logo

Kenia, Tanzania - 2011

Tak jak w poprzednich latach wyruszyliśmy w czasie ferii zimowych do ciepłych krajów. Tym razem przygotowaliśmy się do wyjazdu wcześniej, więc udało nam się dostać na wycieczkę marzeń - do samego serca Czarnego Lądu: do Kenii i Tanzanii na safari.

Było to rzeczywiście pragnienie z lat dzieciństwa, zarówno moje, jak i męża. Staś od lat młodości zaczytywał się w przygodach Tomka Wilmowskiego i po pochłonięciu przygód „Tomka na Czarnym Lądzie” zapragnął pojechać do Afryki, gdy będzie dorosły. Ja czytałam z wypiekami w „Pustyni i w puszczy” i opisywana tam przyroda i ludzie jawiły mi się jako coś bardzo egzotycznego i nieosiągalnego. Oglądane w telewizji filmy dokumentalne Szwarc – Bronikowskiego działały na moją wyobraźnię. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że podróż do Afryki będzie dla mnie kiedyś możliwa do zrealizowania. W latach sześćdziesiątych, na które przypadało moje dzieciństwo, nawet podróże do ościennych krajów socjalistycznych były czymś bardzo rzadkim. Wszyscy siedzieliśmy okopani za żelazną kurtyną i jeśli na cokolwiek oczekiwaliśmy, po raczej na kolejną wojnę a szczytem szczęścia było zdobycie pralki „Frani” czy elastycznych rajstop.

W naszym domu na parterze mieszkał pewien pan, nie wiem, dziennikarz, czy dyplomata, który powiesił sobie na ścianie afrykańskie, malowane, drewniane maski. Kiedy przechodziłam wieczorem koło jego okna, zawsze na nie patrzyłam, wzdychając, że ja nigdy nie będę mogła pojechać do takiego odległego, nie tylko geograficznie, kraju i nigdy nie będę posiadała dzieła sztuki z tak odmiennej od naszej kultury. Być może wtedy zakiełkowało we mnie też pragnienie, aby kolekcjonować drewniane rzeźby. Obecnie w naszym domu jest dużo regionalnych rzeźb zbieranych latami, przywożonych z każdej dalszej podróży. Ale jeszcze do tej pory nie przywiozłam sobie żadnej maski – bo one zarezerwowane były na czarną Afrykę, gdyż miały być pieczęcią, dokumentującą, że to, co kiedyś uważałam za nieosiągalne, stało się rzeczywistością.

Kenia - jedziemy na safari   Tanzania - jedziemy na safari
Jedziemy na safari

Masajowie pod Kilimandżaro
Masajowie pod Kilimandżaro

Kenia  - Pod Kilimandżaro    Ze strażnikiem w Mzima Springs - Kenia
Pod Kilimandżaro - zdjęcie w rodzaju: tu byliśmy :) i ze strażnikiem PN

Tanzania - W PN Senergetti
Staś wypatruje zwierzyny w paru narodowym Serengeti

Antylopy    Ocelot
Coś wypatrzył ;)

Ale stało się. Wyruszamy. Po długim locie z międzylądowaniem po paliwo w Hurghadzie, w czasie którego mogę na chwilę wyprostować nogi i powdychać świeżego powietrza, stojąc na trapie przy kabinie pilotów (owiewa mnie gorąco i już zapominam, że kilka godzin temu wyruszaliśmy z mroźnej Polski) i po oglądaniu wspaniałych widoków na wijący się w dole nitkowaty Nil, lądujemy w godzinach wieczornych w Mombasie.

Odprawa przebiega szybko i sprawnie, wymieniamy pieniądze w kantorze na lotnisku i wita nas rezydentka naszego biura podróży, usadzając nas w autobusach. Jazda do hotelu nie dostarcza wielu wrażeń, pani rezydentka zaś dostarcza parę informacji praktycznych, radząc, aby nocą do mieście raczej się nie włóczyć i uważać na złodziei.

Mombasa - Kwitnący krzak Mamy krótki czas na zaniesienie walizek do pokojów, które mieszczą się w bungalowach. Przed naszym wita nas jaszczurka a w środku znajdujemy kolację dla niej w postaci dużych czerwonych mrówek. My na kolację idziemy już po ciemku do pawilonu, który mieści się tuż nad oceanem - słyszymy jego szum, ale go nie widzimy, gdyż wybrzeże jest nieoświetlone. Za to po posiłku dla rozprostowania nóg i odetchnięcia świeżym powietrzem robimy mały spacer po wybrzeżu i hotelowym ogrodzie, podziwiając kwitnące krzewy. Niektórych jeszcze nie widzieliśmy: bardzo podobają mi się takie, które mają kwiatostany w kształcie mięsistych gwiazdek o ostrych barwach. Mimo późnej pory otaczające nas powietrze oblepia nas gorącem. Patrzymy w niebo. Czy widać Krzyż Południa – przecież samolotem przekroczyliśmy równik i jesteśmy już na drugiej półkuli – po raz pierwszy w życiu. Ale nie wiemy, jak go rozpoznać. Na południu są dwie gwiazdy konkurujące ze sobą jasnością. A krzyż Południa powinien chyba wyglądać jak... krzyż. Trzeba było lepiej przygotować się przed wyjazdem z Polski...

Jak cudownie jest wykąpać się i wyciągnąć nogi w łóżku po całym dniu spędzonym w samolocie. Wkrótce zasypiamy na krótko pod moskitierą. Jutro wyruszamy do Tanzanii.



Kenia - Masaj    Dzień I - podróż do Tanzanii

Park Narodowy Manyara - małpa niebieska    Dzień II - Park Narodowy Manyara, krater Ngorongoro

Serengeti - hipopotam    Dzień II - podróż do Parku Narodowego Serengeti

Serengeti - lew   Dzień III - safari w Parku Narodowym Serengeti

agama w Serengeti    Dzień III - safari w Parku Narodowym Serengeti cd.

Tanzania - zebry    Dzień IV - przejazd z Serengeti do Ngorongoro

Ngorongoro - ocelot    Dzień IV - safari w Ngorongoro

Amboseli - słoń    Dzień V - przejazd do Kenii, safari w PN Amboseli

Kilimandżaro    Dzień VI - z wizytą u Masajów u stóp Kilimandżaro

Mzima Spring w Kenii - koczkodan    Dzień VI c.d. - rezerwat Mzima Spring

Tsavo West - żyrafa    Dzień VI i VII - safari w PN Tsavo West, przejazd do Mombasy

View Kenia i Tanzania in a larger map

Przesyłam serdeczne podziękiwania dla pana Artura Bujanowicza, którego wspaniałe zdjęcia ptaków można podziwiać na jego stronie, za pomoc w określeniu nazw niektórych ptaków, które trudno było mi, laikowi, rozpoznać.

Powrót do strony głównej o podróżach

mail

290