logo

Tatry

Giewont

Giewont jest najbardziej rozpoznawalną górą Tatr. Choćby dlatego, że w pogodne dni rzuca się nam w oczy z Zakopanego. Tworzy spektakularną scenerię dla miasta i przyciąga w góry jak magnes ze względu na swą majestatyczną sylwetkę i niezwykłą rzeźbę pionowych urwisk, obiecujących ekscytujące doznania tam w górze. No i ten charakterystyczny krzyż na szczycie - nie sposób go pomylić. A jednocześnie, mimo swego groźnego wyglądu od strony północnej, jest górą ogólnie dostępną, ze względu na łatwe podejście od południa. I dlatego też jest celem licznych wycieczek – czasem nawet wycieczek ludzi nieprzystosowanych jeszcze do chodzenia po górach. W sezonie z reguły przy wejściu na szczyt ustawiają się długie kolejki.

Giewont z Tatrami
Panorama Tatr z Giewontem

Giewont nad Zakopanem
Giewont

Giewont
Giewont widziany z Gubałówki

Giewont z Gasienicowej
Giewont widziany od wschodu

Giewont, mimo swej wielkiej popularności, jest górą niebezpieczną. Co prawda ostatnie podejście na skalny szczyt jest dobrze zabezpieczone łańcuchami, ale też ze względu na to żelastwo i żelazny krzyż na szczycie jest szalenie niebezpieczne w czasie burzy. Giewont działa jak perfekcyjny piorunochron i należy się trzymać od niego z daleka, jak tylko widzimy w okolicy oznaki chmur burzowych - trzeba z niego uciekać i to prędziutko. A jak to zrobić prędziutko, gdy ścieżka na szczyt jest jednoosobowa i wokół na łańcuchach wisi dużo innych osób - a w dole straszą przepaście? Inne niebezpieczeństwo występuje przy mgle lub dużej ulewie – należy bezwzględnie trzymać się szlaku, gdyż zboczenie z niego przy ograniczonej widoczności kończy się spadkiem do pół kilometrowej przepaści. Dlatego też góra ta ciągle niestety pochłania ofiary spośród nieostrożnych turystów.

Giewont z boku
Strzeliste turnie Giewontu od zachodu

Giewont i kotlina
Giewont króluje nad Zakopanem

szczyt Giewontu
Te przepaście pochłonęły już wiele ofiar

Z tego też względu ja uważam, że Giewont, owszem, należy zdobyć, ale raz w życiu wystarczy – choć widoki z niego na leżące w dole Zakopane i całe Podhale są jedyne w swoim rodzaju i rzeczywiście niezapomniane. Ja byłam na nim dwa razy – raz w latach młodości, a drugi raz z dziećmi, żeby one też mogły to przeżyć (syn zdobył Giewont po raz pierwszy z tatą, gdy miał 9 lat a córka w czasie naszej wspólnej wyprawy rok później, gdy miała lat 6). Trzeci raz próbowałam w zeszłym roku i już podchodziłam na szczyt, ale wycofałam się, gdyż usłyszałam grzmoty dochodzące z okolicy Tatr Wysokich. Dobrze zrobiłam, ponieważ burza mnie spotkała, gdy już w lesie, blisko Doliny Strążyskiej. Ale oczywiście Giewont należy zdobyć choć raz – to dla turysty tatrzańskiego jak pasowanie na rycerza a pamiętajmy, że gdzieś w czeluściach tej góry śpią rycerze, którzy mają się zbudzić, gdy nasza Ojczyzna znajdzie się w niebezpieczeństwie. Jak do tej pory się jeszcze nie zbudzili – widocznie wiedzieli, że Polska jakoś poradzi sobie bez nich. I niech tak będzie w przyszłości :)

Giewont romantyczny
Według legendy, gdzieś we wnętrzach Giewontu śpią rycerze

Na Giewont można wejść (i zejść) od kilku stron: od wschodu z Doliny Kondratowej (znaki niebieskie), od południa z rejonu Czerwonych Wierchów (znaki żółte) i od zachodu z Doliny Strążyskiej (znaki czerwone) lub Doliny Małej Łąki (znaki żółte).

Trasa Kuźnice – Hala Kondratowa - Giewont – Dolina Strążyska
Długość trasy: 5,5 km – Kuźnice – Giewont, 6 km Giewont – Dolina Strążyska - razem 11,5 km
Czas przejścia: 5 godz
Różnica wysokości: 900 m w górę, 1050 m w dół
   znaki niebieskie: Kuźnice - Giewont,
   znaki czerwone: Giewont – Dolina Strążyska



Zaczynamy w Kuźnicach przy stacji kolejki linowej. Idziemy bitą drogą lekko pod górę za znakami niebieskimi po drodze Brata Alberta, mijając jego pustelnię i klasztor sióstr albertynek. Po około 25 minutach dochodzimy do Polany Kalatówki, skąd już mamy ładne widoki na Tatry, głównie rejon Kasprowego Wierchu, ale też Kopę Kondracką i, odpoczywając chwilę przy schronisku, możemy poobserwować, jak kursuje kolejka linowa. Dalej idziemy przez lasy do Hali Kondratowej. W pewnym momencie z prawej strony wyłania się, na początku malutki, szczyt Giewontu z krzyżem. Idąc obserwujemy u góry ładne ściany Długiego Giewontu, pokryte wzorkiem skał, łąki i kosodrzewiny. W 2014 r., gdy szłam tamtędy spotkała mnie miła niespodzianka – wysoko między kosówkami przechadzał się niedźwiedź i dało się go obserwować przez lornetkę lub obiektyw aparatu fotograficznego.

brzeg Kalatówek
Dochodzimy do Kalatówek

Kalatówki
Prześliczne Kalatówki

kolejka linowa
Kolejka linowa na Kasprowy Wierch

Dolina Kondratowa
Idziemy szlakiem niebieskim Doliną Kondratową

szałas

na drodze
Obserwujemy niedźwiedzia...

na drodze
na stokach Długiego Giewontu

niedźwiedź
Jest

miś

Po godzinie od wyruszenia z Kuźnic osiągamy Halę Kondratową z uroczym schroniskiem, gdzie można coś skonsumować, lub kupić coś do picia na drogę (choć dalej będą potoki z górską, czystą wodą). Tu zwykle odpoczywa dużo ludzi, podziwiając widoki. Potem rozdzielają się oni na trzy szlaki (dwa w góry i jeden powrotny).

schronisko
Schronisko na Hali Kondratowej

Rozejście szlaków
Rozejście szlaków na Hali Kondratowej

My idziemy dalej szlakiem niebieskim, skręcając z hali w prawo na stoki Małego Szerokiego i podchodzimy w górę. Ponieważ jest tu z reguły dość tłoczno, staramy się nie zwracać uwagi na rozmowy sąsiadów, choć jeśli usłyszymy, że nie wiedzą oni, gdzie idą, ani że po drodze będą skały i może być ślisko, gdyż ciemne chmury zwiastują deszcz a oni wędrują w klapkach, można ich poinformować, że Krupówki skończyły się jakiś czas temu i znaleźli się w Tatrach a to są góry - ze wszystkimi tego konsekwencjami. Ja przynajmniej nie potrafię przejść koło takich osobników obojętnie (odzywa się moja belferska natura) i zwracam im uwagę na parę ważnych kwestii, jak to, co ich może czekać na górze i od strony kapryśnej natury. I jeszcze nikt mnie nie objechał a nawet podziękował. Oczywiście można też przejść koło nich obojętnie, na zasadzie „niech się uczą na błędach, ważne że w ogóle ruszyli się na taką wycieczkę” i skoncentrować się na podziwianiu paproci i widoków na Kopę Kondracką i przełęcz pod Kopę w górze i Halę Kondratową w dole.

Hala Kondratowa
Hala Kondratowa, zamknięta Przełęczą Pod Kopą Kondracką

Hala Kondratowa1
Hala Kondratowa

Hala Kondratowa2
Idziemy ładną drogą wśród łąk i paproci

Kopa Kondracka
Przed nami Kopa Kondracka

Gdy dochodzimy do kotliny powyżej piętra lasu, szlak wiedzie tu odkrytymi zakosami na Przełęcz Kondracką. Szlak nabiera malowniczości, gdyż mijamy ładne skałki, wchodząc w piętro skupisk zielonej kosodrzewiny. Z hal unosi się zapach kwiatów. Po drodze w dni upalne można ochłodzić się kryniczną wodą w potoku. Za nami pojawiają się coraz bardziej otwierające się widoki na Tatry. Niestety w 2014 r. pojawiły się też w tym miejscu brzydkie chmury, nadciągające znad kotła Gąsienicowego, więc zdjęcia nie wyszły tak ładnie, jak bym sobie tego życzyła.

skałka
Pojawiają się skałki

na przełęcz
Jesteśmy już na wysokości piętra kosodrzewiny i podchodzimy zakosami pod przełęcz

na szlaku
Na szlaku

Hala
Pod nami rozłożyła się Hala Kondratowa

kosówka   potok
To najładniejszy kawałek drogi - wśród kosówki, poprzecinanej strumieniem

Po około 1 godz i 15 min od wyjścia ze schroniska wchodzimy na Przełęcz Kondracką i z zachwytem oglądamy wspaniałą panoramę Tatr Wysokich na południowym – wschodzie, na zachodzie z najbliższą nam trawiastą Kopą Kondracką oraz bliski już szczyt Giewontu od północy. Szczyt z przełęczy wydaje się być na wyciągnięcie ręki. I rzeczywiście wchodzi się stąd na niego w pół godziny, pod warunkiem, że przy łańcuchach na końcowym, strzelistym odcinku nie tworzą się kolejki. Przed wejściem na szczyt warto się rozejrzeć, czy gdzieś nie czyha burza, bo w takim przypadku lepiej zmykać w doliny. Jeśli nie, można wspiąć się na szczyt. Każdy krok rozszerza nasz horyzont i za nami pojawiają się już Czerwone Wierchy i coraz dalej widoczne Tatry Wysokie. Wejście na szczyt Giewontu odbywa się z prawej strony, a zejście z lewej.

Tatry wyskie
Niestety chmury zgromadziły nad rejonem Tatr Wysokich

widok z przełęczy lewy   widok z przełęczy prawy
Widok na południe z Kondrackiej Przełęczy Wyżniej (niestety nie miałam obiektywu szerokokątnego)

 Kopa Kondracka
Kopa Kondracka widziana spod Giewontu. Z Kopy prowadzi na Giewont szlak żółty

Giewont z przełęczy
Z Przełęczy Kondrackiej na Giewont jest już blisko

krzyż
Krzyż na Giewoncie przyciąga nie tylko wzrok, ale też pioruny

Giewont z bliska
Tu widać jak wiedzie szlak na szczyt i którędy poprowadzono szlak powrotny

Mnie na szczyt nie dane było wejść w zeszłym roku, gdyż postanowiłam wycofać się ze względu na coraz bliższą burzę, ale pamiętam, że przebywanie na malutkiej platformie na szczycie, z olbrzymim krzyżem za plecami i fantastycznymi widokami na kotlinę zakopiańską i Podhale, leżące u naszych stóp daleko w dole oraz zapierającą dech w piersi przepaść, było doznaniem ekscytującym. Siedziałam z dziećmi (to był 1991 r.) na skale, w pewnym momencie spojrzałam w górę na żelazny krzyż i przesuwające się nad nim chmury i miałam wrażenie, że krzyż faluje i zaraz spadnie w przepaść – coś niezapomnianego. Po zejściu ze szczytu po łańcuchach (Asia miała w 1991 r. tylko lat 6 i zbyt krótkie nóżki, aby w pewnym miejscu dosięgnąć wygodnych punktów zaczepienia dla stopy przy wchodzeniu, więc weszłam wtedy z dziećmi na Giewont tylko dlatego, że pewni mili młodych mężczyźni zaoferowali nam pomoc) dochodzimy do Kondrackiej Przełęczy Wyżniej, skąd wybieramy drogę do Doliny Strążyskiej, zmieniając szlak na czerwony.

na Giewoncie
Rok 1991 - siedzę z dziećmi na Giewoncie pod krzyżem - dzieci mają fioletowe buzie, bo jadły jagody kupione u gaździny po drodze

wejście        zejście
Z lewej - wchodzimy na Giewont; z prawej - schodzimy po łańcuchach

Po opuszczniu Kondrackiej Przełęczy Wyżniej przed nami półtorej godziny zejścia w dół. Trawersujemy grzbiet Giewontu od południa , przechodząc koło kosodrzewiny i skałek. Przed nami otwierają się widoki na długie zbocze Małołączniaka, zakończone ostrym urwiskiem Wielkiej Turni i leżącą pod nim dolinę. W oddali widać grzbiety Tatr Zachodnich.

zejście z Giewontu czerwonym szlakiem
Z przełęczy schodzimy czerwonym szlakiem w kierunku zachodnim

widok na zachód
Widok na południowy - zachód: stok Małołączniaka z Wielką Turnią i Tatry Zachodnie

Wielka Turnia
Łagodny stok Małołączniaka zakończony urwistą Wielką Turnią

granie
Schodzimy ładną drogą wśród skałek

Giewont od zachodu
A tak wygląda Giewont z czerwonego szlaku

czerwony szlak    zejście z Giewontu
Zejście czerwonym szlakiem z Giewontu do Doliny Strążyskiej (zdjęcie II zrobione zostało na Małołączniaku)

Dochodzimy do przełęczy Siodło, skąd wspaniale widać w dole Dolinę Małej Łąki a z przełęczy szlak czerwony skręca na północ i dalej trawersuje w dół ściany Małego Giewontu. Z Siodła na lewo znaki żółte wiodą do Doliny Małej Łąki, która widać też coraz lepiej ze szlaku czerwonego. Oglądając się do tyłu możemy podziwiać przepaście Wielkiej Turni.

przełęcz Siodło
Przełęcz Siodło, za nią urwisko Wielkiej Turni

rozejscie szlaków
Przełęcz Siodło - tu rozchodzą się szlaki do Doliny Małej Łąki i Doliny Strążyskiej

szlak żółty
W dole widać żółty szlak do Doliny Małej Łąki

Siodło
Przełęcz Siodło

Zejście stokami Małego Giewontu
Zejście stokami Małego Giewontu...

zejście
dostarcza wspaniałych widoków na Dolinę Małej Łąki

widok z Czerwonych Wierchów
Szlak czerwony na Giewont widziany z Małołączniaka

Wielka Turnia
Imponujaca Wielka Turnia

skałki1    skałki2
Po drodze mijamy malownicze wapienne skałki

posłonek rozesłany    zerwa kulista
oraz kwiatki, lubiące wapienne podłoże: posłonek rozesłany i zerwa kulista

dzwonek drobny
i czesto spotykany dzwonek drobny

Osiągamy piętro regla górnego i po godzinie od wyruszenia z Przełęczy Kondrackiej dochodzimy do przełęczy w Grzybowcu. Stamtąd przez gęsty las schodzimy około pół godzin, aż dochodzimy do polany Strążyskiej. Tam z niedowierzaniem spoglądamy na północne, przepaściste ściany Giewontu, z którego zeszliśmy. Zaledwie półtorej godziny temu byliśmy na szczycie.

Giewont w dolinie
Zeszliśmy do Doliny Strążyskiej i taki oto Giewont pojawia się przed nami (szkoda, że w deszczu)

Powrót stąd przez Dolinę Strążyską zajmuje około pół godziny. Ale warto jeszcze dołożyć około 20 minut na spacer tam i z powrotem do końca doliny, aby dotknąć ścian Giewontu i odpocząć na malowniczych głazach nad potokiem, który tworzy się u stóp góry, spadając dwoma kaskadami wodospadu Siklawica. Jest to urocze miejsce, często odwiedzane przez nas, gdy dzieci były małe i lubiły skakać po głazach, ryzykując zamoczeniem się w strumieniu.

Siklawica
Moja siostra Iwonka i ja pod wodospadem Siklawica (1996)

Iwonka i Asia        AZ i Staś
Zabawy w potoku Strążyskim (Iwonka, Asia, Asia Z. i Staś - 1996 r)

Drugim głazem, na który dzieci lubiły wchodzić jest Sfinks, leżący na hali, gdzie kiedyś był bufet i stały szałasy – pamiątki po wypasanych tu kiedyś owcach. Teraz dostęp do niego jest zagrodzony, ale zamiast bufetu jest herbaciarnia. Szałasy nadal istnieją.

Dolina Strążyska
Dolina Strążyska z szałasami i Sfinksem

Sfinks        dzieci na Sfinksie
Sfinks obecnie i kiedyś, gdy był obsiadywany przez dzieci. Na zdjęciu Asia i Staś na Sfinksie w 1990 r.

Szałasy
Niegdyś wypasano tu owce, teraz pozostały tylko szałasy

herbaciarnia
W herbaciarni można napić się ciepłej herbaty i kupić coś małego na drogę

Wracamy Doliną Strążyską wzdłuż perlistego potoku, wypatrując wapiennych skałek wśród drzew porastających zbocza. Najsłynniejszymi z nich są dolomitowe igły Trzech Kominów. Gdy dochodzimy do końca doliny, warto jeszcze zboczyć od szlabanu w prawo w Drogę pod Reglami, aby zajść do szałasu bacówki, gdzie nieustająco wędzą się, zamraczając nasze powonienie, oscypki najlepsze, bo świeżo zrobione z mleka owieczek, które wypasają się na łąkach pod reglami.

potok        Trzy Kominy
Wracamy wzdłuż potoku, podziwiając dolomitowe skałki. Na zdjęciu z 1990 r. stoimy na tle igieł Trzech Kominów.


Stasio Dla mnie z Giewontem wiążą się jeszcze dwa wspomnienia z czasów, gdy nasze dzieci były małe. Na początku jeździliśmy z małymi dziećmi w Beskid Sądecki do Rytra i tam dzieci zdobywały swoje pierwsze szlify górskie. Gdy Staś junior skończył 9 lat a Asia 5 wybrałam się z nimi pierwszy raz do Zakopanego. Zajechaliśmy w deszczową pogodę, więc gór nie było widać. Następnego dnia rano poszliśmy na pierwszy spacer ulicą Strążyską (mieszkaliśmy wtedy na ulicy Kościeliskiej koło cmentarza Przy Pęksowym Brzesku) w kierunku Tatr. Na niebie chmury zasłaniały wszystko. Dzieci wcześniej pytały mnie o Tatry i wiedziały, że będą to góry większe od Beskidów, ale....
Idziemy, idziemy lekko pod górkę i nagle chmury się rozstępują i ukazuje się słońce. A w nim.... Staś staje jak wryty i wpatruje się w olbrzymią, strzelistą górę, która nagle pojawia się przed jego oczami u końca ulicy.
„-Mamo, co to???”
„-A to Giewont, opowiadałam Ci o nim”.
„-I tam się wchodzi ?!”
„-Tak, ale nie od tej strony, tylko od tyłu, gdzie nie ma takich przepaści”.

Staś ruszył dopiero po chwili, widać przekraczało to jego wyobrażenie o górach. I myślę, że w tej jednej chwili Tatry zapadły mojemu synkowi głęboko w serce. To było jak olśnienie.

Jeszcze w te same wakacje Staś zdobył Giewont razem z tatą. Pogoda była nieciekawa, siąpił kapuśniak, widoczność żadna. Ja zostałam w domu z córeczką, gdyż była przeziębiona a oni poszli na spacer z plecaczkami, w których mieli po kanapce. Wyszli rano, a wrócili pod wieczór. Ja denerwowałam się trochę, że ich tak długo nie ma (telefonów komórkowych wtedy nie było). Wrócili zadowoleni, nawet nie zmoknięci.
„-Gdzie byliście tak długo?”.
„-Na Giewoncie”
„-Na Giewoncie?!!! W taka pogodę​? Z dzieckiem?"

„Było tak – opowiada mąż – poszliśmy na spacer do Doliny Strążyskiej, (bo była najbliżej nas). Niewiele było widać, bo szliśmy z mżawce. Jak doszliśmy do jej końca, mówię do Stasia:
„-Choć pójdziemy trochę do góry, bo tu jest taki gęsty las i nie będzie kropić.”
Podchodzimy więc we mgle i opowiadamy sobie coś a po pewnym czasie Staś pyta:
„-Tata, wracamy?”
„-Dojdźmy jeszcze do tego zakrętu, zobaczymy, co jest za nim”.
I tak parę razy - szliśmy dalej, aby zobaczyć, co jest za kolejnym zakrętem, aż zaszliśmy na Giewont.”
"-A deszcz? Nie zmokliście?"
"-Jak wyszliśmy z lasu na hale, to już rozpogadzało się. Potem była nawet dobra widoczność"

Jak to w górach...

Z tej pierwszej poważnej tatrzańskiej wyprawy naszego synka i następnej na Kasprowy Wierch mamy na szczęście kilka zdjęć...

Staś w Tatrach       Staś na skałach
Staś (9 lat) na Kasprowym Wierchu w 1990 r.

Staś

Staś
Staś na Kasprowym - w tle chyba Świnica (1990 r)

Prezentowane w opisie zdjęcia (poza archiwalnymi z 1990-96 r.) wykonane zostały w 2014 r.

mail

20491