logo

Etiopia - Góry Simien (Semien) cd - (Dzień VI)

Wschód słońca oglądamy z drugiej strony płaskowyżu. Pogrążony w ciemności pod nami rzeczny kanion rozświetla się w miarę, jak zza jego wschodniej krawędzi wstaje słońce. Chwila prawie nabożna...

Góry Simien - wschód słońca      wschód słońca

ogladamy wschód   nasza grupa o wschodzie
Adorujemy wschód słońca

PN Gór Semien - kanion

śniadanie na campingu Sankaber




Wracamy na camping na śniadanie – wspaniałą jajecznicę z cebulą i papryką. Z wierzchołka kwitnącego na żółto krzaka dziurawca (hypericum revolutum) śledzi nas para kruków. Czy to jeden z nich zjadł wczoraj nasze mydło? Dziś mają wielką ochotę na resztkę naszej pysznej jajecznicy.


kruki      foto - żarłoczny kruk

Po śniadaniu pakujemy bagaże na samochody a sami wyruszamy znowu na pieszą 2 godzinną wycieczkę. Najpierw kontynuujemy trasę wzdłuż kanionu, mogąc znów podziwiać widoki na góry, rozpościerające się w dole pod nami. Coraz bardziej zbliżamy się do charakterystycznych skał, przypominające amerykańskie ostańce z Monument Valley, znane z tylu westernów.

przepaść      Etiopia - góry o świcie

góry Semien      wędrujemy po górach

Dla zabawy robimy sobie sesję zdjęciową z pożyczonymi od skautów karabinami.

Nasz przewodnik      foto - Staś z karabinem
Nasz przewodnik i Staś z karabinem


tata wgórach Simien    Staś z karabinem
Staś - rasowy myśliwy


ja w górach Semien    dobrze celuję   ja - prawie myśliwy
Czy mam szansę upolować grubego zwierza?

Po zrobieniu pamiątkowego, grupowego zdjęcia przechodzimy przez wysokie trawy i trawersem schodzimy do przełęczy. Jest pięknie, wręcz sielsko. Powietrze brzęczy owadami, uwijającymi się wśród wysokich traw i ostów. Wokół słodko pachną kwitnące na żółto dziurawce i akacje, pod których baldachimami przechodzimy. Oglądamy dorodne osty i przekwitające już kwiaty stroiczki wstydlinu (kniphofia foliosa). Nad nami krążą drapieżne ptaki a ze zbocza spoglądają na nas małpy gelaby. Po prostu raj!

PN Gór Semien - grupa trekkingowa      trekking w etiopskich górach
Nasza grupa w górach Simien


ja pod akacją      Staś

foto - oset      stroiczka wstydlin
Oset i stroiczka wstydlin

Po dojściu do przełęczy czekamy chwilę na resztę grupy i Staś kładzie się na trawie, ale okazuje się to błędem. W tym raju są niestety też mrówki...

Staś na hali

Dochodzimy do wodopoju a potem wodospadu Dżimn Bell. Jest wąziutki, ale spada z wysokości 500 m, tworząc głęboki kanion. Z wąskiego cypla skalnego, na którym jesteśmy, znowu olśniewają fantastyczne widoki.

Etiopia - w górach     na szczycie góry Simien - przepaścisto

wodospad      foto - wodospad

tata w Etiopii
Poranne słońce fantastycznie oświetla zbocze

Koniec trekkingu. Ładujemy się do samochodów, aby wracać do cywilizacji. Po drodze zatrzymujemy się na chwilę w jedynym hotelu w górach Simien, który urządzony jest w stylu regionalnym, ale z wszelkimi wygodami. Mogliśmy tu spać, ale czy wtedy mielibyśmy takie intensywne wrażenia, jak po noclegu w bunkrze bez światła i wody? Nasz trekking straciłby wtedy połowę uroku.

napis      lodge`a
Najwyżej położona lodge`a w Afryce

W Debark żegnamy się z naszymi kucharzami, pomywaczami, skautami i przewodnikiem Semmą. Oczywiście dajemy im napiwki – dobrze, że możemy naszym przyjazdem uzasadnić stworzenie miejsc pracy dla tylu ludzi w tym biednym kraju. Oni zresztą bardzo się starają i naprawdę są wzruszeni, gdy klaszczemy im na pożegnanie. Z naszym przewodnikiem, którego wypytywaliśmy o wyposażenie etiopskich szkół, załatwiamy datek dla szkoły: Semma przyprowadza tutejszego nauczyciela, który wydaje nam pokwitowanie za wpłacone pieniądze. Zrzucamy się po 100 birrów. Dla nas to niewiele, ale w sumie coś będzie można za to kupić. Sądzimy, że to lepszy sposób, niż dawanie pieniędzy bezpośrednio dzieciom, które tu czasami zaczepiają turystów, pokazując ulotkę wg której na przykład zbierają na budowę boiska itp.

Monika z dziećmi




   Korzystając z tego, że trafiliśmy na dzień targowy w Debark, włóczymy się przez dłuższy czas po terenie targowiska. Filmujemy ciekawe obrazki rodzajowe – wszystko tu jest autentyczne - jesteśmy jedynymi białymi. Niektórzy ludzie nie życzą sobie fotografowania, a niektórzy godzą się za 1 birra. Otaczają nas dzieci, które proszą o zdjęcie. Gdy potem pokazujemy je im na wyświetlaczu – wybuchają śmiechem. Wtedy już oczywiście wszystkie domagają się zdjęcia. Największe powodzenie ma Monika – cały czas otacza ją ciasny wianuszek maluchów.


 targ w Debark  Etiopczyk
Na targu w Debark

na targu      dziweczynka

Etiopia - targ
Można tu kupić wszystko, co potrzebne do przeżycia

Debark - stragany    foto - w chuście
Prymitywne stragany przykryte są czasem płachtami lub gałęziami - kobiety siedzą na nich w kucki

zwierzaki  dwaj piechurzy
Typowi mieszkańcy północnych rejonów Etiopii

koza  koń

konie      na koniku

foto - groźny  foto - uśmiechniety    etiopskie dzieci
Dzieci lubią się fotografować

Wśród zielonych pól, ale w strasznym kurzu wracamy do Gondaru. W hotelu trzeba dokładnie wyczyścić walizki i siebie samych, ale mam jeszcze czas, aby podelektować się zakupami. W hotelowym sklepiku kupuję kilka T-shirtów, srebrne krzyżyki z różnych regionów i pasujący do nich łańcuszek oraz drewniany tryptykowy ołtarzyk, stylowo malowany żywymi barwami.

Gondar nocą



   Przez całą noc słuchamy śpiewów, dobiegających na nasze wzgórze z kościołów położonego pod nami miasta. Jest sobota i trwają całonocne nabożeństwa. Głosy kapłanów i wiernych o powtarzającej się melodyce, docierające z różnych kierunków, składają się w przedziwnie nastrojową polifonię. Zasypiamy i budzimy się zanurzeni w jej dźwiękach. Niepowtarzalne wrażenie...



mnich   Dzień VII - Lalibela


Powrót do strony głównej o Etiopii

Powrót do strony głównej o podróżach


mail

8294