyjną.

śpiewacy gnava  panna młoda
Występy folklorystyczne

występy folklorystyczne  wieczór marokański
Pieśniarze wykonujący pieśni niewolników - gnava;               Panna młoda

Naładowani wrażeniami zasypiamy w hotelu ukołysani do snu śpiewem muezina...

Marrakesz Dzień VI - Marrakesz

Powrót do strony głównej o Maroku

Powrót do strony głównej o podróżach


Odnośniki:


Medresa – szkoła koraniczna, gdzie nauka zasad islamu i interpretacji świętej dla muzułmanów księgi Karanu trwała nawet 10 lat z powrotem

Henna od wieków służy również kobietom arabskim do malowania oczu i wykonywania skomplikowanych rysunków na dłoniach i stopach, jako zabieg upiększający. Wszakże ortodoksyjnym muzułmankom wystawały spod zawojów ubrań i chust tylko oczy, dłonie i stopy a prawdziwe kobiety podobno chcą się wyróżniać w tłumie z powrotem

mail

4622